Łukasz Kadziewicz szczerze o życiu siatkarza: "To hermetyczny świat i bolesna monotonia"
Wielkie sukcesy na igrzyskach, lukratywne kontrakty i uwielbienie kibiców to jedynie lśniąca fasada, za którą kryje się hermetyczny świat skrajnego wycieńczenia, izolacji i bolesnej monotonii. O mrocznych kulisach dążenia do fizycznej perfekcji oraz potężnym kryzysie tożsamości po przejściu na sportową emeryturę bezkompromisowo opowiada były wicemistrz świata w siatkówce, a dziś ceniony dziennikarz.
– Nie potrafię wyobrazić sobie funkcjonowania w świecie, w którym wyłącznie śpisz i trenujesz, działając de facto jak koń wyścigowy – przyznaje wprost Łukasz Kadziewicz w programie “Prześwietlenie”.
Maszyna zaprogramowana na wygrywanie
Współczesny sport na absolutnie najwyższym poziomie nie znosi kompromisów. Funkcjonowanie sportowej ikony, wbrew obiegowym wyobrażeniom, niezwykle rzadko przypomina pasmo nieustannych triumfów i beztroskich podróży.
W rzeczywistości – jak mówi Gońcowi Kadziewicz – codzienność mistrzów to rygorystyczny reżim, w którym każdy aspekt życia – od precyzyjnie wyliczonych godzin snu, przez ściśle zbilansowane posiłki, aż po treningi w odciętych od świata kompleksach sportowych – jest metodycznie zaplanowany. Dążenie na szczyt wymaga świadomego wyrzeczenia się spontaniczności, a funkcjonowanie w tym systemie przypomina bezwzględny, militarny dryl.
– Szary dzień sportowca to temat, o którym nikt nie chce słuchać – przyznaje bez ogródek Łukasz Kadziewicz. – Wstajesz rano, jedziesz na trening, w przypadku siatkarzy trenujesz dwa razy dziennie. Jesz obiad, śpisz, znów trenujesz, dbasz o regenerację i idziesz spać. Potem wszystko po prostu powtarzasz.
Jak zauważa były wicemistrz świata, ten hermetyczny ekosystem nie pozostawia miejsca na słabości, a gigantyczna presja staje się nieodłącznym elementem każdego dnia.
– Nie potrafię wyobrazić sobie funkcjonowania w świecie, w którym wyłącznie śpisz i trenujesz, działając de facto jak koń wyścigowy – dodaje Kadziewicz. – Życie sportowca z boku wygląda na kolorowe i przyjemne, jednak w rzeczywistości okupione jest tytaniczną pracą.
Cena absolutnej perfekcji
Analizując fenomenalne osiągnięcia takich sportowców jak Robert Lewandowski, opinia publiczna niezwykle rzadko zastanawia się nad przerażającą skalą wyrzeczeń, jakie ponoszą oni na przestrzeni całych dekad. Kadziewicz absolutnie nie zazdrości najlepszym na świecie, bardzo trzeźwo oceniając sytuację.
Z jego perspektywy żadne gratyfikacje finansowe nie zrekompensowałyby braku fundamentalnej swobody w decydowaniu o własnym losie. Świadomość permanentnych oczekiwań skutecznie odciąga go od romantyzowania życia na sportowym szczycie.
– Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jaką pracę musiał wykonać Robert Lewandowski – podkreśla wielokrotny reprezentant Polski w rozmowie z Gońcem. – Nie ma na świecie takich pieniędzy, które zmusiłyby mnie do tak katorżniczej pracy i aż tylu życiowych wyrzeczeń.
Ten bezkompromisowy reżim eliminuje najsłabszych. Przetrwać potrafią jedynie ci, którzy umieją karmić się rutyną i odnajdują w niej perwersyjne piękno. Mechanizm jest brutalnie prosty: kto wytrzyma więcej, ten wskakuje na wyższy poziom, zarabia ogromne kwoty i na zawsze zapisuje się w historii sportu.
Bolesna pustka po ostatnim gwizdku
Prawdziwy dramat wielu największych triumfatorów aren sportowych rozpoczyna się jednak w momencie zderzenia z murem – w dniu przejścia na sportową emeryturę. Nagle, nierzadko z dnia na dzień, urywa się dotychczasowy cel istnienia. Znikają szczegółowe grafiki układane przez sztaby szkoleniowe, a kalendarz, do niedawna wypełniony co do minuty, zaczyna ziać przerażającą pustką.
Opanowanie tej nowej, niezdefiniowanej przestrzeni życiowej to najtrudniejsza próba, w której wielu herosów nie potrafi się odnaleźć bez profesjonalnej pomocy.
– Mijają lata i nagle okazuje się, że masz czterdzieści lat na karku – diagnozuje ten stan Kadziewicz. – Ktoś z boku powie, że to wspaniale, bo zobaczyłeś świat. Szkopuł w tym, że widziałeś go wyłącznie z perspektywy samolotu, luksusowego hotelu, stadionu i hali sportowej.
Dla obecnego dziennikarza kluczem do przetrwania tego trudnego momentu transformacji okazało się odpowiednie, wieloletnie przygotowanie mentalne i dystans do własnej kariery.
– Bardzo szybko zyskałem świadomość, że za chwilę zacznę normalnie żyć, i przez wiele lat wręcz czekałem na koniec kariery – wyznaje w “Prześwietleniu”. – Krok po kroku musiałem zbudować i wymyślić człowieka, którym stanę się po tym, jak ostatecznie zejdę z siatkarskiego parkietu. Zmiana staje się w pewnym momencie codziennością. Musisz w nią wejść, by gonić czas, który straciłeś, i w końcu doczytać książkę, na którą wcześniej nie miałeś czasu.
Źródło: Goniec