Akta Epsteina zaszkodziły ofiarom? "Ponowna trauma dla ekscytacji czytelników"
Ujawnienie dokumentów sądowych związanych ze sprawą Jeffreya Epsteina, w tym milionów stron akt w 2024 i 2026 roku, wzbudziło debatę na temat ich wpływu na ofiary. Czy publikacja nazwisk i szczegółów pomogła w dochodzeniu sprawiedliwości, czy raczej zaszkodziła, powodując ponowną traumę i stygmatyzację?
- Ujawnienie akt nie przyniosło nowych oskarżeń wobec prominentnych osób, ale podkreśliło skalę nadużyć Epsteina, co mogło zwiększyć świadomość społeczną
- Brak wystarczających redakcji w dokumentach ujawnił informacje identyfikujące, co uznaje się za naruszenie prywatności ofiar
- Publikacja nazwisk i zdjęć niektórych ofiar spowodowała ich retraumatyzację i narażenie na dalszą stygmatyzację, według prawników i ekspertów ONZ
Historia ujawnienia akt Epsteina
Sprawa Jeffreya Epsteina, oskarżonego o handel ludźmi i nadużycia seksualne wobec nieletnich, nabrała nowego wymiaru najpierw w styczniu 2024 roku, gdy sąd federalny w Nowym Jorku nakazał ujawnienie setek stron dokumentów z procesu Virginia Giuffre przeciwko Ghislaine Maxwell. Dokumenty te, pochodzące z 2015 roku, zawierały zeznania świadków i odniesienia do prominentnych osób, takich jak Bill Clinton czy Donald Trump, choć bez wskazania na ich winę.
W 2026 roku Departament Sprawiedliwości USA, na mocy Epstein Files Transparency Act, opublikował miliony stron akt, w tym 3 miliony dokumentów, 180 tysięcy zdjęć i 2 tysiące wideo. Była to największa partia materiałów z federalnego śledztwa, obejmująca e-maile, raporty wewnętrzne i inne dowody. Moderacje miały chronić ofiary, ale okazały się niewystarczające.
Publikacja akt miała na celu zapewnienie przejrzystości, jednak wywołała krytykę ze względu na ekspozycję wrażliwych informacji.

Co dokładnie zostało ujawnione?
W ujawnionych dokumentach znalazły się zeznania ofiar, takich jak Virginia Giuffre, która opisywała obecność nagich zdjęć i fotografii aktów seksualnych z udziałem młodych dziewcząt w domach Epsteina, uznawanych za dziecięcą pornografię. Same pliki zawierały jednak nie tylko teksty, ale także zdjęcia i wideo.
Według prawniczki Glorii Allred, reprezentującej wiele ofiar, w aktach pokazano zdjęcia ofiar, które nigdy nie ujawniły swojej tożsamości publicznie.
Nazwiska ofiar zostały ujawnione w wielu przypadkach, mimo prób redakcji – czasem z liniami przekreślającymi, które nie uniemożliwiały odczytania. W 2026 roku ofiary skarżyły się na nieumyślne ujawnienie informacji identyfikujących, podczas gdy nazwiska sprawców pozostały ukryte.
Wpływ ujawnienia na ofiary
Publikacja akt spowodowała ponowną traumę dla wielu ofiar, które poczuły się ponownie narażone na publiczny osąd. Gloria Allred opisała swoich klientów jako "zdewastowanych" przez ujawnienie nazwisk i zdjęć, co mogło zaszkodzić im po latach, narażając na stygmatyzację społeczną.
W najnowszym oświadczeniu ofiar stwierdzono:
- Po raz kolejny ocalałym ujawnia się ich nazwiska i dane identyfikujące, podczas gdy mężczyźni, którzy nas wykorzystywali, pozostają ukryci i chronieni. To oburzające.
Mimo to, niektórzy widzą korzyści w zwiększonej świadomości, co mogłoby ułatwić dochodzenie reparacji i sprawiedliwości.
Akta Epsteina, czyli trauma przeżywana na nowo?
Fundacja La Strada zajmuje się przeciwdziałaniem handlowi ludźmi we wszystkich jego aspektach. Jeżeli potrzebujesz pomocy w tym obszarze, uzyskasz ją pod numerem telefonu 22 628 99 99.
Możesz także napisać na adres e-mail: [email protected].
Specjalistka fundacji, Joanna Garnier, porozmawiała z nami w temacie potencjalnej szkodliwości akt Epsteina:
- My uważamy, że sprawiedliwość to przede wszystkim wyrok wydany przez sąd. W momencie, gdy sprawca staje przed sądem, zostaje osądzony, zapada wyrok i zostaje on wykonany — czy to poprzez odbycie zasądzonej kary pozbawienia wolności, zapłatę grzywny, czy jedno i drugie — wtedy rzeczywiście można mówić o poczuciu sprawiedliwości. Osoba pokrzywdzona powinna ją otrzymać możliwie jak najszybciej, a sprawca musi wiedzieć, że kara jest nieuchronna. Niestety bywa z tym różnie. Zdarza się, że ludzie czekają na sprawiedliwość latami, co zdecydowanie nie jest dobre, bo z czasem to poczucie się rozmywa.
- W kontekście handlu ludźmi europejskie prawodawstwo zaleca na przykład, aby ofiara była przesłuchiwana tylko raz. Chodzi o to, by nie powielać treści urazowych i nie zmuszać osoby do ciągłego wracania myślami do doznanego zła. Z naszego punktu widzenia publikowanie takich materiałów i ich ciągłe rozdrapywanie nie działa na korzyść ofiar.
- Osoby, które być może ułożyły już sobie życie, poradziły sobie z traumą lub przepracowały ją w terapii, są w ten sposób zmuszane do ponownego powrotu do tych doświadczeń. To nie jest dobre, ponieważ służy głównie ekscytacji widza czy czytelnika, który skupia się na tym, kto jest zamieszany w sprawę. Sama widziałam zdjęcia pary norweskiej książęcej czy innych znanych osób pojawiających się w kontekście kontaktów z Epsteinem. To może prowadzić do mylnego przekonania, że takie sytuacje dotyczą wyłącznie ludzi bardzo bogatych i będących na świeczniku. Tymczasem handel ludźmi i przemoc seksualna zdarzają się wszędzie. Publikowanie takich materiałów może sprawić, że ktoś pomyśli: „mnie to nie dotyczy, jestem zwykłym człowiekiem”, a to nieprawda.
Czy sukces, pieniądze i władza przesuwają moralne granice, skłaniając ludzi do czynów, których by się nie dopuścili w innych okolicznościach?
- Każdy człowiek ma własne granice. Jeden się wzbogaci i — mówiąc kolokwialnie — uderzy mu woda sodowa do głowy, zacznie wydawać pieniądze na dziwne rzeczy. Inny przeznaczy nadwyżki na działalność charytatywną, wesprze hospicjum czy schronisko dla zwierząt. To zawsze zależy od osoby.
- Możliwe jest oczywiście, że władza uderza do głowy, a pieniądze otwierają wiele drzwi. Nie wydaje mi się jednak, byśmy mieli do czynienia wyłącznie z osobami, które nagle zaczęły poszukiwać jakichś szczególnych, nietypowych źródeł podniecenia. Usługi seksualne są ogólnie dostępne i każdy korzysta z takich, na jakie go stać. Może się zdarzyć, że ktoś uzna, iż skoro ma dużo pieniędzy, to będzie szukał usług poza lokalną agencją czy przydrożną ofertą. Rynek jest szeroki, ale bardzo często wiąże się to z działaniami niezgodnymi z prawem. Przykładowo w agencjach towarzyskich pracują osoby poniżej 18 roku życia, które zostały do tego zmuszone.
Warto na koniec przytoczyć cytat Henrego Forda:
- Pieniądze nie zmieniają ludzi, one tylko odsłaniają ich prawdziwą naturę.
Źródło: Goniec.pl