Afera po słowach Marty Nawrockiej. Posłanka KO: "Jest pod wielkim wpływem męża"
Pierwsza dama Marta Nawrocka udzieliła pierwszego dużego wywiadu w stacji TVN24. Rozmowa z dziennikarką Joanną Kryńską odbyła się 14 lutego 2026 roku i była dostępna w TVN24+. Tematem przewodnim stały się poglądy światopoglądowe, przeszłość zawodowa oraz rola w Pałacu Prezydenckim. Rozmowę krytycznie oceniła posłanka KO, Magdalena Łośko.
- Marta Nawrocka jasno opowiedziała się przeciwko aborcji, podkreślając, że jest „za życiem” i sama dokonała wyboru na rzecz urodzenia dziecka w trudnej sytuacji
- Przyznała się do pracy w Krajowej Administracji Skarbowej przez 18 lat, gdzie zajmowała się m.in. kontrolą rynku paliw i zwalczaniem nielegalnego hazardu
- W kwestii in vitro stwierdziła, że nie ograniczałaby drugiemu człowiekowi tego prawa, co wielu odebrało jako bardziej umiarkowane stanowisko
Poglądy na aborcję – „jestem za życiem”
Marta Nawrocka w rozmowie z Joanną Kryńską nie miała wątpliwości co do swojego stanowiska w sprawie aborcji. Powiedziała wprost: „Ja przede wszystkim jestem za życiem”. Odniosła się do własnego doświadczenia – stała przed wyborem, ale zdecydowała się urodzić dziecko.
Pierwsza dama podkreśliła, że jest przeciwko aborcji i widzi w tym fundamentalną wartość. Jej słowa padły w kontekście dyskusji o prawie aborcyjnym w Polsce. Nie weszła jednak w szczegóły proponowanych zmian legislacyjnych.
Wypowiedź szybko obiegła media. Część komentatorów uznała ją za spójną z linią światopoglądową obozu prezydenta Karola Nawrockiego.

Stanowisko wobec in vitro i momenty ciszy
Jednym z najciekawszych fragmentów wywiadu była odpowiedź na pytanie o in vitro. Marta Nawrocka powiedziała: „Nie ograniczałabym drugiemu człowiekowi tego prawa”.
To sformułowanie wielu odebrało jako otwartość na finansowanie procedury z budżetu państwa. Pierwsza dama nie poszła jednak dalej w deklaracjach – nie wypowiedziała się np. o szczegółach projektu ustawy.
Jej słowa kontrastują z bardziej restrykcyjnymi poglądami części polityków prawicy. Marta Nawrocka w kilku momentach wolała nie rozwijać tematu lub zmieniała wątek.
- pytana o niektóre szczegóły przeszłości osobistej i rodzinnej – uniknęła bezpośredniej odpowiedzi,
- w kwestii szczegółowych planów fundacji lub konkretnych projektów społecznych – nie weszła w konkrety,
- pojawiły się też momenty, gdy pierwsza dama uśmiechała się nerwowo lub prosiła o przejście do innego zestawu pytań.
Te fragmenty wywołały najwięcej komentarzy w sieci. Część internautów uznała to za naturalne wycofanie się z trudnych tematów, inni mówili o braku przygotowania do rozmowy w TVN24.
"Znajduje się pod wielkim wpływem męża"
Inaczej zinterpretowała to Magdalena Łośko, która podzieliła się swoją perspektywą w rozmowie z naszym portalem:
- Pierwsze i myślę, że najbardziej dojmujące wrażenie z tego wywiadu – zwłaszcza z punktu widzenia kobiety – jest takie, że pani prezydentowa znajduje się pod wielkim wpływem męża i jego polityki. Ważniejsze jest to, z jakiej strony sceny politycznej pochodzi jej mąż, niż to, jakie jest jej własne zdanie w danym temacie. Odnoszę wrażenie, że usilnie broni narracji męża oraz jego obozu politycznego, a nie uważam, by do końca się z nią zgadzała.
- Uważam, że ten wywiad był pełen sprzeczności. Poruszane tematy były niezwykle istotne i ważne, a odpowiedzi trochę zaprzeczały temu, co pani prezydentowa mówiła chwilę wcześniej. Stwierdziła na przykład, że jest na „tak” dla edukacji zdrowotnej, ale jednocześnie uznała, że coś jest w niej niejasne i żeby jej nie wdrażać.
- W tych kluczowych punktach totalnie nie zgadzam się z odpowiedziami, które tam padały. Jeśli chodzi o kwestię edukacji zdrowotnej, jej założenia były sformułowane bardzo jasno. W dobie dzisiejszych wyzwań, z jakimi się mierzymy – z hejtem, z przemocą – uważam, że byłoby to jedno z wielu dobrych narzędzi, które powinniśmy wprowadzić, aby jako państwo chronić nasze dzieci. Podobnie należałoby się zastanowić nad zakazem stosowania telefonów przez dzieci czy ograniczeniem dostępu do mediów. Pani prezydentowa przyznała, że oczywiście jest to problem, ale żeby jednak takich rozwiązań nie wdrażać. Powoływała się na to, że dostęp do mediów musi być, a ochronę nad dziećmi ma zapewnić rodzina i rozmowa.
- Z tym również się nie zgadzam. Mamy przykłady, wielokrotnie poruszane przez media, gdzie dzieci mierzyły się z hejtem, miały wsparcie rodziny, poradni czy lekarza, a mimo to dochodziło później do prób samobójczych i samobójstw. To nie jest tak, że rozmowa czy rodzic wszystko załatwi. Są dzieci pochodzące z dobrych rodzin, gdzie zaangażowanie rodziców było ogromne, a mimo wszystko dochodziło do tragedii. Wiemy, że to bardzo trudny temat, który wymyka się spod kontroli. Uważam, że w tej kwestii u pani prezydentowej również pojawiła się sprzeczność.
Posłanka KO punktuje sprzeczności w wywiadzie
I dalej:
- Przejdźmy do kluczowego, najważniejszego tematu związanego z aborcją. To dobrze, że pani prezydentowa miała taki wybór i mogła podjąć decyzję. Sama wspominała, że miała wsparcie rodziny i otoczenia, ale kobiety nie zawsze takie wsparcie mają. Uważam, że ostateczny wybór zawsze powinien należeć do kobiety. Znowu mamy przecież przykłady sytuacji w Polsce, gdzie kobiety szły do szpitala rodzić, a tak naprawdę osierociły dzieci, które zostały w domu. To nie jest tak zero-jedynkowe, jak przedstawiła to pani prezydentowa. Powtórzę: w tym wywiadzie było dużo sprzeczności. Przy tych kluczowych tematach, związanych z aborcją czy edukacją zdrowotną, nie uważam do końca, że to było jej własne zdanie. Uważam, że raczej broniła narracji męża i jego strony politycznej.
- Pani prezydentowa usilnie broniła narracji męża – kosztem oczywiście własnego zdania. (…) Kwestie administracyjne i wszelkiego rodzaju przepisy pozwalające ukrócić szerzenie się hejtu w internecie to naprawdę dobre rozwiązania. Jednak pan prezydent je zablokował i widać, że pani prezydentowa również w tym przypadku była obrończynią jego narracji. Przyznała jednak, że to niejako pomogło wygrać wybory i być w tym miejscu, w którym jest. To jest właśnie ten ostatni, kluczowy element, który wskazuje na to, że ten wywiad był pełen sprzeczności.
- Z jednej strony jest przeciwko hejtowi, ale jednak sugeruje: nie wdrażajmy rozwiązań i ustaw, które mogłyby go ukrócić. Z drugiej strony jest za edukacją zdrowotną, ale też stwierdza, by jej nie wdrażać, bo "coś jest niejasne". Oczywiście się z tym nie zgadzam, ponieważ toczyła się nad tym dyskusja, a program był jasno rozpisany. Uważam, że w tym przypadku również zagrała polityka. Pojawiły się tam bowiem kwestie związane z edukacją seksualną, a przecież wiemy, że sfera seksualna to część zdrowia zarówno kobiet, jak i mężczyzn. To niezwykle ważne, żeby o tym mówić. Taka edukacja zapobiega różnego rodzaju chorobom, ale również nastoletnim ciążom.
Źródło: Goniec.pl