Kompromitacja służb? Ukrainiec spędził na lotnisku 9 dni. Miał przy sobie "zagłuszarkę"
Przez ponad tydzień obywatel Ukrainy swobodnie operował na terenie warszawskiego portu lotniczego, budząc podejrzenia jedynie u szeregowych funkcjonariuszy. Choć posiadał przy sobie sprzęt mogący zakłócać kluczowe systemy komunikacji, machina bezpieczeństwa państwa przez wiele godzin odmawiała podjęcia formalnych działań, obnażając głębokie luki w procedurach i przygotowaniu technicznym. Jak to możliwe?
- Kluczowe czynniki, które doprowadziły do eskalacji konfliktu
- Jakie błędy popełniono?
- Konsekwencje podjętych decyzji?
- Jak można było temu zapobiec?
Kluczowe czynniki, które doprowadziły do eskalacji konfliktu
Obywatel Ukrainy, Illia S., przebywał na Lotnisku Chopina co najmniej od ponad tygodnia, spędzając wiele godzin w lotniskowej kawiarni. Służby po raz pierwszy nawiązały z nim kontakt 17 grudnia, a uwagę funkcjonariuszy zwróciła jego obecność w różnych częściach hali lotniskowej przez wyjątkowo długi czas. W okresie tym odnotowano awarie systemów lotniskowych, co stało się dodatkowym sygnałem alarmowym.
W bagażu mężczyzny znaleziono przedmioty codziennego użytku, takie jak słuchawki, mikrofon, ładowarki, rozgałęziacz oraz zapasy żywności w postaci pięciu kilogramów owsianki, cebuli i czajnika. Kluczowym znaleziskiem okazał się jednak sprzęt do zagłuszania systemów elektronicznych, który zidentyfikowano przy pomocy sztucznej inteligencji. Oficjalne zgłoszenie radiowe potwierdziło posiadanie przez zatrzymanego tak zwanej zagłuszarki.
Zatrzymanie Illii S. nie było wynikiem odgórnych procedur, lecz konsekwencją determinacji szeregowych funkcjonariuszy, którzy przez wiele godzin próbowali zainteresować sprawą poszczególne służby. Ostatecznie zdołali oni wymusić na swoich przełożonych podjęcie formalnych kroków, mimo trwającej między formacjami przepychanki i oporu przed przejęciem odpowiedzialności za sprawę.
Jakie błędy popełniono?
Początkowo strażnicy lotniska uznali wyjaśnienia Illii S. dotyczące jego długotrwałego pobytu za wiarygodne, co zostało później ocenione jako rażące zaniedbanie. Mężczyzna przez wiele godzin przesiadywał w kawiarniach z otwartym komputerem, co stanowiło trudny do wytłumaczenia i wyraźny sygnał ostrzegawczy. Źródła lotniskowe wskazują, że mimo zagrożeń hybrydowych, służby zabezpieczające port wciąż koncentrują się na przestarzałych metodach, takich jak poszukiwanie porzuconych bagaży.
Istotnym problemem okazał się paraliż decyzyjny; policja, ABW oraz SKW przez wiele godzin nie wykazywały chęci zajęcia się podejrzanym mężczyzną. Według osób znających kulisy sprawy, funkcjonariuszom brakuje szkoleń z zakresu nowych technologii i walki elektronicznej. Impas trwał wiele godzin, obnażając brak przygotowania na nowoczesne formy zagrożeń.
Dodatkowym wyzwaniem jest brak systemów antydronowych na lotnisku, co oficjalnie potwierdziły Polskie Porty Lotnicze. Rozwiązania tego typu muszą być precyzyjnie dopasowane do specyfiki obiektu, jednak obecnie największe zagrożenie stanowią bezzałogowe statki powietrzne operujące poza terenem lotniska, gdzie służby portowe nie mają uprawnień do działania. Kontekst ten uzupełnia frustracja służb po wcześniejszych incydentach dywersyjnych na kolei.
Konsekwencje podjętych decyzji?
Illia S. spędzał na lotnisku wiele godzin dziennie, a wcześniejszy kontakt patrolu Straży Ochrony Lotniska z mężczyzną nie przyniósł żadnych skutków. Choć początkowo przyjęto jego tłumaczenia, z przebiegu interwencji sporządzono notatkę. Według opinii specjalistów, posiadany przez niego jammer był zdolny do zakłócenia łączności personelu naziemnego z kabiną samolotu oraz pracy krótkofalówek.
Wewnątrz służb doszło do wielogodzinnego przerzucania się odpowiedzialnością, co doprowadziło do impasu decyzyjnego. Policjanci, którzy chcieli formalnie zatrzymać mężczyznę, musieli czekać na instrukcje z góry, podczas gdy bezczynność przełożonych mogła doprowadzić do wypuszczenia podejrzanego wolno. Sytuacja ta została podsumowana przez świadków jako przejaw braku decyzyjności i błędów kadry kierowniczej.
Wizerunek formacji bezpieczeństwa ucierpiał w oczach osób postronnych, które z niedowierzaniem obserwowały rozwój wydarzeń na terminalu. Anonimowe źródła komentują sprawę ironicznie, nazywając ją „wielkim sukcesem naszych służb”, co w rzeczywistości wskazuje na frustrację i blamaż. Obecnie nieoficjalnie wiadomo, że rozważane jest przedłużenie aresztu dla Illii S..
Jak można było temu zapobiec?
Formalne działania wobec podejrzanego podjęto ze znacznym opóźnieniem. Mężczyzna próbował uciec i nerwowo zamknął laptopa dopiero w momencie, gdy zorientował się, że jest obserwowany. Swoją obecność i posiadanie zagłuszarki tłumaczył spóźnieniem na samolot do Kanady oraz chęcią ochrony przed dronami na Ukrainie. Prokurator Piotr Skiba poinformował, że obecnie trwa ustalanie dokładnego czasu przebywania podejrzanego w Polsce.
Analiza incydentu wskazuje na poważne zaniechania ze strony Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, która według dwóch niezależnych źródeł powinna była interweniować, lecz nie wyraziła zainteresowania sprawą. Funkcjonariusze na miejscu liczyli na natychmiastowe wsparcie ABW, jednak Służba Kontrwywiadu Wojskowego uznała, że zdarzenie leży w kompetencji Agencji. Brak reakcji z góry sugeruje systemowy problem z przepływem informacji i podejmowaniem decyzji w sytuacjach kryzysowych.
Eksperci podkreślają, że służby mają trudności z rozpoznawaniem sprzętu powszechnie stosowanego przez grupy przestępcze, co wskazuje na pilną potrzebę doposażenia i nowoczesnych szkoleń. Oficjalne komunikaty służb pomijają kwestie technologii radioelektronicznej, co rozmówcy interpretują jako próbę ukrycia braków kadrowych i technicznych. Sytuację kwituje ironiczne stwierdzenie, że formacje te nie dysponują obecnie żadnymi odpowiednimi narzędziami do walki z takimi zagrożeniami.