Gwałtowne burze z gradem uderzą w Polskę. Są ostrzeżenia najwyższego stopnia
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydały pilne ostrzeżenia przed gwałtownym załamaniem pogody. Burze niosą realne ryzyko zniszczeń, a ich pierwsze skutki już sparaliżowały południe kraju. Po kilku dniach spokojniejszej aury deszcze mają jednak wrócić ze zdwojoną siłą. Sprawdź, gdzie jest najtrudniej i jak zapowiadają się kolejne dni.
Alerty najwyższego stopnia na południu
Synoptycy IMGW ogłosili alerty trzeciego, najwyższego stopnia przed burzami dla pięciu powiatów:
- nowotarskiego,
- tatrzańskiego,
- nowosądeckiego,
- limanowskiego i myślenickiego.
Dodatkowo RCB rozesłało ostrzeżenie do mieszkańców całego kraju, apelując o unikanie otwartych przestrzeni ze względu na silny wiatr.
Front burzowy obejmuje przede wszystkim południową i wschodnią część kraju. Ulewy spodziewane są zwłaszcza w województwach:
- podkarpackim,
- lubelskim,
- małopolskim,
- śląskim,
- świętokrzyskim.
Na wschodzie do popołudnia obowiązują dodatkowo alerty drugiego stopnia przed upałami. Nadciągający front wypiera znad kraju gorące powietrze zwrotnikowe, a to napędza rozwój potężnych chmur burzowych nad wschodnią i południową Polską.
Ulewa sparaliżowała Kraków
Największym zagrożeniem są intensywne opady deszczu, od 30 do lokalnie 50 milimetrów, oraz porywy wiatru sięgające 75 kilometrów na godzinę. Taka ilość wody spadająca w krótkim czasie nie ma jak szybko spłynąć, dlatego błyskawicznie tworzą się rozlewiska. Najmocniej żywioł dał się we znaki w Krakowie, gdzie w zaledwie kilka chwil doszło do komunikacyjnego paraliżu.
Jak relacjonował reporter Radia ZET Przemysław Taranek, na ulicach miasta woda zbierała się w głębokie kałuże uniemożliwiające przejazd. Zalane torowiska zmusiły Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne do wstrzymania ruchu tramwajów w alei Jana Pawła II. Na ulicy Dietla połamane przez wiatr gałęzie uszkodziły sieć trakcyjną. Udrożnienie zablokowanych tras zajęło służbom kilka godzin.
Pogoda uspokoi się na kilka dni
Z prognoz modelu ECMWF, przygotowanych w wizualizacji IMGW-PIB, wynika, że od wtorku 23 czerwca aż do soboty 27 czerwca na przeważającym obszarze kraju deszcz albo w ogóle nie spadnie, albo będzie zupełnie symboliczny. Przez te kilka dni niemal cała Polska pozostanie sucha, a jedynie na południu, w rejonie podgórskim, miejscami mogą pojawić się śladowe opady. To wyraźna zmiana po gwałtownych burzach z początku tygodnia.
Za tak spokojną aurę odpowiada wyż, który ureguluje pogodę nad krajem i zapewni kilka dni stabilnych, pogodnych warunków. Będzie to dobry moment na uprzątnięcie szkód po nawałnicach i złapanie oddechu, zanim pod koniec miesiąca nad Polskę zaczną wracać deszczowe fronty.
Deszcze wrócą na początku lipca
Przerwa od opadów nie potrwa jednak długo. Z map prognostycznych wynika, że pod koniec miesiąca deszczowe fronty zaczną wracać nad południową Polskę. Już w poniedziałek 29 czerwca w rejonie podgórskim pojawią się pierwsze wyraźniejsze opady, lokalnie sięgające kilkunastu milimetrów, a we wtorek 30 czerwca strefa deszczu zacznie się rozszerzać na kolejne regiony południa i wschodu.
Prawdziwa kulminacja przypadnie jednak na środę 1 lipca, kiedy opady obejmą niemal całe terytorium kraju. Najwięcej spadnie w pasie od południa po wschód: w rejonie Małopolski, Podkarpacia i Lubelszczyzny dobowe sumy mogą sięgać od kilkunastu do nawet 26 milimetrów. Wyraźnie popada również w centrum, w okolicach Mazowsza i Łódzkiego. Nieco łagodniej zapowiada się północ i zachód kraju, choć i tam miejscami pojawią się opady na poziomie kilku do kilkunastu milimetrów.

Tak szeroki zasięg deszczu, połączony z miejscami intensywnymi opadami, ponownie zwiększa ryzyko lokalnych podtopień, zwłaszcza na południu, gdzie grunt może być już nasiąknięty po wcześniejszych nawałnicach.