Zdumiewające, jakiego kandydata na premiera może wystawić Kaczyński. Wybija się jedno nazwisko
Za zamkniętymi drzwiami toczy się gra, która zadecyduje o dalszym losie największej formacji prawicy. Stawka jest znacznie wyższa niż personalne ambicje – chodzi o kierunek, w jakim podąży całe środowisko i o to, czy będzie ono zdolne ponownie sięgnąć po władzę. W tej rozgrywce cisza bywa ważniejsza niż deklaracje, a najmniej oczywiste scenariusze często okazują się najbardziej realne. Nie do wiary, kto z PiS może zostać kandydatem na premiera. Jarosław Kaczyński ma kilku kandydatów. Padają słowa, że ma on powtórzyć sukces Karola Nawrockiego.
- Strategia nowej twarzy i logika prezesa
- Nazwiska, frakcje i ukryta hierarchia wpływów
- Dziedzictwo władzy i pytanie o moment odejścia
Strategia nowej twarzy i logika prezesa
Od dłuższego czasu w kierownictwie Prawa i Sprawiedliwości dominuje przekonanie, że kolejna kampania wyborcza nie może opierać się na tych samych bohaterach, co poprzednie. Zmęczenie elektoratu, wieloletnia obecność tych samych nazwisk w debacie publicznej oraz zmieniające się oczekiwania wyborców wymuszają nową narrację. Właśnie w tym miejscu pojawia się koncepcja politycznego „restartu”, opartego na osobie spoza ścisłego partyjnego rdzenia.
Jarosław Kaczyński od lat kieruje się podobną logiką: lepiej postawić na kandydata, który nie zdążył się zużyć w medialnych konfliktach, niż na polityka obciążonego wieloletnimi sporami. Taka postać ma symbolizować świeżość, energię i obietnicę zmiany, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej zgodności z linią ideową ugrupowania. To model, który w przeszłości już przynosił efekty i który wciąż pozostaje atrakcyjny z punktu widzenia partyjnej strategii.
Kluczowe jest jednak coś więcej niż sam wizerunek. Nowy lider musi być na tyle elastyczny, by dotrzeć do umiarkowanego elektoratu, a jednocześnie wystarczająco wiarygodny dla twardego zaplecza partii. To balansowanie pomiędzy oczekiwaniami wyborców a interesami struktur terenowych stanowi jedno z największych wyzwań całej operacji.

Kandydaci Kaczyńskiego na nowego premiera. Lider PiS szuka "drugiego Nawrockiego
W wewnętrznych rozmowach przewija się szerokie spektrum nazwisk – od polityków rozpoznawalnych, po osoby znane głównie w administracyjnych i eksperckich kręgach. Ta różnorodność nie jest przypadkowa. Odzwierciedla napięcie pomiędzy potrzebą doświadczenia a chęcią postawienia na kogoś, kto nie jest jednoznacznie kojarzony z dawnymi sporami i konfliktami.
Część działaczy stawia na osoby z zapleczem rządowym i wyraźnym politycznym charakterem, argumentując, że tylko ktoś „zahartowany” w publicznych starciach będzie w stanie udźwignąć ciężar kampanii. Inni przekonują, że to właśnie brak politycznego bagażu może stać się największym atutem w walce o wyborców zmęczonych wojną plemienną.
Wśród wymienianych kandydatów na premiera z ramienia PiS, jest trzech byłych kandydatów partii na prezydenta: Przemysław Czarnek, Zbigniew Bogucki, obecnie szef Kancelarii Prezydenta, jak również europoseł Tobiasz Bocheński.
Mówi się, że Jarosław Kaczyński chce powtórzyć ubiegłoroczny sukces z Karolem Nawrockim, dlatego kandydat PiS musi być “powiewem świeżości” w politycznym środowisku. W ostatnim czasie w mediach, szczególnie głośno było o potencjalnej kandydaturze Tomasza Szatkowskiego, który w latach 2015–2019 był wiceministrem obrony narodowej, a w latach 2019–2024 ambasadorem RP przy NATO.
Drugim potencjalnym kandydatem na premiera ma być Piotr Nowak, na co dzień ekonomista, cybernetyk, doświadczony menedżer w branży finansowej oraz urzędnik.
Równolegle trwa gra frakcyjna. Każde nazwisko oznacza wzmocnienie jednych środowisk i osłabienie innych. Dlatego decyzja personalna nie jest jedynie wyborem kandydata na przyszłość, lecz także redefinicją wewnętrznej równowagi sił. W tym kontekście szczególnie cenione są osoby, które nie należą jednoznacznie do żadnego obozu i mogą pełnić rolę kompromisową.
Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia relacji z zapleczem prezydenckim oraz wpływu, jaki nowy lider mógłby mieć na kształt całego obozu prawicy. To sprawia, że nawet kandydatury pozornie drugoplanowe bywają analizowane z najwyższą uwagą.
Dziedzictwo władzy i pytanie o moment odejścia
W tle personalnych spekulacji pojawia się temat znacznie bardziej fundamentalny – przyszłość samego Jarosława Kaczyńskiego. Wybór następcy to nie tylko decyzja operacyjna, ale także próba zabezpieczenia dorobku politycznego budowanego przez dekady. Każdy ruch w tym obszarze oceniany jest przez pryzmat lojalności, przewidywalności i zdolności do kontynuowania obranej linii.
Idealny kandydat musi spełniać sprzeczne z pozoru kryteria. Z jednej strony powinien być wystarczająco samodzielny, by prowadzić ugrupowanie w nowej rzeczywistości politycznej. Z drugiej – na tyle lojalny, by nie podważać fundamentów, na których partia została zbudowana. To napięcie sprawia, że proces wyłaniania lidera jest długotrwały i pełen ostrożnych kalkulacji.
Nie chodzi już wyłącznie o kolejne wybory. Stawką jest to, czy PiS pozostanie spójnym projektem politycznym również w perspektywie kolejnych lat. W tym sensie decyzja personalna staje się decyzją historyczną – wyznaczającą moment zmiany pokoleniowej i definiującą, w jaki sposób partia przejdzie przez nieunikniony proces transformacji.
Dlatego ostateczny wybór może zaskoczyć obserwatorów. Najmniej medialne nazwisko, pozornie stojące w cieniu, może okazać się tym, które najlepiej odpowiada na strategiczne potrzeby lidera. W tej grze nie wygrywa ten, kto dziś jest najbardziej widoczny, lecz ten, kto w odpowiednim momencie okaże się najbardziej użyteczny dla przyszłości całego projektu politycznego.
