Ksiądz przeganiał wolontariuszy WOŚP. Teraz tłumaczy, co zaszło
Wokół niedzielnej zbiórki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Chełmie wybuchł głośny skandal obyczajowy, o którym poinformował portal Wirtualna Polska. Relacje naocznych świadków oraz późniejsze wyjaśnienia głównego bohatera zamieszania rzucają sprzeczne światło na przebieg tego incydentu.
- Poważne oskarżenia pod adresem proboszcza
- Duchowny przedstawia swoją wersję wydarzeń
- Brak zgody na upublicznienie monitoringu
- Trudne relacje na linii parafia–wolontariusze
Poważne oskarżenia pod adresem proboszcza
Relacja matki 10-letniej wolontariuszki kreśli obraz agresywnego zachowania duchownego wobec dzieci. Według kobiety proboszcz parafii pw. Rozesłania Świętych Apostołów w Chełmie miał wyganiać osoby zbierające datki tuż po zakończeniu mszy świętej. Świadek relacjonowała portalowi:
„Ludzie wychodzili po mszy świętej i wrzucali pieniądze do puszki. Upominali się nawet o naklejki. Wraz z ostatnimi wiernymi z kościoła wyszedł proboszcz parafii i zaczął wyganiać wolontariuszy” - Powiedziała dla Wirtualnej Polski.
Z opisu wynika, że ksiądz krzyczał na kwestujących, oskarżając ich o brak szacunku dla katolików, co wywołało u młodych wolontariuszy ogromny strach i doprowadziło do ich nagłej ucieczki spod świątyni.
Duchowny przedstawia swoją wersję wydarzeń
Ks. kanonik Jacek Lewicki zdecydowanie odpiera te zarzuty, przedstawiając w rozmowie z WP zupełnie inną wersję niedzielnych wydarzeń. Duchowny zapewnia o swoich dobrych intencjach, mówiąc wprost:
„Ja jestem pierwszy, który chce pomagać. Ja nikogo nie przegoniłem”.
Tłumaczy, że parafia stosuje zasadę unikania nadmiernego tłoku przy wejściu, dlatego sugeruje wszystkim kwestującym zajęcie miejsc przy bramie. Jak dodał proboszcz:
„Po prostu, żeby nie było jarmarku przy samych drzwiach kościoła, bo co kilka niedziel ktoś się pojawia, że chce prowadzić zbiórkę”.
Kapłan uważa, że doszło do zwykłego nieporozumienia, a jego słowa zostały nadinterpretowane przez osobę postronną.
Brak zgody na upublicznienie monitoringu
Kluczowym punktem sporu staje się kwestia dowodów, które mogłyby ostatecznie rozstrzygnąć, jak przebiegało spotkanie duchownego z grupą dzieci. Ks. Lewicki przyznał w wywiadzie, że całe zajście zostało zarejestrowane przez kamery, co w jego opinii jednoznacznie potwierdza brak agresywnych zachowań.
„Jeszcze raz powtarzam, że nie było tak, że przegoniłem kogokolwiek” – zadeklarował stanowczo w rozmowie z Wirtualną Polską.
Jednak mimo deklarowanej pewności co do swojej niewinności, proboszcz odmówił dziennikarzom udostępnienia tych nagrań. Ta decyzja wywołuje pytania i sceptycyzm wśród opinii publicznej, która liczyła na szybkie i transparentne wyjaśnienie kontrowersji wokół niedzielnego finału.
Trudne relacje na linii parafia–wolontariusze
Incydent w Chełmie wpisuje się w szerszy kontekst relacji między niektórymi przedstawicielami Kościoła a Fundacją WOŚP. Choć wiele parafii wspiera zbiórkę, sytuacje takie jak ta pokazują, że komunikacja na linii wolontariusze–duchowni wciąż bywa źródłem niepotrzebnych napięć.
Brak jasnych ustaleń przed startem finału doprowadził do zdarzenia, które negatywnie wpłynęło na atmosferę święta dobroczynności w mieście. Niezależnie od tego, która strona ma rację, w centrum sporu znalazły się dzieci, dla których wolontariat miał być lekcją empatii, a stał się powodem stresu. Rozwiązanie tej sprawy będzie wymagało teraz dużej delikatności i zrozumienia racji obu stron.