Cały świat widział co zrobił na igrzyskach. A teraz dostał to
Ukraiński olimpijczyk Władysław Heraskewycz otwarcie mówi o naciskach, jakie wywierają na niego władze sportowe. W rozmowie z WP SportoweFakty oraz w swoich mediach społecznościowych ujawnia kulisy zakazów dotyczących symboli narodowych. Czy w świecie wielkiego sportu jest jeszcze miejsce na prawdę o wojnie?
- Konflikt o symbole i ostrzeżenia od MKOl
- Zarzut hipokryzji wobec światowych gwiazd
- Wyzwania treningowe w cieniu ataków rakietowych
- Sportowcy jako tryby wojennej propagandy
Konflikt o symbole i ostrzeżenia od MKOl
Heraskewycz ujawnia w rozmowie z Kamilem Kołsutem, że ukraińscy sportowcy są systematycznie uciszani przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Po zawodach w Innsbrucku otrzymał bezpośrednie ostrzeżenie, że manifestacje przeciwko rosyjskiej inwazji nie będą tolerowane podczas nadchodzących igrzysk w Mediolanie i Cortinie. Symbolem tego oporu stał się kask skeletonisty, na którym umieścił on wizerunki poległych rodaków.
MKOl szybko zareagował, zakazując używania tego elementu wyposażenia w oficjalnych startach. Zdaniem sportowca, takie działania to próba zamiecenia pod dywan tragicznej rzeczywistości, z którą mierzy się jego ojczyzna, co budzi sprzeciw całego środowiska.
Zarzut hipokryzji wobec światowych gwiazd
Ważnym elementem publicznej aktywności Heraskewycza jest wytykanie hipokryzji sportowcom popierającym reżimy. Na celowniku znalazła się Aryna Sabalenka, którą Ukrainiec nazwał oportunistką. W swoich mediach społecznościowych przypomniał zdjęcia tenisistki w objęciach Aleksandra Łukaszenki, zestawiając je z jej deklaracjami o rzekomej niechęci do wojny.
Najpierw obejmuje dyktatora i popiera jego politykę, a potem: „Nikt nie popiera wojny – ani rosyjscy, ani białoruscy sportowcy. Jak możemy popierać wojnę? Normalni ludzie nigdy nie poprą wojny”.
Heraskewycz podkreśla, że wielu białoruskich zawodników, z którymi współpracuje w ramach Fundacji Sportowej Solidarności, czuje się zdradzonych przez postawę światowej gwiazdy. Według niego nie da się być częścią reprezentacji Białorusi bez wspierania dyktatora, co czyni neutralne statusy jedynie wygodnym parawanem dla prowojennej propagandy.
Wyzwania treningowe w cieniu ataków rakietowych
Przygotowania do igrzysk w 2026 roku odbywają się w skrajnie trudnych warunkach, co Heraskewycz opisuje z bolesną szczerością. Rosyjskie ataki zniszczyły kluczową infrastrukturę sportową w Ukrainie, zmuszając zawodników do emigracji treningowej.
Podczas gdy świat powoli przyzwyczaja się do informacji z frontu, ukraińscy skeletoniści ćwiczą we Włoszech, martwiąc się o bliskich pozostających w kraju bez prądu i wody. Mróz sięgający -20°C oraz nieustanne zagrożenie ze strony dronów sprawiają, że sport schodzi na dalszy plan. Heraskewycz zauważa z niepokojem, że koledzy z innych państw coraz rzadziej pytają o sytuację w Ukrainie, co potęguje poczucie izolacji.
Sportowcy jako tryby wojennej propagandy
Heraskewycz argumentuje, że idea neutralności sportowców z krajów agresorów jest fikcją, ponieważ są oni bezpośrednio wplecieni w struktury państwowe. Skeletonista podkreśla, że ich obecność na arenach międzynarodowych służy legitymizacji działań Kremla oraz Mińska, a nie czystej rywalizacji.
„Tymczasem w armii rosyjskiej służy ogromna liczba rosyjskich sportowców. Niektórzy pozują z symbolami “Z”, inni biorą udział w akcjach propagandowych – a to tylko ułamek tego, jak rosyjscy i białoruscy sportowcy są bezpośrednio zaangażowani w wojnę i jej machinę propagandową”
Dla Ukraińca dopuszczenie ich do zawodów przez MKOl to błąd, który pozwala na szerzenie prowojennej narracji pod płaszczem olimpizmu. Władysław zapowiada, że mimo oficjalnych ostrzeżeń nie przestanie demaskować roli, jaką sport odgrywa w budowaniu poparcia dla inwazji. Chce pozostać głośnym ambasadorem swojego narodu, dopóki świat całkowicie nie zapomni o tragedii, która wciąż trwa w sercu Europy.