Koszmar na polskim lotnisku. Samoloty zamarzły, a pasażerowie w środku
Poranek, który miał pachnieć wakacjami, zamienił się w wielogodzinną próbę cierpliwości. Pasażerowie lecący z Wrocławia do Hiszpanii zamiast słońca zobaczyli zamknięte drzwi samolotów i brak jasnych informacji. To, co wydarzyło się na płycie lotniska, jeszcze długo będzie wspominane jako jeden z bardziej absurdalnych startów urlopu.
- Poranne loty z Wrocławia do Hiszpanii utknęły na płycie lotniska
- Pasażerowie zamknięci w samolotach. Pięć godzin chaosu i frustracji
- Lotnisko Wrocław wyjaśnia opóźnienia. Problem z odladzaniem maszyn
Poranne loty z Wrocławia do Hiszpanii utknęły na płycie lotniska
We wtorek 13 stycznia z wrocławskiego lotniska miały wystartować dwa poranne rejsy do popularnych wakacyjnych kierunków. Samolot Ryanaira do Alicante oraz maszyna Enter Air lecąca na Gran Canarię zaplanowane były na start tuż po godzinie siódmej. Dla wielu pasażerów oznaczało to początek urlopu, na który czekali od miesięcy – zarezerwowane noclegi, zaplanowany wypoczynek i szybkie przeniesienie się z zimowej Polski do znacznie cieplejszego klimatu.
Zamiast sprawnej odprawy i startu, oba samoloty pozostały jednak na płycie lotniska. Pasażerowie zostali wpuszczeni na pokład i tam… utknęli. Bez możliwości powrotu do terminala, z ograniczonym dostępem do informacji i narastającym zniecierpliwieniem. Minuty zamieniały się w godziny, a początkowe opóźnienie szybko przerodziło się w sytuację kryzysową, szczególnie dla rodzin z dziećmi.

Pasażerowie zamknięci w samolotach. Pięć godzin chaosu i frustracji
Jak relacjonowali pasażerowie obu rejsów, warunki na pokładach z czasem stawały się coraz trudniejsze. Jedna z pasażerek lotu Ryanaira do Alicante opisała swoje doświadczenia w liście do „Gazety Wrocławskiej”.
– Siedzimy tu od rana. Kapitan raz mówi jedno, raz drugie. Nikt nie wie, co się dzieje, dzieci są zmęczone, ludzie zdenerwowani. Moja bateria w telefonie się kończy – napisała kobieta, zwracając uwagę na chaos komunikacyjny i narastające zmęczenie podróżnych.
Równie napięta atmosfera panowała w samolocie lecącym na Gran Canarię. Pasażerowie tej maszyny również spędzili ponad pięć godzin zamknięci w środku. Z relacji rodziny jednego z podróżnych wynika, że dzieciom zaproponowano wykonanie zdjęcia w kabinie pilotów, co miało być formą rozładowania napięcia. Pojawiły się też informacje o problemach technicznych związanych z zimową obsługą lotniska.
– Po remoncie lotniska nikt się nie spodziewał, że zima ich zaskoczy. Brak odpowiedniego zaopatrzenia i chaos informacyjny – mówiła mama jednego z pasażerów w rozmowie z Radiem Wrocław.
Lotnisko Wrocław wyjaśnia opóźnienia. Problem z odladzaniem maszyn
Dopiero około godziny 12:30 oba samoloty ostatecznie wystartowały. Wcześniej Port Lotniczy Wrocław odniósł się do przyczyn zamieszania. Rzecznik lotniska Bartosz Wiśniewski wyjaśniał, że opóźnienia były skutkiem „nienaturalnie długiego procesu odladzania”, za który odpowiadała zewnętrzna firma Wro-lot.
– Wyjaśniamy, dlaczego trwało to aż tak długo – podkreślił przedstawiciel lotniska.
Wątpliwości pasażerów budziło jednak to, dlaczego przez wiele godzin nie pozwolono im opuścić samolotów i wrócić do terminala. Jak zaznaczył Bartosz Wiśniewski, taka decyzja nie leży po stronie portu lotniczego.
– Taką decyzję podejmuje kapitan maszyny oraz linia lotnicza. Lotnisko nie ingeruje w ten proces – wyjaśnił rzecznik.
Jeden z pasażerów podsumował całe wydarzenie krótko:
– Pięć godzin w środku samolotu to nie jest standard, to absurd.