Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Polska > Tajne służby cieni. Alternatywny wywiad krajów Zachodu służący Rosji

Tajne służby cieni. Alternatywny wywiad krajów Zachodu służący Rosji

Tajne służby cieni. Alternatywny wywiad krajów Zachodu służący Rosji
Karin Kneissl z Władimirem Putinem, fot. AFD

Niedawno „Gazeta Wyborcza” w tekście Klementyny Suchanow ujawniła, że była austriacka minister spraw zagranicznych Karin Kneissl rekomendowała do pracy w Ordo Iuris w grudniu 2020 roku swoją protegowaną, Agnieszkę Jacob, po czym ta została natychmiast przyjęta. Ale żeby w pełni zrozumieć kontekst tego zdarzenia, należy zapoznać się z największym skandalem dotyczącym austriackich służb specjalnych, za którym stała ekipa związana z Kneissl.
 

Tajny cień służb

Za jej czasów powstał w austriackim MSZ (2017-2019) plan stworzenia tzw. "tajnego cienia służb” (Schattengeheimdienst), to znaczy alternatywnej struktury służb wywiadu. Ultra-prawicowa Wolnościowa Partia Austrii (FPÖ), rządząca wówczas w koalicji z Austriacką Partią Ludową (ÖVP), chciała mieć swój wywiad, gdyż nie ufała wywiadowi wojskowemu i Federalnemu Urzędowi Ochrony Konstytucji i Zwalczania Terroryzmu (BVT), które prowadziło m.in. niewygodną dla partii kontrolę grup prawicowych. 

Informacje zbierane przez ludzi zaangażowanych w stworzenie tej służby były przekazywane Rosjanom, bo cała inspiracja pochodziła od Jana Marsalka, austriackiego agenta pracującego dla rosyjskiego wywiadu wojskowego, GRU.

Zadanie utworzenia alternatywnych służb miał realizować sekretarz generalny u Kneissl, Johannes Peterlik. “Nowa jednostka bezpieczeństwa” w MSZ miała – jak wiemy z akt sądowych – składać się z pięciu oddziałów, a rekrutacja do nich odbywała się głównie przez zawodowe lub prywatne kontakty dwóch funkcjonariuszy BVT, Martina Weissa, wysoko postawionego w strukturze BVT, szefa działu operacyjnego i jego byłego asystenta, Egista Otta. 

ZOBACZ ROZMOWĘ RADKA GRUCY Z KLEMENTYNĄ SUCHANOW:

Równolegle prowadzono akcję dyskredytacji samej BVT. W aktach można wyczytać, że przygotowano "podważenie (byłego) kierownictwa BVT (…) i wprowadzenia własnych preferencji w kwestii personelu i struktury organizacyjnej”. W 2019 roku wybuchła jednak tzw. afera Ibizagate, która pogrążyła FPÖ. Były to nagrania z ukrytej kamery, której bohaterem został sam wicekanclerz i lider FPÖ, Heinz-Christian Strache, ujawniające gotowość do korupcji z podstawioną rzekomą siostrzenicą jednego z rosyjskich oligarchów.

Najpierw w 2021 roku aresztowano Otta w związku z podejrzeniem o szpiegostwo, w 2026 rozpocznie się jego proces. Ott setki razy wchodził w sposób nieuprawniony do baz danych, zbierając informacje dotyczące osób rosyjskiego pochodzenia, ich lokalizacji, numerów rejestracyjnych aut, odcisków palców, itp., które przekazywał Marsalkowi. Podobne zarzuty ciążą na Peterliku, sekretarzu u Kneissl, który w październiku 2018 roku miał wynieść z MSZ ściśle poufny raport dochodzeniowy Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), zawierający formułę trucizny nerwowej użytej przy otruciu nowiczokiem Skripalów i przekazać go Rosjanom. Więcej szczęścia miał Martin Weiss, który najpierw został zatrzymany, ale w 2021 roku uciekł do Dubaju z pomocą Marsalka. 

Marsalek poznał Martina Weissa w 2015 roku na konferencji, gdy trwała już jego współpraca z Rosjanami, która rozwinęła się w pełni po 2013 roku. Oficjalnie jako jeden z szefów Wirecard (płatności online, co GRU wykorzystywało do prania pieniędzy) Marsalek prowadził kilka operacji na raz, w tym wśród członków FPÖ, osób z BVT i Towarzystwa Austriacko-Rosyjskiej Przyjaźni. Karmił te środowiska pomysłem „tajnej służby cienia” i zastąpienia BVT, aż pomysł dojrzał. Kiedy musiał się ewakuować samolotem w czasie COVID-u przy pomocy Peterlika, przez Mińsk do Moskwy po bankructwie Wirecard w połowie 2020 roku, rząd Strachego zdążył już upaść. 

Informacje o planie stworzenia alternatywnych służb wyjawił… ochroniarz Strachego i materiały zebrane podczas śledztwa wskazują, że nie odbywało się to poza wiedzą Karin Kneissl, która wraz Peterlikiem dyskutowała „schemat organizacyjny”. Dzisiaj Kneissl, tak jak Marsalek, mieszka w Rosji.

Karin Kneissl wystąpiła u Władimira Sołowjowa:

Co robiła protegowana Kneissl w Ordo Iuris?

I tu należy postawić pytanie: co znaczyła rekomendacja wystawiona przez Karin Kneissl dla Agnieszki Jacob wysłana nagle do Ordo Iuris? I co mogło oznaczać ekspresowe jej przyjęcie do pracy przez prezesa OI, Jerzego Kwaśniewskiego?

W liście wysłanym z prywatnego maila do Ordo Iuris, w grudniu 2020 roku, czyli już po stracie stanowiska ministerki, Kneissl pisała: 

“Agnieszkę Jacob poznałam w 2018 roku, podczas mojej kadencji na stanowisku ministra spraw zagranicznych Republiki Austrii (…). Pani Jacob wykazała duże zainteresowanie polityką międzynarodową (…). Ma dobrą wiedzę na temat instytucji między- i ponadnarodowych, takich jak Unia Europejska i Organizacja Narodów Zjednoczonych (…)”.

I dalej: "Jej umiejętności komunikacyjne i interpersonalne są bardzo dobrze rozwinięte, a jej zachowanie jest również zręczne i pewne na arenie dyplomatycznej. Jako gość austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych na Balu w Operze Wiedeńskiej 2019 miała okazję przetestować te umiejętności w obecności czeskiego ministra spraw zagranicznych i amerykańskiego ambasadora. (…) Osobiście poznałam ją jako rzetelną, praktyczną i zaangażowaną osobę, która nie traci głowy nawet w stresujących sytuacjach. Gdyby pani Jacob miała obywatelstwo austriackie, zasugerowałbym jej ubieganie się o stanowisko w austriackim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Wierzę, że pani Jacob byłaby atutem dla waszego instytutu.”

Czy w Ordo Iuris spodziewano się takiego listu od byłej minister rekomendującej swoją o „opiekunkę zwierząt” nie wiadomo, bo Jerzy Kwaśniewski odmawia rozmowy. Wiadomo jednak, że w tym czasie było już publicznie jasne, jaki jest stosunek Kneissl do Rosji. Mimo to w Ordo Iuris natychmiast przyjęto panią rekomendowaną przez minister Kneissl, która zaczęła pracę od lutego 2021 roku i – jak udało mi się dowiedzieć – zainteresowana była zwłaszcza kontaktami z ludźmi. Jej dołączenie do ekipy OI przypadło na czas aresztowania Egisto Otta, ale też inauguracji uczelni Ordo Iuris - Collegium Intermarium, a to wiązało się z możliwością poznawania prominentnych gości, zagranicznych i polskich, w tym węgierskich partnerów OI z organizacji Orbana, które teraz udzielają schronienia Marcinowi Romanowskiemu i Zbigniewowi Ziobrze.

Taka inicjatywa Kneissl budzi zdziwienie wśród moich rozmówców, którzy śledzili sprawę “tajnego cienia służb”. Pojawia się zasadnicze dla nas pytanie, czy pomysł tworzenia alternatywnych służb i współpraca z Rosjanami wciąż trwała? W momencie, gdy Kneissl słała maila do Ordo Iuris, areszty grupy, która tworzyła ”tajny cień służb” miały dopiero nadejść za kilka miesięcy. Wtedy jeszcze Weiss, Ott, Marsalek, jak i Peterlik wciąż nie byli wykryci. Zacznie się to sypać, gdy Jacob już rozpocznie pracę w OI, a potem jeszcze jej ślady odnajdziemy przy pośle Romanie Fritzu, towarzyszu Grzegorza Brauna. Po mojej publikacji na temat wysłanniczki Kneissl w Ordo Iuris, ta zagroziła mi pozwem do 50 milionów euro.

Niepokojące analogie

Niedawno pojawiło się nowe śledztwo w węgierskim portalu Direkt36 dotyczące Węgrów szpiegujących Węgrów w Brukseli od 2012 roku, co zintensyfikowało się od 2017 roku, kiedy wprowadzano także pomysł alternatywnych służb w Austrii. Belgijskie służby zaczęły traktować węgierskich partnerów sceptycznie z uwagi na duże ryzyko związane z bliskimi relacjami Orbana z Rosją. 

Jednocześnie w ostatnich tygodniach pojawiła się wiadomość o AfD w Turyngii, mającej zbierać informacje o krytycznej strukturze dla Rosji poprzez zapytania o informację publiczną. Te dwa przypadki pokazują, że Rosja świetnie wykorzystuje zdobyte wśród eurosceptyków przyczółki do uzupełniania swoich wywiadowczych mocy.

Dlatego nasuwa się niepokojące pytanie per analogiam, czy likwidacja kontrwywiadu, do której doszło w latach 2015-2023 w Polsce nie była częścią planu podobnego do tego w Austrii, to znaczy neutralizacji służb i próby stworzenia „tajnego cienia”. Spróbujmy spojrzeć na to bez emocji. ABW w ostatnich tygodniach chwali się sukcesami w wyłapywaniu rosyjskich czy ukraińskich dywersantów. Chwalebne, ale Agencja jakoś unika tematów z polskiego podwórka:

  1. 1. brak rozliczenia się z Pegasusa 
  2. 2. brak rozliczeń z przeszłością (np. audyt w ABW robiony przez ludzi z ABW, który nie wykazał nieprawidłowości, podczas gdy zaraz po nim okazało się, że ABW podsłuchiwało mnie w czasie protestów w 2020 roku, choć samo nie wystawiło Pegasusowi akredytacji bezpieczeństwa teleinformatycznego). 
  3. 3. pomijanie tematu rosyjskich wpływów w szeregach polityków – ewidentny przykład Antoniego Macierewicza. 
  4. 4. wciąż niewyjaśniona sprawa sieci prorosyjskich portali, jak Voice of Europe czy Visegrad Post i opłacania przez Rosjan - via siatka Wiktora Miedwiedczuka - polskich polityków. 
  5. 5. brak działań wobec organizacji, jak Ordo Iuris czy ich założycieli z Piotra Skargi, którzy razem podpisywali list poparcia dla anty-gejowskich ustaw Putina w 2013 roku. 
  6. 6. brak śledztw w sprawie rosyjskich powiązań Brauna. 
  7. 7. Pozwolenie, by reaktywował się Obóz Wielkiej Polski, łącząc się z Markiem Wochem, pro-rosyjskim kandydatem z ostatnich wyborów prezydenckich, choć wiemy, że kilka lat temu ich anty-ukraińskie akcje były sponsorowane przez Małofiejewa. I jest to tylko subiektywny spis spraw, bo przecież jest jeszcze stara „afera podsłuchowa” i ruski węgiel, dziwna zamiana willi Glapińśkiego itp.

Tymczasem sposób, w jaki próbowano wprowadzić alternatywne służby w Austrii przypomina w wielu aspektach to, co działo się w Polsce. U nas zaczęło się w grudniu 2015 roku, po dojściu do władzy PiS i wjazdu Bartłomieja Misiewicza (działającego na polecenie szefa MON, Antoniego Macierewicza) do biur Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, w którym wzięło udział kilkadziesiąt osób z Żandarmerii Wojskowej i SKW. 

Wjazd był chaotyczny, ale zarekwirowano materiały, w tym „ściśle tajne”. W Austrii do prawie bliźniaczego zdarzenia doszło trzy lata później na zlecenie ministra spraw wewnętrznych, Herberta Kickla z FPÖ. Był to „nalot” 100 policjantów - odznaczających się równym nieprzygotowaniem co Misiewicz, tj. oddziału zajmującego się przestępczością uliczną i narkotykami - do BTV, bez orientacji, gdzie i czego szukać. Zarekwirowano dokumenty, w tym dane przekazywane przez CIA, MI5 i inne służby, laptopy, raporty, które wywożono bez zabezpieczeń w plastikowych workach i skrzyniach.

W jednym i drugim przypadku, podobnie jak w USA, takie niestandardowe działania wprowadzały prawicowe rządy z autorytarnym zacięciem, które bały się, że same pozostają w zainteresowaniu służb (deep state). W przypadku Austrii rzeczywiście BVT monitorowała wtedy m. in. prawicowe ruchy, powiązane z FPÖ, rosyjskie wpływy i prawicowy ekstremizm. 

Naloty wywołały podobne efekty: zszargano opinię Polski w NATO i spowodowano, że zachodnie wywiady przestały ufać Austriakom. Dodatkowo ofiarami tych sytuacji padli ci, którzy zwracali uwagę na rosyjskie wpływy. Dzisiaj na przykład w Ameryce Trumpa James’owi Comey’emu, byłemu dyrektorowi FBI, który prowadził śledztwo dotyczące rosyjskiej ingerencji w wybory w 2016 roku, stawia się zarzuty. 

Podobną ofiarą w Polsce padł np. generał Piotr Pytel, a w Austrii Peter Gridling, były szef BVT odpowiedzialny za kontrwywiad. W Wielkiej Brytanii skazano na 10 lat brexitowego polityka, Nathana Gilla, ale raport na temat rosyjskiego wpływu na głosowanie w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej nie jest publikowany i obywatele nie mogą się z nim zapoznać. 

Brak poczucia bezpieczeństwa

To wszystko pokazuje, że mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu, gdzie rosyjskie służby są w stanie równolegle przeprowadzić kilka operacji neutralizacji zachodnich wywiadów, co nie udało się osiągnąć nawet podczas Zimnej Wojny, przy czym dzisiaj bycie w stanie wojny jest czasami nawet kwestionowane przez niektórych europejskich polityków. 

W tym świetle i z wojną kinetyczną tuż przy granicy niezwykle niepokoi niechęć polskich służb do - na przykład - przyjrzenia się rosyjskim powiązaniom Ordo Iuris, choć dziennikarze śledczy, eksperci i badacze wylali litry atramentu, opisując to i dostarczając dowody. 

Dlatego prezes OI, Jerzy Kwaśniewski, który przyjął do pracy Agnieszkę Jacob po rekomendacji Karin Kneissl, dzisiaj chwalony przez Jarosława Kaczyńskiego, bryluje wraz z prawnikiem OI, Bartoszem Lewandowskim, na konwencji PiS, pisząc agendę partii na następne lata, na przykład w kwestii „suwerenności”, którą podejmuje też Nawrocki. Powinno to wysoce niepokoić osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo kraju. 

Rodzi się poważne pytanie, czy ta ślepota jest celowa? Czy nie czas zapytać, ile Rosji było/jest w naszych służbach? Ostatnio pojawiła się wiadomość o podjęciu przez Prokuraturę Regionalną w Rzeszowie umorzonej sprawy Grzegorza Ocieczka, wiceszefa CBA w związku z przyjęciem przez niego korzyści majątkowych w postaci biletu na mecz od rosyjskiego werbownika i jednego z byłych dyrektorów ABW, którego wrobiono w kompromat na prostytutki (https://wyborcza.pl/7,75398,32414144,czy-bogdan-swieczkowski-i-grzegorz-ocieczek-dostali-od-rosjan.html). 

Świadek zdarzenia twierdził, że „przypadkiem podsłuchał rozmowę werbownika z Rosjanami, podczas której wspomniał on o biletach. Rosjanie mieli to skomentować słowami dobrze, dobrze, małymi kroczkami. Ile takich spraw jeszcze jest? 

Czy mają one wpływ na blokowanie śledztw i niechęć w służbach do tematu rosyjskich wpływów wśród polskich polityków, osób publicznych itp.? Rosjanie idą ławą, korzystając z podobnych modeli działania w wielu miejscach równolegle, czy w Polsce czy w Austrii. Bo jeśli coś się sprawdza, to znaczy, że jest dobre, wystąpić mogą tylko pewne modyfikacje. Dlatego być może powinniśmy potraktować wjazd do biur NATO jako początek wprowadzania w Polsce „tajnego cienia służb”? Bez odpowiedzi na to pytanie nawet tysiąc złapanych dywersantów działających na rozkazy z Telegrama nie zapewni nam bezpieczeństwa. Bo inni „dywersanci” są wśród nas i mają się dobrze.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News