Świat: tragiczny bilans ogromnego pożaru w Berlinie. Liczba ofiar rośnie
Wieczór 11 lutego 2026 roku zapisze się w historii berlińskiej dzielnicy Lichtenberg jako dzień ogromnej tragedii. W jednym z wieżowców przy Dolgenseestrasze wybuchł gwałtowny pożar, który pochłonął życie trzech osób, w tym 26-letniej matki i jej dwóch synów – niemowlęcia i pięciolatka. Ogień rozprzestrzeniał się w zawrotnym tempie, a ewakuacja mieszkańców i dramatyczne działania ratowników trwały wiele godzin. Dwadzieścia lokali zostało poważnie zniszczonych, a wielu mieszkańców straciło dach nad głową.
- Katastrofa w Lichtenbergu. Pożar pochłania życie matki i jej synów
- 170 strażaków w akcji. Dramatyczna ewakuacja mieszkańców
- Zniszczone mieszkania, rodziny bez dachu nad głową. Rozpoczyna się śledztwo
Katastrofa w Lichtenbergu. Pożar pochłania życie matki i jej synów
Do tragedii doszło tuż przed godziną 20. Pożar rozpoczął się w jednym z mieszkań na czwartym piętrze i w mgnieniu oka objął kolejne kondygnacje wieżowca. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, wzniecany przez łatwopalne przedmioty w lokalu. Niestety, najbardziej tragiczne skutki dotknęły jedną rodzinę – młoda matka i jej dwójka dzieci nie zdołali uciec przed dymem i płomieniami. Ich śmierć wstrząsnęła lokalną społecznością, a dramat ten odbił się szerokim echem w całych Niemczech.
Świadkowie opisywali sceny przerażenia i chaosu. „Widziałem ludzi wybiegających z płonącego budynku z dziećmi na rękach, niektórzy płakali i krzyczeli, inni szukali bliskich” – relacjonował jeden z mieszkańców. Filmiki z miejsca zdarzenia szybko trafiły do mediów społecznościowych, budząc ogólnoniemieckie oburzenie i współczucie.
170 strażaków w akcji. Dramatyczna ewakuacja mieszkańców
Na miejsce pożaru natychmiast skierowano największe możliwe siły ratunkowe – w akcji uczestniczyło około 170 strażaków z Berlina i okolic, a także jednostki medyczne, policja i zespoły ratownictwa technicznego. Strażacy musieli zmagać się nie tylko z żywiołem ognia, ale również z gęstym, toksycznym dymem, który ograniczał widoczność niemal do zera. Każdy krok wewnątrz płonącego wieżowca był niezwykle ryzykowny – ratownicy wchodzili po krętych klatkach schodowych, balansując na krawędziach spalonej posadzki i walcząc z nieustannym naporem płomieni.
Ewakuacja mieszkańców przebiegała dramatycznie. Strażacy przeszukiwali mieszkanie po mieszkaniu, wnosząc na zewnątrz zarówno osoby w ciężkim stanie, jak i tych, którzy byli w stanie opuścić budynek o własnych siłach. Wiele osób, w tym dzieci, wymagało natychmiastowej pomocy medycznej – niektórzy byli w szoku, inni mieli poparzenia lub objawy zaczadzenia. W akcji ratunkowej uczestniczyły również zespoły medyczne, które na miejscu udzielały pierwszej pomocy, zakładały tlen i stabilizowały poszkodowanych przed przewiezieniem do szpitali.
Nie brakowało dramatycznych scen – niektórzy mieszkańcy, przerażeni, próbowali sami uciec przez okna lub balkony, co wymagało interwencji strażaków, którzy musieli używać drabin i sprzętu wspinaczkowego, aby ich ratować. W międzyczasie funkcjonariusze policji zabezpieczali teren, koordynując ruch ludzi i pojazdów oraz kierując ratowników w najbardziej zagrożone miejsca.
Akcja trwała kilka godzin, a każda minuta przynosiła nowe dramatyczne doniesienia. Strażacy musieli często wracać do już przeszukanych kondygnacji, by sprawdzić, czy nikt nie został uwięziony w płomieniach lub dymie. Ich wysiłek, opanowanie i determinacja pozwoliły uratować dziesiątki osób, choć niestety nie udało się uratować młodej matki i jej dwójki dzieci.
Po zakończeniu akcji ratunkowej ratownicy przeszli do gaszenia resztek ognia i sprawdzania, czy struktura budynku nie jest zagrożona zawaleniem. Specjaliści z jednostek technicznych oceniali uszkodzenia konstrukcji i wyznaczali strefy zagrożenia, aby zabezpieczyć teren przed wejściem mieszkańców, którzy mogli wrócić do swoich mieszkań dopiero po wielu dniach.
Zniszczone mieszkania, rodziny bez dachu nad głową. Rozpoczyna się śledztwo
Ostateczny bilans pożaru jest przerażający. Poza trzema ofiarami śmiertelnymi, dwadzieścia mieszkań zostało poważnie uszkodzonych i nie nadaje się do dalszego zamieszkania. Wielu mieszkańców straciło dorobek życia i musi szukać tymczasowego schronienia. Lokalne władze i organizacje pomocowe uruchomiły procedury kryzysowe – część rodzin znalazła tymczasowy nocleg u bliskich, a pozostali zostali zakwaterowani w pobliskiej hali sportowej, gdzie otrzymują podstawową pomoc: jedzenie, ciepłe napoje i opiekę medyczną.
Śledczy prowadzą intensywne dochodzenie, aby ustalić przyczyny tragedii. Na razie badana jest zarówno możliwość zwarcia instalacji elektrycznej, jak i ewentualne podpalenie. Policja apeluje do świadków o przekazywanie wszelkich informacji mogących pomóc w wyjaśnieniu katastrofy.
