Konferencja prasowa Mai Chwalińskiej. Tak tenisistka rozpoczęła pierwsze spotkanie po powrocie do kraju
Maja Chwalińska po powrocie do Polski po raz pierwszy spotkała się z mediami. Konferencja prasowa finalistki Roland Garros wciąż trwa, ale już jej pierwsze słowa wywołały reakcję zgromadzonych.
W kilka tygodni z anonimowej tenisistki do gwiazdy światowego formatu
Jeszcze przed rozpoczęciem Roland Garros Maja Chwalińska zajmowała 114. miejsce w rankingu WTA i dla wielu kibiców pozostawała zawodniczką znaną głównie najbardziej zagorzałym fanom tenisa. Wszystko zmieniło się podczas trzech tygodni rywalizacji w Paryżu. Polka najpierw musiała przebrnąć przez kwalifikacje, wygrywając trzy mecze, a następnie rozpoczęła historyczny marsz przez kolejne rundy głównej drabinki. Zatrzymała się dopiero w finale, gdzie lepsza okazała się Mirra Andriejewa.
To osiągnięcie przeszło do historii turnieju. Chwalińska została pierwszą tenisistką, która dotarła do finału Roland Garros rozpoczynając rywalizację od kwalifikacji. Jej kolejne zwycięstwa śledziła cała Polska, a zainteresowanie zawodniczką rosło z dnia na dzień. W ciągu zaledwie kilku tygodni stała się jedną z najpopularniejszych postaci polskiego sportu, a jej mecze przyciągały przed telewizory miliony kibiców.
Sukces w Paryżu oznacza dla 24-latki ogromne zmiany nie tylko pod względem sportowym. Chwalińska awansowała na 21. miejsce w światowym rankingu WTA, notując jeden z największych skoków w ostatnich latach. Równie imponująco wyglądają kwestie finansowe. Za sam finał French Open otrzymała premię wynoszącą 1,4 mln euro brutto. To kwota, która może całkowicie odmienić warunki funkcjonowania zawodniczki i jej sztabu. Nic dziwnego, że po powrocie do kraju zainteresowanie jej osobą jest większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Od tych słów zaczęła Maja Chwalińska. Chwilę później wydarzyło się coś, co przykuło uwagę wszystkich
Konferencja prasowa Mai Chwalińskiej rozpoczęła się w poniedziałek o godzinie 14. Finalistka Roland Garros po raz pierwszy od powrotu do Polski spotkała się z dziennikarzami, by podsumować historyczny występ w Paryżu.
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy pomogli mi żebym znalazła się w tym miejscu – zaczęła Maja Chwalińska.
Tenisistka podziękowała swojemu sztabowi trenerskiemu, sponsorom i partnerom oraz Polskiemu Związkowi Tenisowemu. Zaznaczyła, że bez nich nie mogłaby tu być. Podziękowała też za wsparcie.
W trakcie spotkania nie zabrakło pytań dotyczących samopoczucia Mai. W pewnym momencie konferencji padło pytanie ile spała tenisistka przez ostatnie dwie noce.
No za dużo nie spałam, tutaj Pani makijażystka zrobiła dobrą robotę żeby zasłonić wiele niedoskonałości – odpowiedziała z uśmiechem Chwalińska.
Gdy dziennikarze dostali głos, Maja Chwalińska została zapytana jak odnajduje się w Polsce wobec tak ogromnego zainteresowania.
Szczerze mówiąc będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co się dzieje tutaj w Polsce, więc no byłam dzisiaj w dużym szoku. Więc na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku nie były korzystne – odpowiedziała śmiejąc się.
Mimo ogromnego zainteresowania mediów i napięcia, jakie naturalnie towarzyszy pierwszej konferencji po tak wielkim sukcesie, Maja Chwalińska sprawiała wrażenie niezwykle swobodnej. Tenisistka tryskała dobrą energią, często się uśmiechała i z dużym dystansem podchodziła do wielu pytań. Nie zabrakło również żartobliwych odpowiedzi, które wywoływały uśmiechy zarówno wśród dziennikarzy, jak i pozostałych uczestników spotkania.
Wimbledon stoi przed nią otworem? Sprawa wcale nie jest taka prosta
Naturalnym kolejnym celem po sukcesie w Roland Garros wydaje się Wimbledon, który rozpocznie się już za kilka tygodni. Paradoksalnie jednak udział Mai Chwalińskiej w głównej drabince londyńskiego turnieju nie jest jeszcze przesądzony, mimo że obecnie zajmuje już 21. miejsce w rankingu WTA.
Powód jest związany z regulaminem obowiązującym przy ustalaniu listy uczestniczek. Ranking decydujący o bezpośrednim awansie do Wimbledonu został zamrożony jeszcze przed rozpoczęciem Roland Garros. W dniu tzw. cut-off date Chwalińska znajdowała się na 114. miejscu światowej listy, dlatego nie uzyskała automatycznej kwalifikacji do głównego turnieju. Obecnie pozostaje na liście rezerwowej i potrzebowałaby wycofania się odpowiedniej liczby zawodniczek, by znaleźć się w drabince bez dodatkowych decyzji organizatorów.
Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, że finalistka Roland Garros zasłużyła na jedną z dzikich kart przyznawanych przez Wimbledon. Problem polega na tym, że organizatorzy tradycyjnie preferują brytyjskie tenisistki, a o wolne miejsca mogą ubiegać się również znacznie bardziej rozpoznawalne nazwiska.