Maja Chwalińska odwiedziła "Dzień Dobry TVN". Na wizji ujawniła, z czym się zmagała
Maja Chwalińska, finalistka tegorocznego Roland Garros, we wtorek 9 czerwca była gościem programu „Dzień dobry TVN". W rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem opowiedziała nie tylko o sportowym sukcesie, ale też o ciemnych stronach kariery, w tym o groźbach śmierci, z którymi mierzy się od lat. Tak powitano ją na antenie TVN.
Maja Chwalińska podbiła serca Polaków. Wielki sukces na Rolland Garros
Chwalińska dotarła do finału Roland Garros z kwalifikacji, by w decydującym meczu ulec Mirrze Andriejewej. Gdy pojawiła się w studiu, przywitały ją owacje prowadzących i całej ekipy. Sama sportsmenka wciąż nie może do końca uwierzyć w to, co się wydarzyło.
„To dla mnie też jest jeszcze troszkę jak sen. Ten skok był ogromny, to wszystko zdarzyło się w krótkim odstępie czasowym, nie dowierzam, że to się stało, ale zdaję sobie sprawę, że to był tylko jeden turniej. Zdaję sobie sprawę, że muszę dużo pracować, żeby takich turniejów, na takim poziomie, było więcej" – powiedziała tenisistka.
Chwalińska zaznacza jednak, że jej sukces nie wziął się znikąd.
„To się może wydawać, że to było z “dnia na dzień”, ale gram w tenisa od 18 lat. To nie było z “dnia na dzień” " – dodała.

Ciemna strona popularności
Marcin Prokop zapytał o ciemne strony popularności, w tym o wiadomości z groźbami śmierci. Chwalińska nie unikała tematu i przyznała, że to zjawisko dotyczy praktycznie każdego tenisisty, niezależnie od poziomu.
„Tak, tak naprawdę każdy tenisista je dostaje. To po prostu nie jest tak nagłaśniane, ale każdy tenisista je dostaje, obojętnie na którym szczeblu. To się zaczęło, te pogróżki i hejty, odkąd miałam 17 lat. Teraz zdaję sobie sprawę z tego, że będzie tego więcej, bo porażek też będzie dużo. To jest nieodłączny element sportu" – powiedziała sportsmenka.
Chwalińska dodała, że z czasem wypracowała własny sposób na radzenie sobie z hejtem.
„Mam nadzieję, że jestem już na tyle dojrzałą osobą, żeby sobie z tym poradzić i nie słuchać porad od osób, od których nigdy bym ich nie wzięła" – zaznaczyła.
Maja Chwalińska w studiu "Dzień dobry TVN". Odsłoniła kulisy swojej kariery
Prowadzący przypomnieli, że Chwalińska była już gościem programu jako 16-latka i obiecała wtedy wrócić po awansie do Wielkiego Szlema. Tenisistka wyznała, że przez lata ta obietnica przestała być dla niej realna.
„W tym wieku jeszcze wierzyłam, później jednak wiele się wydarzyło w mojej karierze i te marzenia porzuciłam. Potem skupiłam się na pracy krok po kroku i w końcu do tego doszłam" – wspomina.
Dziennikarze zapytali też o najtrudniejsze chwile, gdy szła na kort ze łzami w oczach.
„Ciężko mi tak powiedzieć... to wszystko stało się po coś, potrzebowałam to przejść i sobie to poukładać. Nic bym jej nie powiedziała, tylko bym ją przytuliła. Będzie ok i to wszystko ogarnie" – powiedziała, jakby zwracała się do siebie sprzed lat.
Powrót do korzeni
Dorota Wellman zauważyła, że historia Chwalińskiej brzmi jak bajka, i zapytała, czy w sporcie najważniejsza jest radość z gry. Tenisistka przyznała, że przez lata ją zgubiła, ale w końcu do niej wróciła.
„Łatwo jest to powiedzieć, gdy grasz na takiej scenie, ale uważam, że to jest najważniejsze, żeby robić to, co się kocha. To jest dla mnie podstawa. Radość straciłam przez te wszystkie lata, ale cieszę się, że ją odnalazłam" – powiedziała.
Zapytana o radzenie sobie z krytyką po ewentualnych porażkach, dodała:
„Oczywiście, że tak. Każdy sportowiec mierzy się z hejtem, ale ważne, by słuchać opinii swoich bliskich, bo to może bardzo zdekoncentrować i odebrać pewność siebie".
