Trump zaskoczył Amerykanów. Padły słowa o Korei Północnej. Będzie dyktatorem?
Donald Trump publicznie stwierdził, że chciałby, aby Amerykanie reagowali na jego słowa tak samo, jak Koreańczycy Północni na swojego przywódcę. Czy dzisiejsze działania Trumpa rzeczywiście idą w kierunku realizacji tej wypowiedzi?
- W czerwcu 2018 roku Trump powiedział: „Kim Dzong Un mówi, a jego ludzie prostują się i stają na baczność. Chciałbym, żeby moi ludzie robili to samo”
- Miało to miejsce po szczycie z Kim Dzong Unem w Singapurze
- To publiczna wypowiedź nagrana przez dziennikarzy
Stara wypowiedź, która nie chce umrzeć
15 czerwca 2018 roku, tuż po historycznym szczycie w Singapurze, Donald Trump udzielił wywiadu stacji Fox & Friends. W rozmowie z dziennikarzami stwierdził:
- On jest szefem kraju i to silnym szefem. Nie dajcie sobie wmówić niczego innego. On mówi, a jego ludzie prostują się i stają na baczność. Chciałbym, żeby moi ludzie robili to samo.
Kilka godzin później, pytany o tę wypowiedź przez reporterów w Białym Domu, Trump powiedział, że… żartował.
Cytat został odnotowany przez niemal wszystkie główne media w USA (m.in. CNN, Politico, CBS, Washington Post).
„Wrogowie wewnętrzni” – nowa retoryka czy kontynuacja?
W kampanii 2024 i po objęciu urzędu w 2025 roku Trump wielokrotnie używał zwrotu „the enemy from within” (wrogowie wewnętrzni). Najczęściej kierował go do:
- radykalnych lewicowców,
- osób, które jego zdaniem fałszują wybory,
- niektórych polityków opozycji.
Były szef jego sztabu i sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa wewnętrznego John Kelly w 2024 roku publicznie stwierdził, że Trump spełnia ogólną definicję faszysty i podziwia autorytarne style rządzenia. Trump konsekwentnie odrzuca takie zarzuty. James Mattis określił Trumpa „największym zagrożeniem dla konstytucji”. Mark Esper zwrócił uwagę, iż Trump proponował strzelanie gumowymi kulami do protestujących w 2020 r. i używał określenia „w pełni posłuszni generałowie”.
Krytycy wskazują, że połączenie starego cytatu o Kimie z obecną retoryką o „wewnętrznych wrogach” tworzy niepokojący obraz. Zwolennicy Trumpa z kolei podkreślają, że to hiperbola i walka z realnymi zagrożeniami (przestępczość, nielegalna imigracja, korupcja elit).
Co wiemy na pewno?
Trump wielokrotnie publicznie fantazjował o scenariuszu, w którym wybory mogłyby nie być potrzebne lub mogłyby zostać odwołane w razie wojny albo wielkich sukcesów jego administracji. Jednocześnie nigdy jeszcze nie wydał formalnego polecenia ani nie złożył wniosku o anulowanie wyborów.
Konstytucja USA i prawo stanowe praktycznie uniemożliwiają prezydentowi samodzielne odwołanie wyborów kongresowych czy prezydenckich, natomiast krytycy widzą w ruchach Trumpa systematyczne testowanie granic i przygotowywanie gruntu pod podważanie demokracji wyborczej.
Źródło: Goniec.pl