"Samolot dnia zagłady" nad Europą. Jego obecność budzi emocje. Co to oznacza dla Polski?
Potężna maszyna, która w czasie wojny nuklearnej staje się najważniejszym miejscem na Ziemi, została dostrzeżona nad Starym Kontynentem. Obecność Boeinga E-4B „Nightwatch” zawsze budzi emocje, zwłaszcza w obecnej sytuacji geopolitycznej.
- Jego niedawny przelot nad Europą natychmiast wywołał falę spekulacji
- Pełni rolę polisy ubezpieczeniowej
- Samolot może utrzymywać się w powietrzu przez 12 godzin bez tankowania
„Samolot dnia zagłady”. Z USA do Europy
„Samolot dnia zagłady”, to nieoficjalna nazwa E-4B Nightwatch, czyli latające centrum dowodzenia USA. Przydomek został zainspirowany przeznaczeniem samolotu, ponieważ maszyna jest zaprojektowana tak, aby przetrwać nuklearną apokalipsę i zapewnić ciągłość władzy prezydenckiej, gdy naziemne struktury przestaną istnieć.
Cień nad Davos. Przypadek czy demonstracja siły?
Maszyna o numerze bocznym 73-1676 wylądowała w Stuttgarcie, kluczowym węźle logistycznym amerykańskich sił w Europie. Nie był to jednak lot turystyczny. Eksperci szybko połączyli obecność „samolotu dnia zagłady” z odbywającym się w szwajcarskim Davos Światowym Forum Ekonomicznym.
Wizyta amerykańskiej delegacji wysokiego szczebla często wiąże się z asystą E-4B. Choć brzmi to groźnie, w procedurach US Air Force jest to standardowe zabezpieczenie wizyt sekretarza obrony lub prezydenta w regionach o podwyższonym ryzyku lub kluczowym znaczeniu strategicznym. W tym kontekście „Nightwatch” pełni rolę polisy ubezpieczeniowej – jest gotowy, by w ułamku sekundy stać się mobilnym Białym Domem.
Technologia przetrwania. Twierdza odporna na impuls EMP
To, co wyróżnia E-4B, to jego niesamowita odporność. W dobie cyfrowej, gdzie elektronika jest piętą achillesową nowoczesnych armii, „Nightwatch” pozostaje analogowym bastionem. Większość jego kluczowych instrumentów to tradycyjne zegary i wskaźniki, a kadłub został specjalnie wzmocniony, aby wytrzymać uderzenie impulsu elektromagnetycznego (EMP), który towarzyszy wybuchom jądrowym.
Na pokładzie znajduje się miejsce dla 112 osób, w tym analityków, strategów i dowódców. Samolot może utrzymywać się w powietrzu przez 12 godzin bez tankowania, a dzięki możliwości tankowania w locie – teoretycznie może latać tygodniami. To z jego pokładu można autoryzować odpalenie rakiet międzykontynentalnych czy zarządzać ruchami wojsk na całym globie, korzystając z zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej, umieszczonych w charakterystycznym „garbie” na szczycie kadłuba.
Sygnał dla Kremla?
Waszyngton przypomina o swojej gotowości do działania w każdym, nawet najczarniejszym scenariuszu. Obecność tej maszyny oznacza, że procedury bezpieczeństwa działają. „Samolot dnia zagłady” jest po to, aby do zagłady nigdy nie doszło, ale jeśli stanie się inaczej, to wtedy „ktoś” będzie nad nią panował.
źródło: US Air Force