Rząd planuje nową opłatę dla Polaków. Wiemy, ile zabiorą nam z kieszeni
Rząd szykuje rewolucję w portfelach Polaków, która według najnowszych projektów Ministerstwa Kultury dotknie niemal każdego z nas. Tradycyjny abonament RTV ma zostać zastąpiony nową, obowiązkową daniną, której nie da się już tak łatwo uniknąć. Sprawdziliśmy rządowe dokumenty, by dowiedzieć się, ile dokładnie będziemy musieli zapłacić.
- Koniec starego abonamentu, czas na powszechną opłatę
- Fiskus zajmie się ściąganiem należności
- Wielkie sprzątanie w mediach i unijne wymogi
- KRRiT alarmuje i krytykuje propozycje rządu
Koniec starego abonamentu, czas na powszechną opłatę
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zapowiada koniec epoki rejestrowania odbiorników. Od 1 stycznia 2027 roku abonament RTV ma zostać zastąpiony powszechną opłatą audiowizualną, która wyniesie około 8–9 zł miesięcznie. Choć kwota wydaje się znacznie niższa niż obecne stawki, haczyk tkwi w jej powszechności – zapłacą niemal wszyscy, niezależnie od tego, czy faktycznie używają telewizora.
Piotr Jędrzejowski, rzecznik MKiDN, wprost nazywa obecny system reliktem przeszłości.
„Likwidujemy opłatę abonamentową – archaiczną, nieefektywną, nieściągalną opłatę, która dzisiaj nie służy nikomu poza członkami KRRiT” - podkreśla w oficjalnym komunikacie.
Reforma ma przynieść mediom publicznym co najmniej 2,5 miliarda złotych rocznie, co ma raz na zawsze ustabilizować ich sytuację finansową.
Fiskus zajmie się ściąganiem należności
Nowy system ma być wyjątkowo szczelny, ponieważ za pobór pieniędzy odpowiadać będzie bezpośrednio administracja skarbowa. To koniec z masowym unikaniem opłat, co dla wielu osób może oznaczać nowy dodatkowy koszt każdego miesiąca.
Obecnie, w 2026 roku, pełna stawka za radio i telewizor wynosi 30,50 zł miesięcznie, ale uiszcza ją tylko niewielki ułamek ludzi, którzy oficjalnie zarejestrował swój sprzęt. Rząd wychodzi z założenia, że niska kwota pobierana od każdego obywatela będzie sprawiedliwsza i łatwiejsza do zaakceptowania niż obecny, dziurawy system.
Harmonogram prac jest napięty – projekt ma zostać przyjęty przez Radę Ministrów w połowie 2026 roku, a następnie trafić pod obrady parlamentu.
Wielkie sprzątanie w mediach i unijne wymogi
Reforma to nie tylko kwestie finansowe, ale także całkowita przebudowa zarządzania mediami publicznymi. Plan zakłada likwidację Rady Mediów Narodowych i wzmocnienie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która zostanie powiększona do dziewięciu osób.
Chodzi przede wszystkim o odpolitycznienie instytucji i wdrożenie unijnego Europejskiego Aktu o Wolności Mediów (EMFA). Piotr Jędrzejowski zaznacza, że nowe prawo kładzie nacisk na merytorykę, a nie partyjne nominacje.
„W myśl nowelizacji kandydaci na te stanowiska mają być wybierani według kryteriów kompetencyjnych i według zgromadzonego doświadczenia – to jest bezdyskusyjne. Nawet jeśli niekompetentni i nieprzygotowani poczują się dyskryminowani”.
Ma to zagwarantować, że we władzach TVP czy Polskiego Radia zasiądą w końcu eksperci z udokumentowanym dorobkiem zawodowym.
KRRiT alarmuje i krytykuje propozycje rządu
Nie wszyscy jednak podchodzą do tych zmian z entuzjazmem. Obecny skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji ostro punktuje rządowy projekt, twierdząc, że w obecnej formie „wymaga on gruntownego przepracowania”.
Rada obawia się, że uzależnienie finansowania od dotacji z budżetu państwa wystawi media na łaskę aktualnej władzy. W swoim oświadczeniu KRRiT podkreśla, że zastąpienie abonamentu dotacją budżetową, ustalaną corocznie przez ministra finansów, „ma umożliwić uznaniowe określanie kwot”.
Przedstawiciele Rady ostrzegają również, że rozszerzenie składu KRRiT niepotrzebnie podniesie koszty i sparaliżuje szybkość podejmowania decyzji. Spór jest na tyle głęboki, że ostateczny kształt ustawy może się jeszcze zmienić podczas burzliwych prac w Sejmie.