Goniec ujawnia: Prezydent Lubina i szokujące stenogramy. Ta afera może wstrząsnąć opinią publiczną
Stenogramy domniemanych rozmów prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego, w których przewijają się wątki szokujących przestępstw - w tym pedofilii i handlu narkotykami - od kilku lat krążyły po redakcjach i gabinetach śledczych — jedni traktowali je jak polityczną bombę, a inni jak możliwą prowokację, bo nikt nie potrafił rozstrzygnąć, czy są prawdziwe. Jednak jak ustaliliśmy, na ich podstawie prokuratura prowadzi właśnie śledztwo dotyczące pedofilii. Śledczy dysponują opinią biegłych, że stenogramy z dużym prawdopodobieństwem są autentyczne.
Cisza w mediach i wątpliwości śledczych
Prokuratura od 2023 roku dysponuje zapisem ponad 600 stron rozmów znanego polityka Roberta Raczyńskiego z jego podwładnym, w których przewijają się wątki ustawiania przetargów, handlu ludźmi, przestępstw narkotykowych, a także pedofilii.
Choć stenogramy wskazują na szokujące nadużycia, w ogólnopolskich mediach o sprawie jak dotąd było cicho. Powód? Śledczy, gdy dokumenty wpadły im w ręce, nie wiedzieli, kto im je przesłał i kto mógł inwigilować prezydenta Lubina. Wątpliwości budziła też forma stenogramów.
Ktoś, przygotowując ich ostateczny kształt, dokonał pełnej stylistycznej redakcji, przez co rozmowy na pierwszy rzut oka bardziej przypominają filmowe dialogi niż rzeczywiste rozmowy toczone przez prawdziwych ludzi.
Z kolei sam Raczyński od początku zaprzeczał, by jego domniemane rozmowy z podwładnym były prawdziwe. Określał je mianem bzdur, a później zdecydowanie zarzekał się, że zostały przez kogoś spreparowane.
Goniec ustalił jednak, że już od kilku miesięcy prokuratura dysponuje opiniami biegłych, wedle których stenogramy są autentyczne – i sama uczestniczy w skomplikowanej grze, która ma na celu wyciszenie sprawy.
Lider samorządowców
Robert Raczyński to jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiego samorządu. Od 2002 roku nieprzerwanie jest prezydentem Lubina. W czasach PRL był działaczem opozycji demokratycznej.
Kilka lat temu stworzył ruch Bezpartyjnych Samorządowców, który stał się istotną siłą na poziomie Sejmiku Województwa Dolnośląskiego. Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku Bezpartyjni Samorządowcy byli postrzegani jako potencjalny „kingmaker”, czyli siła, od której będzie zależeć pozostanie PiS-u u władzy.
Ambicje polityczne i nagłe wycofanie
Sam Raczyński starał się pozycjonować jako „trzecia siła” i alternatywa dla duopolu PiS – PO. Sugerowano nierzadko, że w przypadku sukcesu wyborczego, Raczyński mógłby być nawet premierem. Ostatecznie sny o potędze skończyły się fiaskiem: prezydent Lubina wycofał się z kandydowania, a BS zdobyli tylko 1,86 proc. w skali kraju.
Już po wyborach media spekulowały, że nagłe wycofanie się Raczyńskiego mogło mieć związek z działaniami ABW i inwigilacją, której ofiarą miał paść. On zaprzeczał tym sugestiom. Podtrzymywał wersję rezygnacji z przyczyn zdrowotnych, choć tuż przed tą decyzją był pytany przez TVN o stenogramy.
„Operacja Lizbona” i pytania bez odpowiedzi
W lutym 2024 roku dziennikarze Onetu i TVN ujawnili fragmenty rozmów, które miały pochodzić z rzekomej nielegalnej inwigilacji politycznych konkurentów Prawa i Sprawiedliwości, takich jak Raczyński. TVN w reportażu „Brudna gra” przedstawił wybrane z obszernego materiału opisy politycznych układów, nielegalnych interesów, oszustw i intryg.
By potwierdzić wiarygodność materiałów, do rozmowy zaproszono jednego ze świadków tzw. „operacji Lizbona”, byłego współpracownika ABW. To on powiedział o nielegalnej akcji prowadzonej przez służby specjalne.
Do dziś jednak nie do końca wiadomo, kto i na czyje polecenie miał inwigilować samorządowców, jakie środki dokładnie stosowano i jakie materiały pozyskano. Mimo udziału w akcji pozyskania zapisów rozmów ówczesnego oficera ABW, nowe kierownictwo służby zaprzeczyło, że to kontrwywiad prowadził działania. Kto zatem miał pozyskać zapisy ocenione przez biegłych jako autentyczne? Tego do dziś nikt nie wyjaśnia.
Śledztwo ws. pedofilii i przeniesienie sprawy
Jak ustalił Goniec, od kwietnia 2023 roku w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu toczy się śledztwo na bazie tych szokujących stenogramów - dotyczy popełnienia przestępstwa z art. 200 par. 1 kk, czyli wykorzystania seksualnego małoletniego.
Postępowanie wszczęto z urzędu, po tym jak 24 marca na adres poczty elektronicznej Biura Podawczego Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu przesłano fragmenty stenogramów rozmów, które wedle znajdujących się na nich oznaczeń, miały toczyć się między Raczyńskim a jego podwładnym z urzędu Andrzejem Pudełką, naczelnikiem wydziału edukacji w Lubinie.
Co ustaliła wrocławska prokuratura? Chyba niezbyt wiele, bo – jak się dowiedzieliśmy – po dwóch latach sprawa została przeniesiona do Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Jej rzeczniczka Lilianna Łukasiewicz tłumaczy nam, że powodem było „duże obciążenie pracą wrocławskiej prokuratury”.
W tej samej prokuraturze, która pracy miała mniej, trwało już postępowanie z doniesienia Andrzeja Pudełki, które ma dotyczyć nielegalnej inwigilacji, ale wszczęte zostało rok później, czyli w 2024 roku.
Podwładny Raczyńskiego złożył je po publikacji TVN i Onetu o domniemanej inwigilacji. Oznacza to, że jednocześnie w Prokuraturze Okręgowej w Legnicy trwają i postępowanie, w których śledczy uznali Raczyńskiego i Pudełkę za poszkodowanych, jak i postępowanie z dłuższym stażem, w którym ci sami mężczyźni są „potencjalnymi podejrzanymi o pedofilię”, jak przyznaje rzeczniczka.
Mimo że próbowaliśmy dopytać o tę niezwykłą sytuację szefa legnickiej prokuratury Adama Kurzydłę osobiście w dniu przyjmowania interesantów, nie znalazł dla nas czasu.
Ekspertyza, która zmienia wszystko
Pół roku później, w październiku 2025, w ręce prokuratorów trafiła opinia biegłych sądowych, którzy mieli zweryfikować wiarygodność stenogramów. Eksperci z zakresu informatyki śledczej uznali, że z dużym prawdopodobieństwem rozmowy są autentyczne i najprawdopodobniej rozmówcami są faktycznie Raczyński i Pudełko.
Rzeczniczka Prokuratury odmówiła Gońcowi przedstawienia całości analizy „z uwagi na wysoce probabilistyczny charakter wniosków opinii”.
Jej zdaniem, „opinia nie rozstrzyga autorstwa osobowego tzw. stenogramów”.
„To pełnoprawny materiał dowodowy”
Nam jednak udało się dotrzeć do źródłowego dokumentu, czyli ekspertyzy kryminalistycznej oraz stylometrycznej autorstwa zespołu ekspertów z Samodzielnego Działu ds. Informatyzacji i Analiz Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu oraz niezależnych ekspertów z Pomorza, którzy dodatkowo badali prawdopodobieństwo forsowanej przez Raczyńskiego teorii, jakoby stenogramy były wytworem sztucznej inteligencji, a żadnej inwigilacji wobec niego nie było.
Wnioski z analiz są porażające.
Ponadto dodatkowych informacji udzieliło nam dwoje śledczych z policji i prokuratury, którzy zastrzegli anonimowość.
Doświadczony prokurator: – Ta opinia sprawia, że stenogramy z luźno spiętych kartek papieru stają się wiarygodnym, istotnym materiałem dowodowym. To obliguje organa ścigania do wzmożenia działań.
Dodaje, że zespół biegłych wykonał analizę „bardzo rzetelnie”. – Pomysł z porównaniem stylu był doskonały. Wnioski są przekonujące, a sama metoda badawcza jest uznana na świecie – dodaje.
Kilkaset stron stenogramów pochodzi zarówno z zapisów szyfrowanych komunikatorów i wysokiej klasy aplikacji, jak i podsłuchanych rozmów. Kto je nagrał? Nie wiemy.
Eksperci przyznają, że jedyne możliwe źródła przechwycenia tego rodzaju wiadomości lub rozmów przez osoby trzecie, to bezpośredni dostęp do urządzenia np. przez oprogramowanie szpiegujące klasy osławionego Pegasusa.
To jednak powinna ustalić prokuratura.
Czy stenogramy są autentyczne, czy panowie „RR” i „AP” (jak są oznaczeni w stenogramach) to Raczyński i Pudełko, czego się z nich dowiadujemy i dlaczego nic się nie dzieje w śledztwie w sprawie pedofili, wszczętego na podstawie tych zapisów? To na dziś kluczowe pytania.
Ekspertyza stylometryczna liczy kilkadziesiąt stron. Choć w pierwszej chwili może przerażać liczbą wzorów i obliczeń, jest niezwykle klarowna. Na podstawie analiz biegli wykazali, że badane stenogramy stanowią zapis autentycznych rozmów dwóch osób, których styl wypowiedzi różni się od siebie na tyle, że można wyraźnie scharakteryzować ich profile, a styl ich wypowiedzi jest spójny, pozbawiony sztuczności i „nie tylko zgodny z profilem, ale unikalny i trudny do podrobienia”.
Jednoznacznie odrzucili hipotezę o wygenerowaniu stenogramów przez sztuczną inteligencję – choćby dlatego, że narzędzia sztucznej inteligencji od początku były obwarowane zabezpieczeniami, co sprawia, że uniemożliwiają generowanie zabronionych treści, takich jak opisy dyskryminacji, nienawiść, promowanie przemocy, korupcja, łapówkarstwo, molestowanie, mowa nienawiści, pedofilia, czy narkotyki.
„Wrzuca się cztery, czterdzieści, może pięćdziesiąt różnych fraz i mówi się sztucznej inteligencji: masz przeprowadzić taki i taki dialog. I ona tam gada sobie, dotąd aż się jej nie wyłączy. Później można oczywiście do tej sztucznej inteligencji po tym materiale, który się otrzymało, (..) dorzucić jeszcze dodatkowe rzeczy, żeby to uwiarygodnić” – tak tłumaczył istnienie stenogramów Raczyński na konferencji w listopadzie 2024 r. Opinia biegłych rozbija tę teorię prezydenta Lubina.
Zdaniem ekspertów, dokument przesłany do analizy przez prokuratorów nie wykazuje również żadnych cech wskazujących na jakąkolwiek ingerencję w przygotowanie stenogramów tak, aby zawierały one pikantniejsze i bardziej bulwersujące elementy.
„W wyniku analizy nie stwierdzono obecności danych ani dowodów, by ktoś modyfikował czy edytował tekst” - konkludują biegli.
Kolejnym zadaniem, które zostało postawione przed analitykami, była ocena, czy stenogramy są wiarygodne jako zapis rozmów.
Inaczej mówiąc, czy istnieje możliwość, że autorem dokumentu jest inny człowiek (lub grupa ludzi), który sam nie uczestniczy w rozmowie.
„Przeprowadzona analiza wskazuje, że stenogramy są wewnętrznie spójne i wiarygodne jako zapis rzeczywistych rozmów (RR i AP), a nie są efektem fałszerstwa czy twórczości innych osób. (…) Kolejne dni i miesiące rozmów układają się w logiczną, ciągłą całość stylistyczną oraz kontekstową. Osoby zachowują się językowo konsekwentnie, tematy wracają w różnych okresach (…)” – opisują biegli.
„W ocenie biegłego stenogramy te są wiarygodne jako dowód – co oznacza, iż najprawdopodobniej stanowią prawdziwy zapis autentycznych rozmów (choć oczywiście ostateczną i całkowitą pewność co do źródła pozyskania tych zapisów dać może tylko analiza techniczna urządzeń/ nagrań). Jednak z punktu widzenia przeprowadzonej w systemie informatycznym analizy wszystko wskazuje na powyższe wnioski” – konkludują.
Według naszych ustaleń, nikt ze służb i prokuratury nie próbował zarekwirować telefonów czy komputerów i zabezpieczyć danych z komunikatorów Raczyńskiego i Pudełki. Nic nie wiadomo także o dochodzeniu policji, której prezydent rzekomo miał zgłosić pojawienie się stenogramów. Prokuratura podjęła za to działania wobec tych, którzy dostali je na swoje skrzynki mailowe. Tym osobom śledczy zabezpieczyli sprzęty już w 2023 roku.
Teorii Raczyńskiego, które mają dowodzić, że nie jest autorem korespondencji z Pudełką, było już wiele.
Poza tezą o wytworach AI, twierdził najpierw, że „to bzdury, więc nie zawiadamia policji”. Potem jednak powiadomił Komendę Powiatową Policji w Lubinie, a tam miał usłyszeć, że jego telefon został zainfekowany programem szpiegującym, który… wgrał mu do aparatu bota odpowiedzialnego za generowanie rozmów.
Według Raczyńskiego policja miała wszcząć w tej sprawie czynności, ale z powodu niewykrycia sprawców postępowanie zostało umorzone.
„Do Komendy Powiatowej Policji w Lubinie nie wpłynęło poniższe zawiadomienie” – odpowiada policja.
To zbieżne z naszymi informacjami o tym, że długo Raczyński i Pudełko robili wszystko, by o stenogramach wiedziało jak najmniej ludzi.
Tymczasem biegli przeanalizowali materiały m.in. z bilingów osób, które miały brać udział w rozmowach, ale i ogólnodostępnych źródeł. Dialogi są silnie osadzone w realnych wydarzeniach. Rozmówcy komentują bieżącą politykę lub materiały medialne. W świetle ustaleń śledztwa Gońca, stenogramy są nie tylko zapisem czatów z szyfrowanych, rzadko stosowanych aplikacji, z popularnych komunikatorów jak WhatsApp czy Signal, ale też z nagrań podsłuchanych rozmów obu mężczyzn.
Przesądzającym elementem w ocenie wiarygodności stenogramów było więc sprawdzenie, czy opisywane przez Raczyńskiego i Pudełko wyjazdy, plany i szczegóły pokrywają się z bilingami i logowaniami ich telefonów.
I znów: ustalenia są druzgocące dla mężczyzn, którzy bronią się, że zapisy są spreparowane.
Wskazane telefony logują się w poszczególnych datach w opisywanych miejscach. Co więcej, biegli zauważają, że mężczyźni, omawiając plany kontaktu z innymi osobami, jeszcze tego samego dnia faktycznie je realizują, wykonując wcześniej zapowiadane połączenia telefoniczne.
Kiedy „RR” mówi w stenogramach, że spotyka się we Wrocławiu z dziennikarzami, telefon Raczyńskiego faktycznie loguje się we Wrocławiu. Gdy „AP” deklaruje w stenogramach, że zadzwoni do konkretnej osoby, chwilę później Andrzej Pudełko do tej osoby faktycznie dzwoni.
Jest jeden wyjątek od tej reguły. On jednak układa się w pewien schemat postępowania. Otóż za każdym razem, kiedy „AP” zaprasza „RR” na osobiste spotkanie w Legnicy, telefon Raczyńskiego przez wiele godzin wyświetla się w okolicach jego domu w Lubinie tak, jakby właściciel zapominał go zabrać ze sobą. Czy to podważa wiarygodność stenogramów? A może właśnie wskazuje na miejsce, gdzie tajemnice „AP” i „RR” są tak wielkie, że telefon nie powinien być ich niemym świadkiem?
Co się tam takiego dzieje? Być może odpowiedzi padają w tajemniczych stenogramach.
Szyfrowana komunikacja i „aniołki”
Prokuratura dysponuje raportem z rozpoznania operacyjnego, z którego wynika, że rozmówcy przywiązywali ogromną wagę do bezpieczeństwa komunikacji i korzystali wyłącznie z szyfrowanych połączeń przy omawianiu organizowania „ciastek” lub „aniołków”, które — jak jednoznacznie wynika z treści rozmów — były określeniami dzieci „organizowanych” do celów seksualnych.
– To nie jest poziom zabezpieczeń, po który sięga ktoś obawiający się zwykłego podsłuchu sąsiada. To infrastruktura komunikacyjna charakterystyczna dla ludzi, którzy zakładają, że ich rozmowy mogą stać się przedmiotem zainteresowania służb, prokuratury i opinii publicznej – mówi nam jeden z byłych policjantów zajmujący się rozpracowaniem grup pedofilskich.
Dodaje, że mają one specjalistów od procedur bezpieczeństwa i mają własną listę zaleceń, niezbędnych do uniknięcia zdemaskowania.
Jeden z cytatów z podsłuchu:
RR: Tam nie ma być żadnych zdjęć. Ty wiesz, że kurwy z ABW będą w stanie ci wyciągnąć dane z telefonu, nawet po tym, jak je usuniesz. Nie po to jeździmy tam bez naszych telefonów, żeby potem wpaść na jakimś durnym zdjęciu.
I inny:
RR: Telefon zostawiłeś?
AP: Miałem go ze sobą, ale wyłączony.
RR: Na pewno?
AP: Tak
RR: Dobra. Następnym razem zostawiaj włączony w Legnicy, albo najlepiej w urzędzie.
AP: Wiem, ale czekałem na telefon w jednej sprawie
RR: Z wyłączonym telefonem czekałeś na telefon?
AP: Zanim zajechałem na miejsce, to ogarnąłem sprawę
RR: Na miejsce czyli gdzie?
AP: Do zakonnic.
RR: Kurwa, Andrzej. To jest nasze bezpieczeństwo.
Gdy wybucha afery mailowa, czyli na światło dzienne zaczynają wypływać wiadomości z poczty elektronicznej ówczesnego szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka, „RR” i „AP” wpadli w panikę obawiając się, że mogli wysłać mu coś, co zagrozi ich bezpieczeństwu. Gdy jednak zorientowali się, jak amatorsko podchodził Dworczyk do zabezpieczeń, nie kryją pogardy.
AP: Na tej podstawie możemy przewidzieć, jakie błędy popełniliśmy w kontakcie z nim.
RR: Analizuję to każdego dnia, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Co więcej, ta afera podważyła jego wiarygodność i zdolność do zarządzania. Jeśli nie potrafi zadbać o prywatność swojej korespondencji, jak może być skutecznym w podejmowaniu ważnych decyzji?
Mówią o tym z wyraźną nutą wyższości, niczym profesjonaliści komentujący zawody amatorów. Wyraźnie przy tym widać, że to „RR” pilnuje zasad i bezpieczeństwa:
RR: Wieczorem spotkajmy się u mnie i konfiguruję ci sprzęt.
AP: Ale mogę zachować stary telefon?
RR: Tak. Ale czyścisz go?
AP: Pewnie że czyszczę. Od akcji z Olesiem jestem czuły na tym punkcie. Sam wiesz.
RR: Żebyś znowu nie pierdolił starej przez sen, że masz podsłuch w samochodzie. Ona cię nagra i będzie problem, jak to poleci do TVN-u.
I jakiś czas później:
RR: I pozbądź się tego gówna z telefonu w pierwszej kolejności
AP: Już to zacząłem ogarniać.
RR: Dostałem info, żebyśmy wyciszyli na razie komunikację na tym kanale. Czekam, żeby ogarnąć jakąś lepszą aplikację,
AP: W ogóle bez kontaktu?
RR: Jak masz coś legalnego, to dzwoń do mnie normalnie. Ale ja i tak będę mało osiągalny.
Na nielegalne treści zarezerwowane były szyfrowane aplikacje. Co tak chcieli ukryć „RR” i „AP”? Będziemy to przybliżać w kolejnych tekstach o tej sprawie.
Wielokrotnie próbowaliśmy skontaktować się z Robertem Raczyńskim. Prosiliśmy o rozmowę kilka miesięcy temu, gdy zeznawał na policji w Lubinie, a dwa tygodnie temu pojawiliśmy się w urzędzie na dyżurze, niestety nie udało nam się uzyskać żadnego komentarza. W poniedziałek dzwoniliśmy i napisaliśmy mu wiadomość SMS.