Ukraiński influencer wjechał samochodem nad Morskie Oko. Teraz się tłumaczy
Ukraiński influencer, który wjechał samochodem na drogę prowadzącą do Morskiego Oka, opublikował obszerne oświadczenie i przedstawił własną wersję wydarzeń. Twierdzi, że jechał z Krakowa według wskazań nawigacji, nie zauważył podniesionego szlabanu ani znaku zakazu ruchu. Jednocześnie służby prowadzą dalsze działania.
Ukraiński influencer wjechał autem na drogę do Morskiego Oka. Tak tłumaczy swoje zachowanie
Nagranie i informacje o samochodzie poruszającym się trasą prowadzącą do Morskiego Oka bardzo szybko obiegły internet. To miejsce od lat pozostaje pod szczególną ochroną i obowiązują tam jasne zasady dotyczące ruchu. Nic więc dziwnego, że widok prywatnego auta na odcinku prowadzącym do jednego z najbardziej znanych punktów w Tatrach wywołał ogromne emocje.
Do sprawy odniósł się ukraiński influencer, który zdecydował się opublikować obszerne wyjaśnienie. Jak przekazał, podróż rozpoczął w Krakowie i od początku kierował się trasą wyznaczoną przez nawigację. Według jego relacji to właśnie wskazania systemu doprowadziły go na miejsce.
– Wyjeżdżając z Krakowa, wyznaczyłem trasę do Morskiego Oka i jechałem według nawigacji, która doprowadziła mnie na miejsce. Jak się później okazało, przy wjeździe na teren rezerwatu znajdował się szlaban, który powinien zatrzymać mój przejazd. Jednak go nie zauważyłem, ponieważ był podniesiony – tłumaczył influencer w opublikowanym oświadczeniu.

Mężczyzna zaznaczył też, że w czasie przejazdu nie został zatrzymany przez żadnych pracowników parku ani służby. Jak podkreślał, nie napotkał po drodze nikogo, kto zwróciłby mu uwagę albo poinformował o naruszeniu obowiązujących przepisów.
To właśnie dlatego – jak przekonywał – długo nie miał świadomości, że wjechał na teren objęty zakazem ruchu. Cała sytuacja od początku budziła skrajne reakcje, bo dla wielu osób sam fakt pojawienia się auta na tej trasie był trudny do zaakceptowania.
Oświadczenie influencera po wjeździe do Morskiego Oka. Przyznał się do błędu i przeprosił
W dalszej części oświadczenia mężczyzna przyznał, że nie zauważył oznaczeń i bierze odpowiedzialność za to, co się wydarzyło. Jednocześnie zaznaczył, że jego działanie nie było celowe i nie miało nic wspólnego ze świadomym łamaniem zasad.
– Nie zauważyłem też znaku zakaz ruchu i biorę za to odpowiedzialność. To moja wina. Jestem człowiekiem i mogę popełniać błędy. Mimo wszystko niczego nie ukradłem, niczego nie uszkodziłem i nikomu nie zrobiłem krzywdy. Przepraszam, jeśli uraziłem czyjeś uczucia – napisał influencer w swoim oświadczeniu.
Mężczyzna podkreślał przy tym, że jego zdaniem sytuacja była efektem nieuwagi i zaufania do technologii, a nie próbą zlekceważenia obowiązujących przepisów. Odniósł się również do medialnych doniesień dotyczących możliwych konsekwencji administracyjnych.

Jak zaznaczył, sam opuścił już Polskę i wrócił do Ukrainy. W jego ocenie wyklucza to scenariusz związany z deportacją. Jednocześnie zakwestionował informacje dotyczące ewentualnego wieloletniego zakazu wjazdu do krajów strefy Schengen.
– Jeżeli chodzi o ewentualne ograniczenie możliwości poruszania się po terytorium Polski przez następne pięć lat, uważam takie stwierdzenia za bezpodstawne (...) – podsumował w opublikowanym stanowisku.
To właśnie ten fragment wywołał kolejną falę komentarzy. Część osób uznała, że przeprosiny powinny zakończyć sprawę, inni zwracali uwagę, że wjazd samochodem na teren objęty ochroną to sytuacja zbyt poważna, by potraktować ją wyłącznie jako pomyłkę.
Wjazd do Morskiego Oka i zakaz wjazdu do Schengen. Służby nadal analizują sprawę
Stanowisko służb i władz wygląda jednak inaczej niż relacja samego influencera. Z przekazanych informacji wynika, że wobec mężczyzny podjęto decyzję o zakazie wjazdu do Polski oraz innych państw strefy Schengen na okres pięciu lat. Wniosek w tej sprawie miała złożyć policja.
To jednak nie zamyka całego postępowania. Funkcjonariusze nadal analizują sprawę i kompletują dodatkowy materiał dowodowy. Zabezpieczane są między innymi nagrania monitoringu, które mają pomóc dokładnie odtworzyć przebieg zdarzenia. Równolegle dokumentację przygotowuje również Tatrzański Park Narodowy, ponieważ sprawa dotyczy naruszenia zasad obowiązujących na terenie chronionym.

Do incydentu odniósł się też premier Donald Tusk. Jak przekazano, polecił dokładne wyjaśnienie wszystkich okoliczności i zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji.
Dodatkowe kontrowersje wzbudziła także wysokość mandatu. Influencer został ukarany grzywną w wysokości 100 zł i otrzymał osiem punktów karnych. To szczególnie zwróciło uwagę opinii publicznej, bo obowiązujące przepisy pozwalają w podobnych przypadkach na nałożenie znacznie wyższej kary – nawet do 5 tys. zł.
Policja przekazała przy tym, że kierowca miał wprowadzić funkcjonariuszy w błąd i sugerować, że jedynie wjechał za szlaban, po czym szybko zawrócił. W efekcie zastosowano łagodniejszą sankcję. Mimo opublikowanego oświadczenia i przeprosin sprawa pozostaje otwarta. Niewykluczone są kolejne decyzje administracyjne, a także dalsze konsekwencje związane z naruszeniem przepisów obowiązujących na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego.