Tatry: o krok od tragedii. Dzieci miały zjechać żlebem na jabłuszkach
Wyprawa w wysokie partie Tatr o mało nie zakończyła się dramatem, gdy rodzice pozwolili dzieciom na zabawę w skrajnie niebezpiecznym terenie. Jak wynika z nagrania opublikowanego na profilu @tatry_official na Instagramie, maluchy przygotowywały się do zjazdu na plastikowych ślizgach w stromym, oblodzonym żlebie, nie mając pojęcia o czyhającym tuż obok śmiertelnym niebezpieczeństwie.
- Niebezpieczna zabawa na wysokości 2000 metrów
- Interwencja świadka zapobiegła najgorszemu
- Iluzja bezpieczeństwa i 100-metrowa lina w plecaku
- Tatry to nie plac zabaw – apel o rozwagę
Niebezpieczna zabawa na wysokości 2000 metrów
Incydent miał miejsce w Tatrach Wysokich, w miejscu, gdzie zimowe warunki wymagają profesjonalnego sprzętu i dużego doświadczenia. Na nagraniu udostępnionym w mediach społecznościowych widać dwójkę małych dzieci siedzących na tzw. jabłuszkach u wylotu stromego, zalodzonego żlebu. Od skalnych progów i przepaści dzieliło je zaledwie kilka metrów. W takich warunkach raz nabrana prędkość na twardym śniegu jest niemal niemożliwa do wytracenia bez raków czy czekana, których dzieci oczywiście nie posiadały.
Interwencja świadka zapobiegła najgorszemu
Tragiczny scenariusz został przerwany tylko dzięki stanowczej reakcji postronnego turysty. Dariusz Kosta, który dostrzegł zagrożenie, uświadomił rodziców o powadze sytuacji i skłonił ich do przerwania niebezpiecznej zabawy. Na profilu @tatry_official mężczyzna został nazwany bohaterem, ponieważ jego czujność prawdopodobnie uratowała dzieci przed wielometrowym upadkiem. Gdyby maluchy ruszyły w dół żlebu, brak możliwości hamowania doprowadziłby do uderzenia w wystające skały z ogromną prędkością.
Iluzja bezpieczeństwa i 100-metrowa lina w plecaku
Z relacji świadka, pana Dariusza, który zainterweniował na miejscu, wyłania się obraz szokującej niefrasobliwości opiekunów. Ojciec dzieci, znajdujący się około 30 metrów powyżej, był przekonany, że sytuacja jest pod kontrolą. Jako główny argument przemawiający za bezpieczeństwem podawał fakt, że posiada w plecaku 100-metrową linę. Autorzy wpisu podkreślają jednak, że lina schowana w ekwipunku, bez założonego stanowiska i stałej asekuracji, jest jedynie „iluzją bezpieczeństwa”, która w razie upadku dzieci nie odegrałaby żadnej roli.
Tatry to nie plac zabaw – apel o rozwagę
Całe zdarzenie stało się przyczynkiem do kolejnego, emocjonalnego apelu do turystów. Eksperci i miłośnicy gór przypominają, że wysokie partie Tatr zimą nie są odpowiednim miejscem na rodzinne sanki czy eksperymenty z „jabłuszkami”.
"To nie jest górka przy domu" – czytamy w podsumowaniu materiału.
Artykuł i post mają być przestrogą dla wszystkich, którzy zamiast realnie oceniać ryzyko, kierują się chwilową adrenaliną, zapominając, że wysokogórski teren nie wybacza nawet najmniejszych błędów.