Morawiecki założy nową partię? Prof. Marciniak szczerze o sytuacji wewnątrz PiS
W mediach od miesięcy krążą doniesienia o tym, że Mateusz Morawiecki może opuścić Prawo i Sprawiedliwość, by założyć własne ugrupowanie. Czy to realny scenariusz rozłamu, czy jedynie wyrafinowana gra o pozycję wewnątrz partii? Z jednej strony widzimy wyraźne różnice w podejściu do gospodarki i Unii Europejskiej między byłym premierem a radykalizującym się rdzeniem PiS. Z drugiej – polityczna rzeczywistość i realia ordynacji wyborczej brutalnie weryfikują samodzielne inicjatywy. O ocenę sytuacji poprosiliśmy politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, profesor Ewę Marciniak.
- Prawo i Sprawiedliwość przesuwa się w stronę radykalnej prawicy, upodabniając się do Konfederacji, co tworzy na scenie przestrzeń dla polityka o profilu klasycznego konserwatysty, takiego jak Mateusz Morawiecki
- Ewentualna nowa partia od początku musiałaby mieć sprecyzowany plan koalicyjny, ponieważ samodzielne zdobycie władzy przez nowe ugrupowanie jest praktycznie niemożliwe
- Potencjalny elektorat formacji byłego premiera to przede wszystkim mieszkańcy średnich i większych miast, osoby z wyższym wykształceniem oraz umiarkowani eurorealiści
Nowa tożsamość PiS a polityczny profil Morawieckiego
Kryzys przywództwa i poszukiwanie nowej strategii to dziś główne wyzwania stojące przed największą partią opozycyjną. Prawo i Sprawiedliwość, pod presją rosnących w siłę środowisk narodowych, stara się na nowo zdefiniować swój twardy przekaz. W tym kontekście polityczny profil Mateusza Morawieckiego, oparty na pragmatyzmie i relacjach biznesowych, zaczyna coraz wyraźniej odstawać od głównego nurtu partii. Profesor Ewa Marciniak zauważa, że to zjawisko jest naturalną konsekwencją zmian na prawicy.
- Wydaje się, że Prawo i Sprawiedliwość – mimo że jest partią funkcjonującą od 2001 roku, a więc ugrupowaniem z dużym doświadczeniem, stażem i dobrym zakotwiczeniem na scenie politycznej – w obliczu pojawienia się silnej konkurencji po prawej stronie, musi na nowo poszukiwać swojego określenia i tożsamości.
Oddalanie się PiS od wizji promowanej przez byłego szefa rządu otwiera rynkową lukę. Główne osie podziału między otoczeniem Morawieckiego a twardym jądrem partii koncentrują się wokół kilku wektorów:
- stosunek do instytucji unijnych – odrzucenie bezwzględnego eurosceptycyzmu na rzecz negocjacyjnego pragmatyzmu,
- wizja gospodarcza – silniejszy nacisk na kapitał, nowoczesne technologie i inwestycje, zamiast opierania się wyłącznie na programach socjalnych,
- język debaty publicznej – unikanie skrajnej polaryzacji, która zamyka drogę do pozyskiwania wyborców centrowych.
Zmiana kursu na ulicy Nowogrodzkiej ma bezpośredni wpływ na to, jak w przestrzeni publicznej pozycjonuje się sam były premier. Zdaniem politolożki z Uniwersytetu Warszawskiego, ewolucja partii matki paradoksalnie tworzy dla niego nowe perspektywy.
- Zakładając, że Mateusz Morawiecki chciałby pozostać politykiem w takim formacie, w jakim funkcjonował jako premier, widać, że Prawo i Sprawiedliwość nieco oddaliło się od lansowanej przez niego wizji. Staje się partią tworzoną na nowo, która pod wieloma względami – na przykład w stosunku do Unii Europejskiej – bardzo upodabnia się do Konfederacji.
- Innymi słowy, jeżeli Prawo i Sprawiedliwość zbliża się do Konfederacji pod pewnymi względami (choćby po to, by zdobyć jej wyborców), to Mateusz Morawiecki – ze swoimi poglądami na gospodarkę i Unię Europejską – miałby miejsce na scenie politycznej jako polityk o profilu bardziej klasycznego konserwatysty. Tak mi się wydaje.
Zdolności koalicyjne jako warunek politycznego przetrwania
Choć zapotrzebowanie na umiarkowaną, konserwatywną prawicę bez wątpienia istnieje, samo zarejestrowanie partii nie gwarantuje sukcesu. Na polskiej scenie politycznej nowe inicjatywy zderzają się z twardym systemem, który premiuje duże ugrupowania oraz wymaga budowania kosztownych struktur w terenie. Sam zainteresowany podczas niedawnych spotkań publicznych konsekwentnie dementował pogłoski o opuszczeniu szeregów Zjednoczonej Prawicy.
- To, czy ta partia faktycznie powstanie, pozostaje na razie w sferze doniesień medialnych. Słyszałam wypowiedź Mateusza Morawieckiego na spotkaniu ze studentami w Poznaniu, podczas którego zaprzeczał, że ma taki pomysł. Obracamy się więc raczej w sferze domniemywań.
Zarządzanie kryzysowe w postaci dementowania plotek nie zamyka jednak dyskusji o teoretycznych szansach takiego projektu. Jeśli nowa formacja by wystartowała, jej największym wyzwaniem nie byłby deficyt lidera, lecz brak twardego zaplecza zdolnego do przejęcia władzy. Kluczowa stałaby się polityczna układanka w nowym parlamencie.
- Te domniemania można jednak interpretować. Możemy zadać sobie pytanie: czy na scenie jest miejsce na partię Mateusza Morawieckiego? Uważam, że tak. Tyle tylko, że tworząca się partia już na starcie musi mieć plan koalicyjny. Nowe ugrupowania zazwyczaj nie mają wystarczającej siły, by samodzielnie zdobywać władzę, mają natomiast zdolności koalicyjne. Pojawia się tu jednak wielki znak zapytania: z kim taka koalicja mogłaby zostać utworzona.
Wielkomiejski eurorealista, czyli kto poprze nową formację?
Żadna partia nie ma racji bytu bez twardej bazy społecznej. W przypadku środowiska związanego z byłym szefem rządu mówi się najczęściej o grupie wyborców, która zraziła się do radykalnego języka Prawa i Sprawiedliwości, ale z powodów ideologicznych nie odnajduje się w ofercie liberalnej koalicji rządzącej. To osoby poszukujące stabilności gospodarczej i przewidywalności w polityce zagranicznej.
Pytana o to, do kogo dokładnie mógłby trafić Mateusz Morawiecki w przypadku politycznej emancypacji, profesor Ewa Marciniak kreśli bardzo jasny profil socjologiczny. Wskazuje, że oparcie się wyłącznie na tradycyjnym, "żelaznym" elektoracie PiS byłoby w tym przypadku chybione.
- Wydaje mi się, że byłyby to osoby z wykształceniem wyższym, głównie mieszkańcy średnich i większych miast. W kwestii stosunku do Unii Europejskiej byliby to raczej eurorealiści, a nie bezkrytyczni entuzjaści czy twardzi eurosceptycy. Jeśli chodzi o religijność, przyznam szczerze, że nie dostrzegam w tej kwestii wyraźnej różnicy między jego potencjalnymi wyborcami a ogółem Polaków. Podsumowując, byłby to przede wszystkim elektorat średnio- i wielkomiejski oraz wykształcony.
Tak sformatowany przekaz stanowiłby bezpośrednie zagrożenie dla centrum sceny politycznej i ugrupowań próbujących balansować między skrajnościami. Równocześnie projekt ten mógłby posłużyć jako bezpieczna przystań dla bardziej umiarkowanego skrzydła samej Zjednoczonej Prawicy, odciągając polityków zmęczonych frakcyjnymi wojnami.
Faktyczny rozłam czy wewnętrzna taktyka negocjacyjna?
Zbudowanie partii, zebranie wielomilionowych funduszy i przygotowanie profesjonalnej kampanii to proces wymagający gigantycznych zasobów logistycznych. Podejmowanie ryzyka budowy struktur od zera na półtora roku przed wyborami parlamentarnymi jawi się jako krok ryzykowny, mogący skutkować politycznym niebytem. Polityka to jednak gra interesów, a wypuszczanie kontrolowanych przecieków to standardowe narzędzie.
Organizowanie samodzielnych wydarzeń programowych i budowanie własnego, lojalnego zaplecza należy zatem odczytywać jako komunikat ostrzegawczy kierowany bezpośrednio do władz PiS. Profesor Marciniak ocenia te ruchy chłodno i analitycznie, odrzucając na ten moment teorię o bliskim rozwodzie Morawieckiego z partią.
- Wydaje mi się, że obecny moment – na półtora roku przed wyborami – nie jest najlepszym czasem na tego typu demonstrację siły. Może to być jednak taktyka negocjacyjna, służąca budowaniu mocniejszej pozycji w strukturach Prawa i Sprawiedliwości. Dzisiaj ewentualne zapowiedzi należy traktować właśnie jako element negocjacji, a nie zwiastun całkowitej, realnej separacji od PiS-u. Co wydarzy się za rok? Tego oczywiście do końca nie wiemy, zwłaszcza że sytuacja polityczna zmienia się bardzo dynamicznie.
Z tej perspektywy podtrzymywanie w mediach narracji o "własnym projekcie" jest dla otoczenia Mateusza Morawieckiego skutecznym lewarem politycznym. Pozwala to na wywalczenie większej autonomii wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości oraz maksymalizację wpływów własnej frakcji przy układaniu przyszłych list wyborczych.
Źródło: Goniec.pl