Już nie masło. Jest nowy "król drożyzny". Polacy będą zaskoczeni
Oficjalna inflacja wyhamowała do 2,2 proc., ale Polacy przy kasie płacą wyraźnie więcej. Najnowszy raport UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito pokazuje, że przepaść między statystyką a codziennym doświadczeniem zakupowym pogłębia się już od wielu miesięcy — i nie jest przypadkowa.
- W lutym 2026 r. koszyk 17 najczęściej kupowanych kategorii produktów zdrożał średnio o 3,8 proc. rok do roku — niemal dwukrotnie szybciej niż inflacja CPI mierzona przez GUS (2,2 proc. w styczniu 2026 r.)
- Liderzy podwyżek: używki +10,3 proc., chemia gospodarcza +8,2 proc., słodycze i desery +7,3 proc., pieczywo +6,4 proc., mięso +5,4 proc
- Wynik jest niemal identyczny jak w grudniu 2025 r. (3,8 proc.) i w styczniu 2026 r. (3,7 proc.) — ceny w sklepach stabilizują się na poziomie ponad dwukrotnie wyższym niż oficjalna inflacja
Dlaczego CPI nie mówi całej prawdy?
Raport „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych" jest opracowywany przez UCE Research wspólnie z Uniwersytetami WSB Merito od ponad 9 lat, co miesiąc. Najnowsza edycja obejmuje 17 kategorii produktów i ponad 100 najczęściej kupowanych przez konsumentów artykułów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ponad 84 tys. cen detalicznych z przeszło 39,5 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych — dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry.
Wynik za luty wynosi 3,8 proc. rok do roku — tyle samo co w grudniu 2025 r. W styczniu 2026 r. wzrost wyniósł 3,7 proc. Innymi słowy, przez trzy ostatnie miesiące ceny w sklepach rosły w wąskim przedziale i w sposób stabilny — ale konsekwentnie ponad dwukrotnie szybciej niż wskaźnik CPI Głównego Urzędu Statystycznego, który w styczniu 2026 r. wyniósł 2,2 proc. rok do roku.
Dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito wyjaśnia, skąd bierze się ta rozbieżność:
- Nasz raport koncentruje się na wybranej, ale bardzo ważnej z perspektywy konsumenta grupie produktów codziennej potrzeby. Wskaźnik CPI obejmuje znacznie szerszy, ważony koszyk towarów i usług, w tym paliwa, usługi czy elektronikę, a te kategorie potrafią istotnie obniżać ogólny wynik.
To metodologiczna różnica, nie błąd żadnej ze stron. Różnica między nimi sprawia jednak, że konsumenci często mają poczucie, że rzeczywistość jest gorsza niż sugerują oficjalne dane. Koszyk GUS jest szeroki i ważony strukturą wydatków całego społeczeństwa. Koszyk zakupowy w sklepie spożywczym to inna rzeczywistość — bardziej bezpośrednia i bardziej odczuwalna.

Używki i chemia gospodarcza biorą konsumentów w kleszcze
Analiza kategorii produktowych pokazuje wyraźne zróżnicowanie. Na szczycie rankingu wzrostów od miesięcy utrzymują się używki — w lutym 2026 r. ich ceny wzrosły rok do roku o 10,3 proc.
W ujęciu rocznym mocno widoczne są podwyżki cen kawy, napędzane rosnącymi kosztami surowca, a także papierosów, m.in. z powodu wzrostu akcyzy. Słodycze i desery podlegają wzrostowi cen kakao.
Druga w zestawieniu chemia gospodarcza wzrosła o 8,2 proc. rok do roku — kategoria szczególnie narażona na koszty surowców ropopochodnych. Dalej: słodycze i desery (+7,3 proc.), pieczywo (+6,4 proc.) i mięso (+5,4 proc.).
Ceny samej żywności w lutym 2026 r. wzrosły średnio o 3,4 proc. rok do roku — nieco wolniej niż cały koszyk obejmujący również produkty nieżywnościowe. To istotny sygnał: przez lata żywność była głównym motorem wzrostu cen w sklepach.
Teraz tę rolę przejmują inne kategorie — używki i środki czystości. Jednocześnie warto odnotować, że w przypadku żywności podstawowej konkurencja między sieciami jest bezwzględna i skutecznie hamuje marże.
Wyjątkiem w całym zestawieniu są warzywa, których ceny rok do roku spadły o 2,5 proc. Warzywa są kategorią wyjątkowo wrażliwą na warunki pogodowe i sytuację podażową. Jeśli zbiory były dobre — zarówno w Polsce, jak i w krajach eksportujących do Europy — ceny naturalnie spadają. Łagodne wzrosty notują też owoce (+1,6 proc.) i produkty sypkie (+0,8 proc.).
Skumulowana drożyzna i ukryte podwyżki — dwa źródła poczucia kryzysu
Bieżąca dynamika cenowa jest wyraźnie niższa niż w szczycie inflacji z lat 2022–2023. Jednak dr Robert Orpych zwraca uwagę, że to nie bieżące tempo wzrostu, lecz nawarstwianie się podwyżek przez ostatnie lata jest dziś głównym ciężarem dla gospodarstw domowych:
- Koszty zakupów wciąż są na poziomach nieporównywalnie wyższych niż jeszcze trzy lata temu. To właśnie ta skumulowana podwyżka, a nie bieżąca dynamika, najbardziej uderza w portfele Polaków.
Obok skumulowanych podwyżek autorzy raportu wskazują na mechanizm, który w statystykach cenowych jest niemal niewidoczny — tzw. shrinkflację. Sklepy często zamiast podnosić ceny zmniejszają gramaturę produktu. Konsument płaci tyle samo, ale dostaje mniej.
- I to jest wzrost cen, którego statystyki nie wychwytują - podkreślił dr Robert Orpych.
Jednocześnie dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito zwraca uwagę na kontekst makroekonomiczny, który częściowo tłumaczy akceptację wyższych cen:
- W ciągu ostatniego roku przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 6 proc. - stać więc nas na „przełknięcie" wyższych cen żywności - ocenił ekspert.
Tym niemniej wzrost płac nie jest równomierny i nie przekłada się na sytuację wszystkich grup konsumentów w jednakowym stopniu.
Na horyzoncie pojawia się też nowe ryzyko. Konflikt na Bliskim Wschodzie może wywrócić sytuację do góry nogami — ceny paliw już zaczęły mocno rosnąć, co oznacza możliwe przełożenie na stawki w polskich sklepach.
Kategorie najbardziej narażone to chemia gospodarcza jako pochodna surowców ropopochodnych, a pośrednio cała żywność, bo jej produkcja i logistyka są bardzo energochłonne.
Źródło: Goniec.pl