Janusz Kaczmarek o zarzutach dla Zbigniewa Ziobry: „To droga przestępstwa”
Polska droga byłego ministra sprawiedliwości to bezprecedensowa historia upadku. Polityk, który przez lata kreował się na niezłomnego szeryfa i najwyższego obrońcę praworządności, dziś mierzy się z widmem najcięższych zarzutów karnych, w tym kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Zamiast stanąć przed sądem, szuka schronienia na Węgrzech, wykorzystując kontrowersyjne przepisy antyekstradycyjne. O kulisach tej sprawy opowiedział w “Rozmowie Gońca” były szef MSWiA i były prokurator krajowy Janusz Kaczmarek.
W cieniu politycznych układów
Polityczna kariera Zbigniewa Ziobry nabrała rozpędu na początku lat dwutysięcznych, kiedy to ściśle współpracował z ówczesnym ministrem sprawiedliwości, Lechem Kaczyńskim. Młody wiceminister szybko zaczął budować wizerunek bezwzględnego śledczego, naśladując swojego politycznego mentora i obiecując bezkompromisowe rozliczenia.
– Początki Zbigniewa Ziobry to czas, gdy był wiceministrem, a na salony polityki wprowadził go Zbigniew Wassermann – przypomina Janusz Kaczmarek. – Chciał być szeryfem, tym, który dba o sprawiedliwość i zwalcza przestępczość, celowo kreując się na taką osobę w mediach.
Z czasem jednak starannie budowany wizerunek zaczął pękać. Druga kadencja Ziobry w resorcie sprawiedliwości przyniosła drastyczną zmianę priorytetów. Zamiast stania na straży obiektywnego prawa, nadrzędnym celem stało się budowanie zaplecza partyjnego i cementowanie lokalnych struktur władzy.
– Druga kadencja to już powolny upadek. To, co mówił, zupełnie mijało się z prawdą i nie miało odzwierciedlenia w działaniach – ocenia były prokurator krajowy w “Rozmowie Gońca”. – Ponad zwalczanie przestępczości zaczął stawiać politykę i układ, w którym tkwił, co w konsekwencji zaprowadziło go na drogę przestępstwa.
Ciężar prokuratorskich oskarżeń
Obecnie bilans działań byłego szefa resortu sprawiedliwości to długa lista zarzutów z najwyższej prawnokarnej półki. Najpoważniejsze z nich dotyczą wielomilionowych nieprawidłowości przy rozdzielaniu środków z Funduszu Sprawiedliwości, który w założeniu miał pomagać ofiarom przestępstw, a w praktyce służył jako narzędzie politycznych wpływów.
– Dzisiaj ciążą na nim zarzuty związane z Funduszem Sprawiedliwości oraz szereg innych, jak ukrywanie dokumentów, których nie powinien posiadać, czy kwestie związane z nieprawidłowym zarządzaniem finansami – wylicza Janusz Kaczmarek. – W końcu, jak dowiadujemy się z doniesień medialnych, zarzuca mu się nawet kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
Dwa różne statusy i węgierska blokada
Zamiast skonfrontować się z wymiarem sprawiedliwości, politycy związani z dawnym kierownictwem resortu mieli szukać schronienia poza granicami kraju. Sytuacja prawna poszczególnych osób jest jednak wyraźnie zróżnicowana. Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, po uchyleniu immunitetu został objęty Europejskim Nakazem Aresztowania (ENA). Wobec jego byłego przełożonego wciąż trwają inne procedury.
– Sytuacja Marcina Romanowskiego i Zbigniewa Ziobry diametralnie się różni. Z przekazów medialnych wiemy, że to osoby, które podobno otrzymały azyl na Węgrzech, ale polska strona nie dostała dotąd żadnych oficjalnych dokumentów określających ich status – zauważa ekspert. – Wobec Zbigniewa Ziobry nie wydano jeszcze Europejskiego Nakazu Aresztowania. Poszukiwania opierają się na polskim liście gończym, który nie ma charakteru międzynarodowego – mówi Gońcowi.
Potencjalną ekstradycję dodatkowo komplikują zmiany w węgierskim prawie. Na przełomie 2025 i 2026 roku przeforsowano tam przepisy, które zwalniają osoby ze statusem uchodźcy z procedury ENA, co w teorii chroni ich przed deportacją. Akt ten budzi w Europie ogromne kontrowersje.
– Ta ustawa jawnie łamie porządek prawny Unii Europejskiej, ponieważ każde państwo członkowskie przyjęło i zaakceptowało mechanizm Europejskiego Nakazu Aresztowania – podkreśla stanowczo Kaczmarek, ale zaznacza, że polityczne zapory mogą okazać się niewystarczające. – Ostatecznie decydował będzie konkretny węgierski sąd i sędzia. Owszem, jest on związany przepisami, ale podejmie decyzję opartą także na własnym, wewnętrznym przekonaniu i prawniczym doświadczeniu.
To właśnie niezawisłość orzecznicza na Węgrzech zadecyduje o tym, czy międzynarodowe prawo i zasady unijnej współpracy wymiarów sprawiedliwości okażą się silniejsze od politycznych sojuszy oraz lokalnych ustaw, które wyglądają na skrojone specjalnie w celu ochrony wpływowych zbiegów.
Źródło: Goniec