Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Polska mogła zostać potęgą? Albert Świdziński o zmarnowanej szansy
Albert Świdziński
Albert Świdziński 03.05.2026 00:53

Polska mogła zostać potęgą? Albert Świdziński o zmarnowanej szansy

Polska mogła zostać potęgą? Albert Świdziński o zmarnowanej szansy
Goniec

Albert Świdziński na kanale Goniec na YouTube opowiedział o zmarnowanej przez Polskę szansie na zostanie potęgą regionalną. Dyrektor analiz w Strategy and Futurę wskazał jakie szanse i zagrożenia niesie za sobą okres przełomu. Poniżej  najciekawsze wypowiedzi z analizy Alberta Świdzińskiego. 

Albert Świdziński: Porządek międzynarodowy rozpadł się 

Porządek międzynarodowy rozpadł się. Jego już nie ma. Ten, który znamy po końcu Zimnej Wojny, nie istnieje. Państwa które są przygotowane na to, które mają elity, są zdolne zauważyć nie tylko zagrożenia, ale też okazje, które się przed nimi otwierają. Dla państw, które są przygotowane gospodarczo i militarnie takie ponowne upłynnienie stosunków międzynarodowych tworzy potencjalnie dużo okazji. My patrzymy na to z egzystencjalnym lękiem, z przerażeniem.

Status państw jest negocjowany. Status Ukrainy jest negocjowany. Status granic Ukrainy jest negocjowany. Status Iranu, który być może właśnie staje się wielką potęgą, ma kontrolę nad cieśniną Ormuz, jest w oczywisty sposób negocjowany. Miejsce w podziale pracy jest negocjowane. Chiny zmieniają swoje miejsce w podziale pracy gwałtownie.
 

Albert Świdziński: Zagrożenie przetrwania państwa

Jak ktoś jest nieprzygotowany jak Polska, to rodzi ogromne zagrożenia nie tylko co do miejsca w łańcuchach wartości, możliwości rozwojowych i statusu granic, ale nawet do przetrwania państwa. Stąd lęk.

Gdybyśmy byli gotowi, to moglibyśmy patrzeć na ten okres, który nadchodzi z taką nerwową, owszem, ale ekscytacją. Gdybyśmy na przykład w 2008 roku, rok po przemówieniu Putina w Monachium, w roku, w którym wybuchła wojna w Gruzji, podjęli decyzję, że porządek międzynarodowy, który dał nam wówczas niecałe 20 lat pokojowego rozwoju, może dobiec końca i zaczęli chociaż myśleć jak wykorzystać okres dobrej pogody, która wtedy jeszcze trwała i miała potrwać kolejne 10 lat, na przygotowanie się. Przygotowanie się do tego, że być może nie jest tak, że historia się skończyła raz na zawsze i już raz na zawsze Amerykanie będą dbali o nas i dawali nam bezpieczeństwo, a my tak naprawdę będziemy jechali na autopilocie w tym świecie. 

Wchodzilibyśmy w ten okres, kiedy nasz status i status innych państw dookoła nas jest negocjowany, w jakimś najbardziej maksymalistycznym scenariuszu, nawet z wizją stania się potęgą regionalną. 

Owszem, mieliśmy historycznie bardzo dobre wyniki wzrostu gospodarczego. Natomiast nasz dobrobyt tak naprawdę jest w pełni zależny od łańcuchów wartości, które w gruncie rzeczy znajdują się poza Polską. Jesteśmy najczęściej poddostawcą niemieckiego przemysłu, europejskiego, w małym stopniu amerykańskiego. Nie mamy własnej wartości dodanej.

Gdybyśmy mieli zdolność do relatywnie szybkiej nuklearyzacji, czemu poświęciłem książkę “Nasza bomba”, to mielibyśmy dzięki temu również na fundamentalnym poziomie zabezpieczenie. Nie moglibyśmy zdobyć broni jądrowej, jak sądzę, w okresie końca historii, ale moglibyśmy gwałtownie skompresować okres potrzebny do tego, w momencie, kiedy stary porządek przestaje funkcjonować i nasze bezpieczeństwo nie jest dostarczane z zewnątrz.

Albert Świdziński: Mogliśmy myśleć o koncepcji imperialnej

Wtedy rzeczywiście moglibyśmy myśleć, nawet w jakimś zupełnie maksymalistycznym, być może nieosiągalnym, ale moglibyśmy przynajmniej myśleć o tworzeniu koncepcji imperialnej, czyli staniu się dominującą albo mogącą na równi rywalizować na przykład z Rosją siłą w tym regionie, w tym subregionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Moglibyśmy zaproponować ofertę alternatywną wobec bezpieczeństwa dawanego przez Rosję Białorusi. Moglibyśmy zaoferować taką propozycję Ukrainie. Moglibyśmy zaoferować ją być może państwom bałtyckim.

Moglibyśmy sobie również w minimalistycznej wersji stworzyć pewien bufor pomiędzy nami a Rosją, który dawałby nam pewną perspektywę, pewną dozę bezpieczeństwa. Teraz jej nie mamy. Pomiędzy Białorusią a Warszawą jest 160 km po terenie płaskim jak stół.

W maksymalistycznym wariancie moglibyśmy realizować jaką opcję odtworzenia imperium Pierwszej Rzeczypospolitej. W mniejszym opcję skoordynowanego ustrukturyzowania współpracy z państwami na Wschód od nas. Moglibyśmy dać sobie przestrzeń do oddechu poprzez stworzenie buforów. Nie bylibyśmy nerwowi i moglibyśmy myśleć jak zwiększyć nasz status na arenie międzynarodowej. 

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji