"Nie miałem do siebie szacunku". Gorzkie słowa dawnej gwiazdy polskiej siatkówki
Srebrny medalista mistrzostw świata z 2006 roku i dwukrotny olimpijczyk, Łukasz Kadziewicz, przez lata uchodził za jednego z najbardziej utalentowanych, a zarazem kontrowersyjnych polskich siatkarzy. Dzisiaj, jako dojrzały dziennikarz i ekspert telewizyjny, zdejmuje maskę sportowego skandalisty.
W szczerej rozmowie z Gońcem z ogromnym dystansem i zaskakującą pokorą opowiada o młodzieńczych błędach, brutalnym zderzeniu z popularnością i cenie, jaką musiał zapłacić za bycie na szczycie.
– Duża część mojego życia to rozrabianie i ponoszenie odpowiedzialności za swoje gówniarskie zachowanie. Były etapy, gdzie nie miałem do siebie szacunku – przyznaje wprost.
Ciężar przedwczesnego sukcesu
Okres największych siatkarskich tryumfów w przypadku Kadziewicza nierozerwalnie wiązał się z brakiem dojrzałości i skrajnie nieodpowiedzialnymi decyzjami. Błyskawiczna kariera, nagła popularność i duże pieniądze sprawiły, że młody zawodnik momentami całkowicie zatracał się w nowej rzeczywistości. Brak odpowiedniego fundamentu psychicznego do radzenia sobie z gigantyczną presją i rolą gwiazdy – jak mówi w “Prześwietleniu” Kadziewicz – doprowadził do wielu kryzysów.
– Byłem wariatem grając w siatkówkę, zachowywałem się dziwnie. Nawet dzisiaj, jakbym na siebie popatrzył, pomyślałbym, że ten chłopak będzie miał problemy – przyznaje otwarcie Kadziewicz.
– Od samego początku nie wierzyłem w to, co robię, gdzie jestem i z jakimi ludźmi funkcjonuję. Jestem osobą, która spełniła swoje dziecięce marzenia, ale momentami nie potrafiła ich konsumować – dodaje.
Bunt organizmu i sportowe limity
Poza głośnymi problemami z dyscypliną, które regularnie trafiały na łamy prasy sportowej, kluczową przeszkodą w utrzymaniu się na absolutnym światowym topie były dla niego uwarunkowania fizyczne.
Jego własny organizm bardzo wcześnie zaczął wysyłać sygnały ostrzegawcze, uniemożliwiając codzienną, morderczą rywalizację z najsilniejszymi zawodnikami globu. To bolesne zderzenie z limitami własnego ciała, zamiast tonować nastroje, paradoksalnie wpływało na jeszcze bardziej rozrywkowy tryb życia.
– Bardzo szybko dostałem sygnał od swojego ciała, że nie jestem przygotowany do tak dużego wysiłku fizycznego i że to ciało szybko się skończy – wspomina w “Prześwietleniu” były środkowy reprezentacji Polski.
Jak sam zauważa, dawne wybryki mogły skończyć się dla jego pokolenia znacznie gorzej. – Śmiejemy się z chłopakami po czterdziestce, że mieliśmy dużo szczęścia, uprawiając sport, a jeszcze więcej szczęścia, że nie było wtedy internetu.
Lekcja pokory i życiowe porażki
Dziś, z perspektywy czasu, Kadziewicz potrafi trzeźwo ocenić swoje zachowanie. Nie szuka usprawiedliwień dla nocnych eskapad i łamania żelaznych zasad. Wprost przyznaje, że historia sportowców o podobnym temperamencie to w wielu wypadkach gotowe studium upadku.
– Duża część mojego życia to rozrabianie i ponoszenie odpowiedzialności za swoje gówniarskie zachowanie. Było ono niedojrzałe. Były etapy, gdzie nie miałem do siebie szacunku, gdzie wydawało mi się, że skoro łatwo przyszło, to tak samo łatwo przyjdzie za rok czy pięć lat – mówi Gońcowi.
– Wiele razy przegrywałem jako mąż, ojciec, partner, syn czy brat. To nie jest powód do dumy, ale na pewno są to momenty, których na siłę nie pielęgnuję, a jednocześnie nie robię wszystkiego, żeby je wyprzeć. To jestem ja, to też mnie buduje.
Akceptacja bez biczowania
Mimo wciąż żywej w siatkarskim środowisku opinii o niewykorzystanym w pełni potencjale, Kadziewicz kategorycznie unika publicznego użalania się nad sobą. Uważa, że każde potknięcie było mu potrzebne, by w końcu dojrzeć i ukształtować w sobie poczucie odpowiedzialności. Obecnie odnajduje się w stabilnym życiu i nie zamierza wracać do przeszłości z niepotrzebnymi wyrzutami sumienia.
– Mam do siebie wyrozumiałość, potrafię to sobie wybaczyć i wytłumaczyć, ale jeśli zadasz mi pytanie, czy to było dobre, odpowiem twardo: nie – podsumowuje w rozmowie z Gońcem.
– Przeszłość nie jest kolorowa, momentami się jej wstydzę, ale na pewno nic bym nie zmienił, bo sam to zrobiłem i ponosiłem konsekwencje. To nie jest czas na biczowanie się czy rozpamiętywanie. Jeżeli chcesz zajrzeć tam, gdzie ludzie mówią, żeby tego nie robić, musisz mieć świadomość, że się pobrudzisz i poparzysz. Ja to robiłem i dziś dysponuję takim doświadczeniem.
Źródło: Goniec