Jedni tylko kaszlą, inni walczą o życie. Ekspertka o prawdziwym obliczu grypy
Mimo dostępności szczepionek i szerokich kampanii edukacyjnych, poziom zaszczepionych osób w naszym kraju pozostaje jednym z najniższych poziomów w Europie. Co roku w sezonie jesienno-zimowym większość społeczeństwa zmaga się z infekcjami dróg oddechowych. Część tej grupy przechodzi, tak zwane zwykłe przeziębienie, jednak są i takie osoby, które zmagają się grypą będącą śmiertelnym zagrożeniem dla ich życia. Jak to możliwe? Wyjaśnia dr n. med. Grażyna Cholewińska – Szymańska.
- Pacjenci nie mają odpowiedniej wiedzy na temat szczepień
- Powikłania odległe mogą pojawić się po ustąpieniu ostrych objawów
- Wirus grypy charakteryzuje się wysoką zmiennością antygenową
Mit „lekkiej choroby”. Brak percepcji ryzyka
Główną przyczyną niskiej frekwencji w punktach szczepień jest głęboko zakorzenione przekonanie, że grypa to błahostka. W powszechnej świadomości funkcjonuje ona jako synonim gorszego samopoczucia, kataru i kilkudniowej gorączki, którą można „wyleżeć”. Tymczasem wirus grypy działa systemowo, niszcząc nabłonek dróg oddechowych i otwierając wrota dla nadkażeń bakteryjnych.
Jak mówi w rozmowie z Gońcem konsultant Wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych dr n. med. Grażyna Cholewińska – Szymańska Polacy nie chcą się szczepić.
– Powodem takiego stanu rzeczy jest m.in. zbyt mała wiedza na temat szczepionek, a także ich skuteczności. Jest to wynik wieloletnich zaniedbań ze strony systemu w zakresie profilaktyki. Dopiero od niedawna zaczęto zwracać na to uwagę, a także na znaczenie profilaktyki w odniesieniu do kosztów służby zdrowia. Te zaniedbania skutkują tym, że pacjenci nie mają odpowiedniej wiedzy na temat szczepień, a to właśnie sczepienie jest elementem numer jeden w ochronie zdrowia pacjenta.
– Gdyby lekarze rodzinni wprowadzili edukację pacjenta w tym zakresie, np. w formie rozmowy, to wtedy można osiągnąć o wiele więcej. Również dziennikarze medyczni, którzy rzetelnie opisują tę tematykę, mogą mieć znaczący wpływ na zwiększenie świadomości społeczeństwa – dodaje ekspertka.
Jeszcze groźniejsze są powikłania odległe, które mogą pojawić się po ustąpieniu ostrych objawów. Mowa tu przede wszystkim o komplikacjach kardiologicznych, takich jak zapalenie mięśnia sercowego, które może prowadzić do trwałej niewydolności serca, a w skrajnych przypadkach – do konieczności przeszczepu lub zgonu. Bagatelizowanie grypy to gra w rosyjską ruletkę, w której stawką jest nie tylko tydzień zwolnienia lekarskiego, ale długotrwałe zdrowie.
Cień pandemii i zmęczenie społeczeństwa
Pandemia COVID-19, która powinna nauczyć ostrożności wobec chorób zakaźnych, niestety przyniosła efekt odwrotny. Zaobserwowano zjawisko tzw. zmęczenia szczepiennego. Po miesiącach intensywnych kampanii na rzecz szczepień przeciwko SARS-CoV-2, część społeczeństwa zareagowała oporem i niechęcią do jakichkolwiek procedur medycznych związanych z igłą. W ostatnim czasie, przestrzeń publiczna, została zdominowana przez dezinformację, co znacząco nadszarpnęło autorytet medycyny akademickiej.
W efekcie szczepionka przeciw grypie, stosowana bezpiecznie od dziesięcioleci, nagle stała się w oczach wielu osób przedmiotem podejrzeń. Brak zaufania do instytucji państwowych sprawia, że Polacy wolą polegać na „domowych sposobach” i naturalnej odporności, a ta w starciu z mutującym wirusem często okazuje się niewystarczająca.
Skuteczność szczepionki, czyli niezrozumiana definicja
Kolejnym argumentem podnoszonym przez sceptyków jest zmienna skuteczność preparatów przeciwgrypowych.
– Pacjent musi chcieć i przede wszystkim musi wiedzieć, że w jego konkretnym przypadku ma to znaczenie. W wśród społeczeństwa, szczególnie młodych osób, można zauważyć niechęć do szczepień. Przede wszystkim dlatego, że wiedza na ten temat jest wyszukiwana w Internecie, czyli miejscu, w którym można odnaleźć wiele nierzetelnych informacji – mówi Gońcowi dr n. med. Grażyna Cholewińska – Szymańska.
Wirus grypy charakteryzuje się wysoką zmiennością antygenową, co wymusza coroczną aktualizację składu szczepionek. Faktycznie, dopasowanie szczepionki w danym sezonie nigdy nie jest idealne, a jej efektywność w zapobieganiu samej infekcji może wahać się w granicach od 40 do 70 procent. Jednak, jak podkreślają lekarze, w profilaktyce grypy nie chodzi wyłącznie o to, by nie zachorować w ogóle.
Głównym celem szczepienia jest redukcja ryzyka ciężkiego przebiegu, hospitalizacji i zgonu. Nawet jeśli osoba zaszczepiona zachoruje, infekcja przebiega zazwyczaj łagodniej, bez dewastujących powikłań. Niestety, ta kwestia umyka w debacie publicznej, gdzie dominuje podejście zero-jedynkowe: „zaszczepiłem się, a zachorowałem, więc szczepionka nie działa”.
Bariery systemowe i brak nawyku
Na postawy Polaków wpływa również dostępność szczepień. Choć w ostatnich latach wprowadzono możliwość szczepienia w aptekach, co jest krokiem w dobrą stronę, system wciąż nie jest w pełni przyjazny pacjentowi. Konieczność uzyskania recepty (w niektórych przypadkach), sprawdzanie dostępności preparatu czy brak pełnej refundacji dla wszystkich grup wiekowych to bariery, które skutecznie zniechęcają niezdecydowanych.
W porównaniu do krajów Europy Zachodniej, gdzie szczepienie przeciw grypie jest niemal rytuałem, w Polsce wciąż brakuje wypracowanej „kultury profilaktyki”. Droga pacjenta od decyzji do wykonania zastrzyku bywa zbyt długa. W natłoku codziennych obowiązków, konieczność umawiania wizyty czy stania w kolejce sprawia, że rezygnujemy ze szczepienia, odkładając je na „później”, które zazwyczaj nigdy nie nadchodzi.
Koszty zaniechania
Niski poziom szczepień, to nie tylko problem indywidualny, ale także ogromne obciążenie dla gospodarki i systemu ochrony zdrowia. Szczyt zachorowań na grypę m.in. paraliżuje oddziały internistyczne, tym samym blokując miejsca dla pacjentów z innymi schorzeniami. Edukacja zdrowotna i budowanie zaufania to proces powolny, ale niezbędny, aby przerwać ten błędny cykl lekceważenia zagrożenia.
źródło: Goniec