Nowe światło na kryzys śmieciowy w stolicy. Były operator odpowiada na zarzuty
Decyzja o zmianie operatorów wywozu odpadów w pięciu dzielnicach Warszawy z początkiem kwietnia doprowadziła do poważnego kryzysu sanitarnego. Mieszkańcy zgłaszają przepełnione wiaty i brak odbioru śmieci, a władze samorządowe częściową winą obarczają ustępującą firmę Lekaro za pozostawienie swoich kontenerów. Głos w tej sprawie na łamach naszego portalu zabrał Leszek Zagórski, przedstawiciel dawnego wykonawcy, który rzuca zupełnie nowe światło na przyczyny trwającego paraliżu.
- Od 1 kwietnia 2026 roku wywóz odpadów w pięciu dzielnicach przejęły nowe firmy (BYŚ oraz MPO), zastępując przedsiębiorstwo Lekaro
- Mimo oficjalnego zakończenia kontraktu, Lekaro nadal otrzymuje od mieszkańców skargi na brak wywozu śmieci
- Obecność starych pojemników w altanach to efekt celowego wstrzymania ich zwrotu przez zarządców nieruchomości, którzy obawiali się całkowitego braku sprzętu od nowych operatorów
Zgodnie z harmonogramem
Urząd Miasta Stołecznego Warszawy zmienił z początkiem kwietnia operatorów wywozu odpadów, co doprowadziło do załamania płynności odbioru śmieci. Zastąpienie firmy Lekaro nowymi podmiotami wywołało chaos organizacyjny w dzielnicach takich jak:
- Praga-Południe i Praga-Północ (obsługiwane obecnie przez konsorcjum BYŚ),
- Rembertów, Wawer i Wesoła (przejęte przez Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania).
Mieszkańcy nagłaśniają w sieci problem przepełnionych kontenerów, alarmując o pojawiających się szczurach i zablokowanym wywozie odpadów zmieszanych. Urząd Dzielnicy Praga-Południe w publicznych oświadczeniach przypisuje część winy za opóźnienia spółce Lekaro, argumentując, że firma wciąż nie zabrała z wiat swojego sprzętu, na co – według wytycznych miasta – ma czas do 30 kwietnia.
Stanowisko urzędników kategorycznie odrzuca Leszek Zagórski, reprezentujący firmę Lekaro. Wskazuje on, że dotychczasowy wykonawca rzetelnie zrealizował wszystkie usługi objęte kontraktem aż do momentu jego wygaśnięcia, na co posiada twarde dowody z systemów monitorujących flotę.
- Odbiór odpadów do końca marca następował zgodnie z harmonogramem, co potwierdzają zapisy GPS i brak reklamacji po stronie mieszkańców.

Procedura wymiany pojemników
Kryzys nasilił się natychmiast po formalnej zmianie operatorów i wejściu w życie nowych umów. W warszawskich altanach śmietnikowych zaczęły pojawiać się kubły dostarczone m.in. przez firmę BYŚ, jednak ich opróżnianie odbywa się nieterminowo, co potęguje frustrację warszawiaków żądających zawieszenia opłat wywozowych. Spółka Lekaro przyznaje, że mimo zakończenia prac w tych rejonach, nieustannie musi mierzyć się z interwencjami dotyczącymi bieżących zaniedbań.
- W kwietniu dochodzą do nas wciąż wielokrotne zgłoszenia o braku odbioru przez nowych operatorów lub braku podstawienia nowych pojemników.
Zaleganie dotychczasowych pojemników w wiatach to bezpośredni wynik strategii przekazywania infrastruktury, o której wiedziały władze miasta. Aby uniknąć całkowitego paraliżu i pozostawienia mieszkańców bez jakichkolwiek kubłów na śmieci w okresie przejściowym, Lekaro warunkowało ich ostateczne zabranie od terminowego dostarczenia sprzętu przez następców.
- Celem ograniczenia utrudnień związanych ze zmianą operatora pojemniki były odbierane wraz z ostatnim odbiorem, lub w przypadku braku podstawienia nowych pojemników przez nowego operatora, w ostatnim dniu marca.
Kto odpowiada za zablokowane wiaty?
Obecność podwójnej infrastruktury w miejscach gromadzenia odpadów to w dużej mierze efekt ostrożnościowych decyzji samych zarządców nieruchomości. Obawiając się braku miejsca do składowania odpadów w pierwszych dniach kwietnia, liczne spółdzielnie z Pragi-Południe czy Wawra zablokowały wywiezienie sprzętu należącego do dawnego wykonawcy.
- Część nieruchomości nie udostępniła pojemników lub nie chciała ich oddać z uwagi na brak nowych pojemników, co uniemożliwiło ich odbiór. Te pojemniki będą niezwłocznie po ich wystawieniu i zgłoszeniu do Lekaro odbierane.
Na lokalnych grupach dyskusyjnych pojawiają się teorie, że nagromadzenie starego i nowego sprzętu w altanach fizycznie uniemożliwia pracownikom firm BYŚ oraz MPO swobodny dostęp i opróżnianie koszy. Ta hipoteza bywa wykorzystywana jako główne usprawiedliwienie dla tworzących się gór śmieci. Z taką narracją o braku dostępu stanowczo nie zgadza się Leszek Zagórski, przenosząc odpowiedzialność za aktualny stan sanitarny dzielnic wyłącznie na nowych podwykonawców.
- Podkreślam jednak, że stare pojemniki w żaden sposób nie utrudniają czy uniemożliwiają odbioru odpadów przez nowych operatorów.
Źródło: Goniec.pl