Tragedia w szwajcarskim kurorcie, zginęło ponad 40 osób. Do sieci wyciekło wideo
Szwajcarski kurort Crans-Montana, kojarzony dotąd z luksusem i beztroskim wypoczynkiem na stokach, stał się areną wydarzeń, które wstrząsnęły całą Europą. Spokojny wieczór w jednym z najpopularniejszych lokali w regionie zamienił się w walkę o przetrwanie, gdy ogień w błyskawicznym tempie odciął drogę ucieczki dziesiątkom osób. Choć służby ratunkowe pojawiły się na miejscu niemal natychmiast, bilans ofiar okazał się przerażający.
- Tragiczne wydarzenia w luksusowym szwajcarskim kurorcie
- Inwestycja życia spłonęła w kilka chwil
- Relacje świadków i walka o każdą minutę życia
Tragiczne wydarzenia w luksusowym szwajcarskim kurorcie
Lokal, w którym doszło do wybuchu pożaru, nie był przypadkowym punktem na mapie szwajcarskich Alp. Od lat stanowił serce życia towarzyskiego kurortu, przyciągając turystów nie tylko ofertą, ale i wyjątkową atmosferą, którą udało się stworzyć jego właścicielom. Budynek, położony w strategicznej części Crans-Montana, był uznawany za jedną z największych atrakcji okolicy, często goszczącą celebrytów i zamożnych narciarzy z całego świata.

Tragedia, która rozegrała się w jego wnętrzach, położyła kres tej historii w zaledwie kilkanaście minut. Świadkowie zdarzenia opisują, że ogień pojawił się nagle i rozprzestrzeniał z siłą, która uniemożliwiała jakąkolwiek skuteczną akcję gaśniczą przy użyciu podręcznego sprzętu.
Wideo, które wyciekło do mediów społecznościowych, pokazuje skalę paniki – ludzi próbujących wydostać się przez okna i gęsty, czarny dym spowijający całą konstrukcję. Służby techniczne badają obecnie stan instalacji przeciwpożarowych, jednak skala zniszczeń jest tak duża, że dotarcie do przyczyn może zająć ekspertom wiele tygodni.
Inwestycja życia spłonęła w kilka chwil
Właścicielami pechowego lokalu są obywatele Francji, którzy osiedlili się w Szwajcarii z konkretną wizją biznesową. Kupili oni bar w 2015 roku, inwestując znaczne środki w jego modernizację i promocję. Dzięki ich determinacji miejsce to szybko zyskało renomę, stając się obowiązkowym punktem wizyty dla każdego, kto odwiedzał kanton Valais. W momencie wybuchu pożaru w lokalu przebywała jedynie właścicielka, która w wyniku zdarzenia odniosła poważne obrażenia.
Przez całą noc próbowałem skontaktować się z moimi przyjaciółmi. Około godz. 5 rano odezwała się do mnie właścicielka i powiedziała, że żyją i że to, co się stało, to katastrofa — powiedział w rozmowie z agencją AFP przyjaciel pary, Jean-Thomas Filippini.

Jej mąż w tym samym czasie znajdował się w innym barze, co prawdopodobnie ocaliło mu życie, choć postawiło w obliczu osobistego dramatu. Trauma dotknęła nie tylko rodzinę właścicieli, ale całą społeczność kurortu, która od lat żyła z turystyki i budowała wizerunek bezpiecznej przystani dla narciarzy.
Relacje świadków i walka o każdą minutę życia
Obraz pożaru, jaki wyłania się z nagrań oraz zeznań osób ocalałych, jest drastyczny. Ponad 40 osób straciło życie wewnątrz budynku, co czyni to zdarzenie jednym z najtragiczniejszych w historii szwajcarskich kurortów. Służby ratownicze przyznają, że walka z ogniem w warunkach górskich zawsze niesie ze sobą dodatkowe wyzwania, jednak w tym przypadku kluczowy był czas.
Budynek, choć regularnie modernizowany, zawierał wiele elementów drewnianych, co jest typowe dla alpejskiej architektury, ale jednocześnie stanowi ogromne zagrożenie w przypadku zaprószenia ognia. Ratownicy medyczni, którzy jako pierwsi dotarli do rannych, wspominają o ogromnym poświęceniu osób postronnych, które jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej próbowały wyciągać poszkodowanych z płonącej pułapki.
Obecnie teren wokół ruin jest szczelnie odrodzony, a prokuratura prowadzi wielowątkowe śledztwo. Choć na tym etapie wyklucza się wiele teorii, śledczy muszą odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ewakuacja tak dużej liczby osób zakończyła się niepowodzeniem.