"Samotność jest nie do przejścia". Poruszające historie osób w kryzysie bezdomności
Fundacja “Daj herbatę” od lat pomaga osobom bez dachu nad głową. To nie tylko ciepły posiłek, ale przede wszystkim przestrzeń godności, gdzie potrzebujący nie są liczbami, lecz ludźmi. Poznajcie historie Pawła, Darka i Lucjana - ludzi, którzy pokazują, że kryzys bezdomności może dotknąć każdego z nas. Materiał udostępniony w artykule jest pierwszym reportażem społecznego programu “MissJa”, prowadzonym przez Kasandrę Zawal.
- Każdej zimy z powodu wychłodzenia umiera około 100 osób, w dużej mierze są to osoby w kryzysie bezdomności
- Główną przyczyną bezdomności są konflikty rodzinne, przemoc domowa, utrata pracy i zaburzenia psychiczne
- "Głód jest uciążliwy, chłód jest uciążliwy, ale samotność jest nie do przejścia" - mówią osoby w kryzysie
Więcej niż gorąca herbata. Jak działa fundacja Daj herbatę
Katarzyna Nicewicz, założycielka fundacji Daj herbatę, stworzyła miejsce, które daje znacznie więcej niż tylko ciepły posiłek. Każdy poniedziałek pracownicy i wolontariusze stawiają się przy dworcu centralnym w Warszawie na wydawce jedzenia. Przez 5 dni w tygodniu działa też punkt integracji, gdzie beneficjenci mogą otrzymać kompleksową pomoc.
- Karmimy, zapewniamy podstawową higienę, czyli możliwość wykąpania się, zapewniamy możliwość wybrania rzeczy, zapewniamy możliwość edukacji psychologicznej, na przykład w obszarze pracy z uzależnieniami - wylicza Katarzyna.
Fundacja oferuje również wsparcie psychologiczne oraz pomoc przy załatwianiu spraw socjalnych.
Często osoby w kryzysie bezdomności nie mają możliwości, żeby samodzielnie poradzić sobie z urzędami - właśnie dlatego fundacja tworzy bezpieczną przestrzeń, gdzie można posiedzieć w cieple i spokoju. To miejsce, gdzie można zrobić zdjęcie do dowodu, otrzymać pomoc prawną czy po prostu być wysłuchanym.
W każdy poniedziałek podczas wydawki z pomocy korzysta kilkaset osób. Nie ma znaczenia, czy pada deszcz, czy temperatury spadają do minus dwóch stopni - zawsze są tam ludzie potrzebujący, którzy ten jeden raz w tygodniu mogą zjeść ciepły posiłek i napić się gorącej herbaty.

Druzgocąca historia Pawła
Paweł przez 10 lat pracował jako konduktor na kolei. Jego życie wyglądało normalnie - praca od poniedziałku do piątku po 12 godzin, często w soboty i niedziele. Wszystko po to, żeby nie myśleć. Alkohol był obecny w jego życiu przez wiele lat, później przyszedł rozwód.
- Za pensję ogarniałem to, co miałem poogarniać - płatności, wierzytelności - a wszystko, co miałem ponad, przeznaczałem na alkohol - wspomina.
Ale prawdziwy dramat rozpoczął się wcześniej, w dzieciństwie. Już w wieku 16 lat uciekł z domu i spał w lesie przez trzy miesiące, szukany przez policję.
Powód? Przemoc ze strony ojczyma.
- Byłem zbity po plecach metalową smyczą od psa" - opowiada Paweł.
Jego mama też była ofiarą przemocy - pewnej nocy ojczym ściągnął ją za włosy z łóżka i kopał butami z metalowymi noskami.
Najbardziej traumatyczne wydarzenie przyszło jednak podczas pracy na kolei. Pewnego dnia pociąg potrącił kobietę.
- Musiałem zbierać części ciała. Znalazłem nogę, rękę, tu później znowu rękę, nogę, do jakiś kawałek leży głowa. Przekręciłem ją. Patrz - mama - wspomina ze łzami w oczach. To była jego matka.
Paweł trafił do fundacji Daj herbatę we wtorek po Wielkanocy, po 10 dniach spędzonych w lesie w okolicach Otwocka.
- Moja bezdomność miała się zakończyć, zanim się rozpoczęła - mówi, nawiązując do myśli samobójczych.
Dzięki fundacji życie Pawła zmieniło się o 180 stopni:
- otrzymał pomoc w wyrobieniu dokumentów - w tym dowodu osobistego,
- znalazł zatrudnienie jako asystent kuchenny w fundacji,
- dostał pokój w hostelu, który zaopiekował i urządził z dbałością o detale,
- może wrócić do pracy jako konduktor na pociągach międzynarodowych - ma już wykończony kurs.
- Teraz marzę o stabilizacji. Chciałbym wstawać rano, mieć ukochaną kobietę, robić coś dla niej, dla dzieci. Chciałbym właśnie dzieci mieć - mówi dziś Paweł.
Darek i jego droga powrotu
Darek jest kolejną osobą, której fundacja uratowała życie. Po śmierci brata z powodu raka trzustki oddał mieszkanie po babci swojej szwagierce, mimo że było zapisane na niego.
- Mówię: nie będziesz się gdzieś tam męczyć, ty masz dzieciaków - tłumaczy swoją decyzję, która kosztowała go dach nad głową – mówi w rozmowie z Gońcem.
Przez jakiś czas mieszkał w przyczepie kempingowej, którą udostępnił mu kumpel. Żeby się ogrzać, zbierał znicze z cmentarza. Pewnej nocy doszło do tragedii - nogą przewrócił kołdrę na płonące znicze i cały kemping stanął w płomieniach.
- Zacząłem gasić, to zaczęła ta kłoda pryskać mi na twarz - wspomina Darek, pokazując poparzenia na rękach.
Przez trzy tygodnie nie wychodził nawet na śniadanie, bo bał się reakcji ludzi na swoje poparzenia. Dopiero jego kolega, Marcin, który pracował w kuchni fundacji, namówił go, żeby się przełamał.
Dziś Darek również pracuje w kuchni fundacji, przygotowując śniadania i obiady.
- Zadowoleni są z obiadów, jeszcze nikt nie narzekał - mówi.
Lubi polską kuchnię, szczególnie kotlety schabowe. Obecnie mieszka w pokoju w hostelu, który urządził z wielką starannością:
- utrzymuje idealny porządek,
- dba o rośliny - zawsze miał pełno zielonych kwiatów w domu,
- dorabia jako statysta w produkcjach filmowych w weekendy.
- Marzyłem zawsze o małym takim domku z doniczką z pelargonią. Gdzieś na skraju lasu, na jakiejś polance, gdzie można rano o wschodzie słońca wyjść z kubkiem kawy - wyznaje Darek.
Najbardziej jednak tęskni za kontaktem z siostrą, która myśli, że jest w więzieniu lub gdzieś zaginął.
"Wystarczy się podnieść" - najgorszy stereotyp o bezdomności
Wielu ludzi uważa, że osoby w kryzysie bezdomności to po prostu "pijacy, żule i menele", którzy sami wybrali takie życie.
- Często ci ludzie słyszą: wystarczy się podnieść, wyjść z dołka, ogolić się, wykąpać, zmienić ciuchy i iść do pracy - mówi jeden z pracowników fundacji.
Problem w tym, że gdy posłucha się historii życia tych ludzi, okazuje się, że całe życie jest dołkiem. Ci, którzy żyją normalnie, nie dostrzegają, jak bardzo osoby w kryzysie nie dostały zasobów, żeby cokolwiek zrobić.
- Dla mnie główną barierą jest to, że to nie jest wybór. Nie możesz na jednej szali położyć domu, ciepła, bezpieczeństwa, relacji, a na drugiej spania na ulicy, braku akceptacji społecznej, zmarznięcia, bycia pobitym - tłumaczy pracownik fundacji.
Główne przyczyny kryzysu bezdomności to:
- konflikty rodzinne i środowisko patologiczne z nadużywaniem alkoholu,
- przemoc domowa i traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa,
- utrata pracy i narastające problemy finansowe,
- zaburzenia psychiczne, które nasilają się w kryzysie,
- śmierć bliskiej osoby i niezdolność do poradzenia sobie z tym.
- Kiedyś jeden z podopiecznych powiedział mi: głód jest uciążliwy, chłód jest uciążliwy, ale samotność jest nie do przejścia w tym stanie kryzysu - wspomina pracownik.
Osoby w kryzysie bezdomności mówią o byciu niewidzialnymi - to jest ich największy problem.
Jeden telefon może uratować życie
Gofer, wolontariusz fundacji od siedmiu lat, nie wyobraża sobie poniedziałku bez wydawki.
- Dobro wraca i uważam, że jest bardzo ważne zrobić coś dla drugiej osoby bez oczekiwania czegokolwiek w zamian - tłumaczy.
Sześć lat temu oddał swoją kurtkę - do dziś widzi, że ta osoba ją nosi. Niedawno kupił ze swoich pieniędzy kuchenkę turystyczną dla pana Lucjana, a później udało się pozyskać dla niego namiot na trudne warunki pogodowe.
- Pan jest w tej chwili najszczęśliwszym człowiekiem na świecie - opowiada z dumą.
Pan Lucjan od ośmiu lat żyje na ulicy. Ma cukrzycę i jest po zabiegu obu nóg. Jakie jest jeg największe marzenie?
- Mieszkanie małe. Taką małą kawalerkę. Ja bym sobie kwiat wsadził, bo lubię kwiaty - wyznaje Gońcowi.
Zbliża się zima - dla osób w kryzysie bezdomności jest to najbardziej wymagający okres. Często schroniska i noclegownie są przepełnione. Każdej zimy z powodu wychłodzenia umiera około 100 osób, w dużej mierze są to osoby bez dachu nad głową.
- Bądźmy wrażliwi na osoby, które leżą na ulicy. Nie klasyfikujmy ich od razu jako zapitych, szczególnie o tej porze roku - apeluje pracownik fundacji. Jeden telefon pod numer alarmowy może uratować życie.
"Zanim zamarznie ciało, zamarza w człowieku nadzieja" - to motto powinno nam wszystkim towarzyszyć. Każdy z nas może znaleźć się w kryzysie - choroba, wypadek, odejście partnera, śmierć kogoś bliskiego. Z osoby, która miała poukładane życie, możemy nagle znaleźć się na samym dnie.
- Jeżeli już nie chcemy pomagać, to przynajmniej nie osądzajmy tych ludzi. Nie gardźmy nimi, bo to są tacy sami ludzie jak my - podsumowuje Katarzyna Nicewicz z fundacji Daj herbatę.
Źródło: Goniec.pl