Kaczyński nagle zaczął chrumkać w Sejmie. Nagranie podbija sieć [WIDEO]
Jarosław Kaczyński powinien obawiać się, czy tego nagrania nie zobaczy Edward Warchocki.
- We wtorek w Sejmie prezes PiS opowiedział reporterom anegdotę z 1992 roku, naśladując przy tym dźwięki wydawane przez dziki
- Nietypowa reakcja polityka była bezpośrednią odpowiedzią na pytania o narastający spór wokół masowego uśmiercania wędrujących zwierząt na terenie Warszawy
- Stołeczny magistrat uzasadnia kontrowersyjny odstrzał przepisami o bioasekuracji, podczas gdy przedstawiciele środowisk prozwierzęcych krytykują urzędników za rutynowe nadużywanie ostatecznych rozwiązań
Narastający kryzys na warszawskich osiedlach
Zjawisko migracji dzikiej zwierzyny do centrów największych polskich miast przestało być incydentem, a stało się systemowym problemem. Zwierzęta w poszukiwaniu pożywienia coraz odważniej zapuszczają się na tereny zabudowane, co wymusza na lokalnych władzach podejmowanie radykalnych kroków zaradczych. Służby otrzymują codziennie dziesiątki zgłoszeń od mieszkańców obawiających się o własne bezpieczeństwo.
Skala zjawiska w stolicy jest bezprecedensowa i wymaga natychmiastowych reakcji operacyjnych. Interwencje przeprowadzane w ostatnich tygodniach przez jednostki policji oraz pracowników Lasów Miejskich opierały się głównie na bezkompromisowym odłowie z uśmierceniem.
Do najgłośniejszych, szeroko komentowanych zdarzeń z kwietnia 2026 roku należą między innymi interwencje w bardzo zaludnionych obszarach miasta:
- uśmiercenie lochy z sześcioma młodymi na ulicy Stępińskiej na Mokotowie, tuż obok placu zabaw,
- likwidacja 16 osobników poruszających się po osiedlach warszawskiego Bemowa,
- paraliż komunikacyjny w Miasteczku Wilanów, gdzie stado dzików na dłuższy czas zablokowało ruch tramwajowy.
Restrykcyjne podejście urzędników opiera się na przepisach szczebla centralnego. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wielokrotnie tłumaczył, że samorządy mają bezwzględny obowiązek zwalczać Afrykański Pomór Świń (ASF). Prawo weterynaryjne wymusza umieszczanie martwych zwierząt w szczelnych kontenerach, aby zapobiec wyciekowi płynów ustrojowych, co mogłoby wywołać bezpośrednie zagrożenie sanitarne.
Głośny sprzeciw obrońców praw zwierząt
Systematyczny odstrzał wywołuje potężne kontrowersje oraz organizację protestów społecznych. Społecznicy alarmują, że drastyczne metody są stosowane jako rutynowe procedury, niezależnie od faktycznego stopnia zagrożenia dla ludzi. Głośny sprzeciw wobec takich działań wyrażają specjaliści zajmujący się prawną ochroną fauny, punktując administracyjne luki w procesie decyzyjnym.
Bardzo ostre stanowisko w tej sprawie publicznie zaprezentowała adwokat Karolina Kuszlewicz. Prawniczka otwarcie zakwestionowała zasadność ostatnich interwencji na warszawskim Mokotowie, dowodząc, że zabijanie zwierząt odbywa się bez rzetelnej oceny ryzyka, a same dziki w wielu przypadkach nie wykazują w ogóle oznak agresji.
W wywiadach udzielanych mediom ekspertka zwróciła uwagę na patologiczną praktykę miejskich struktur. Jej zdaniem urzędnicy zamiast wdrożenia prewencji wybierają ostateczne rozwiązania z czystej wygody operacyjnej, ignorując sygnały płynące od świadków zdarzenia.
- Dziki weszły na osiedle i zaczęły chodzić po rabatkach. Mieszkańcy mówili, że zwierzęta nie były agresywne, nie bali się dzików. Na jakiej podstawie stwierdzono, że zwierzęta stwarzały nadzwyczajne zagrożenie? W moim przekonaniu nie było żadnej weryfikacji. Bo władze Warszawy wypracowały praktykę zabijania niejako z automatu.
Sejmowa debata i niecodzienna anegdota
Ten lokalny spór o kształt polityki środowiskowej szybko wyewoluował w temat debaty ogólnopolskiej. We wtorek, 14 kwietnia 2026 roku, zagadnienie to pojawiło się na korytarzach Sejmu. Grupa dziennikarzy zapytała Jarosława Kaczyńskiego o to, jak z perspektywy wieloletniego polityka zapatruje się na masowe odstrzały i konfliktogenny problem wędrujących zwierząt.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości zrezygnował z merytorycznej oceny działań stołecznego ratusza, decydując się na luźniejszy format wypowiedzi. Zamiast analizować twarde przepisy weterynaryjne, polityk zaprezentował zgromadzonym reporterom osobistą historię, która bazowała na doświadczeniach z letniego wypoczynku sprzed lat.
Wspomnienia dotyczyły wakacji w 1992 roku, które prezes PiS spędzał w leśniczówce. W jej bezpośrednim sąsiedztwie znajdowała się potężna zagroda o powierzchni blisko 200 hektarów, zamieszkiwana przez masę zwierząt, w tym liczne watahy dzików. To właśnie tamtejsi leśnicy przekazali mu unikalną instrukcję zachowania wobec tych ssaków, którą polityk niespodziewanie zademonstrował mediom, imitując odgłosy chrumkania.
- Wtedy leśnicy mi powiedzieli: może pan tam chodzić, tylko, jak idą dziki, nawet wielkim stadem, to trzeba na nie iść, nie można się przestraszyć. Samce mogą się odwracać i tak chrumkać. Trzeba na nie iść. Ja to robiłem i jakoś żyję.
Źródło: Goniec.pl