Trump grozi Francji. Naprawdę chce to zrobić
Donald Trump powraca w swoim starym, bezkompromisowym stylu. Choć światowe media rozpisują się o jego nowej inicjatywie – specjalnej „radzie pokoju” – za kulisami dyplomacji toczy się brutalna gra o pieniądze. Prezydent-elekt właśnie wysłał jasny sygnał do Paryża: albo gracie według moich zasad, albo wasza gospodarka zapłaci za to najwyższą cenę. W grze są stawki, które mogą zwalić z nóg nawet największych graczy.
Dyplomacja czy szantaż?
Świat obiegła wiadomość o powstaniu nowej Rady Pokoju, która ma zająć się uregulowaniem konfliktów zagrażających globalnej stabilności. Zaskoczeniem dla wielu było zaproszenie do tego gremium Francji. Emmanuel Macron, który od lat stara się pozycjonować jako lider europejskiej dyplomacji, stanął przed szansą odegrania kluczowej roli. Jednak w świecie Donalda Trumpa nic nie jest za darmo.
Zaproszenie do rady to nie tylko zaszczyt, ale przede wszystkim polityczna pułapka. Trump doskonale wie, że Francja ma ogromne wpływy w strukturach Unii Europejskiej. Wciągając Paryż do swojego bloku doradczego, Amerykanin de facto rozbija jedność europejską, zmuszając Macrona do wyboru między lojalnością wobec Brukseli a pragmatyczną relacją z Waszyngtonem. Ale to nie polityka, lecz twardy biznes budzi tutaj największe emocje.

200 procent cła – Donald Trump trzyma palec na guziku
Powodem, dla którego Trump wściekł się na francuską administrację, nie są tylko różnice w wizji pokoju na Ukrainie czy Bliskim Wschodzie. Chodzi o pieniądze, a konkretnie o podatki i deficyt handlowy. Trump od dawna powtarza, że kraje europejskie „wykorzystują” Amerykę. Teraz przeszedł od słów do czynów.
Groźba nałożenia 200-procentowych ceł na wybrane produkty to scenariusz atomowy dla gospodarki. Francja, słynąca z eksportu towarów luksusowych, win oraz nowoczesnych technologii lotniczych, może w jedną noc stracić swój najważniejszy rynek zbytu. Trump używa „rady pokoju” jako marchewki, ale kijem są drakońskie opłaty graniczne, które mają zmusić Paryż do ustępstw w kwestii opodatkowania amerykańskich gigantów technologicznych, takich jak Google czy Amazon. Dla zwykłego zjadacza chleba oznacza to jedno: nadchodzi era ekstremalnej drożyzny i handlowej niepewności.
Czy to początek globalnego chaosu?
Sytuacja na linii Waszyngton-Paryż to tylko wierzchołek góry lodowej. Trump pokazuje, że jego druga kadencja będzie oparta na jeszcze silniejszym protekcjonizmie. Zaproszenie Francji do Rady Pokoju przy jednoczesnym grożeniu jej sankcjami handlowymi to sygnał dla całego świata: „Ameryka jest najważniejsza, a sojusze są warte tyle, ile dają nam zarobić”.
Eksperci ostrzegają, że jeśli Trump zrealizuje swoje groźby o 200-procentowych cłach, wywoła to reakcję łańcuchową. Unia Europejska będzie zmuszona do odwetu, co może doprowadzić do regularnej wojny handlowej. W takim scenariuszu ucierpią wszyscy – od producentów szampana w Szampanii, po polskich podwykonawców dostarczających części do europejskich fabryk.
Donald Trump po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem chaosu, który w zamieszaniu widzi szansę na ugranie lepszych warunków dla USA. Czy Macron ugnie się pod presją miliardera? A może Europa znajdzie sposób, by odpowiedzieć na to ultimatum? Jedno jest pewne – nadchodzące miesiące w światowej gospodarce będą przypominać jazdę bez trzymanki na roller coasterze, gdzie stawką jest nie tylko pokój, ale przede wszystkim bilanse największych mocarstw.
Źródło: Program Dzień Dobry TVN