Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Wiadomości > Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Nowe fakty w sprawie
Michał  Troszkiewicz
Michał Troszkiewicz 27.02.2026 17:37

Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Nowe fakty w sprawie

Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Nowe fakty w sprawie
zdjęcie poglądowe (fot.Zakir Rushanly/pexels)

Śmierć 45-letniego Mikołaja po wizycie na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym w Radomiu pozostawiła po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Dla jego rodziny to przede wszystkim ogromna tragedia i poczucie nagłej, trudnej do zrozumienia straty. Bliscy wciąż próbują poukładać wydarzenia, które w krótkim czasie doprowadziły do dramatu, z którym dziś muszą się mierzyć. Sprawą zajmuje się prokuratura, a okoliczności zdarzeń z początku stycznia wciąż są wyjaśniane, pogłębiając atmosferę niepokoju i niedopowiedzeń wokół tej historii.

  • Kulisy dramatycznych wydarzeń na SOR w Radomiu. Śledztwo trwa
  • Zeznania świadków rzucają nowe światło na przebieg leczenia
  • Emocje bliskich i stanowisko placówki

Kulisy dramatycznych wydarzeń na SOR w Radomiu. Śledztwo trwa

To miał być banalny zabieg, a zakończył się tragedią. 45-letni Mikołaj 10 stycznia trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu ze zwichniętym barkiem. Już na początku pobytu miał źle się czuć, a jego stan był oceniany przez lekarza dyżurnego.

Według relacji świadków opisanych przez „Fakt”, podczas próby nastawienia barku lekarz dyżurny, który nie był anestezjologiem, miał podać pacjentowi lek bez konsultacji ze specjalistą. W materiałach zgromadzonych przez śledczych pojawia się informacja, że podanie preparatu mogło nastąpić bez odpowiednich uprawnień.

Lekarz dyżurujący na SOR — niebędący anestezjologiem — miał podać pacjentowi lek, do którego podania nie był uprawniony

relacjonowali ratownicy medyczni cytowani przez “Fakt”.

Krótko po podaniu środka stan mężczyzny miał się gwałtownie pogorszyć, a pacjent stracił przytomność i tego samego dnia został przewieziony na oddział intensywnej terapii, gdzie przebywał do 26 stycznia. Następnie trafił na oddział wewnętrzny, a później do Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Legionowie, gdzie zmarł.

Trafił na SOR ze zwichniętym barkiem, nie żyje. Nowe fakty w sprawie
zdjęcie poglądowe (fot. Tima Miroshnichenko/pexels)

Zeznania świadków rzucają nowe światło na przebieg leczenia

Jak nieoficjalnie ustalił reporter „Faktu”, w dokumentach śledczych pojawiły się informacje o możliwym braku właściwego monitorowania pacjenta po podaniu leku. Według relacji osób pełniących dyżur, 45-latek miał nie zostać podłączony do aparatury kontrolującej funkcje życiowe.

Świadkowie wskazują również, że przez około 20 minut mężczyzna miał leżeć na łóżku bez odpowiedniej reakcji personelu, a pomoc przyszła dopiero wtedy, gdy zauważono brak kontaktu z pacjentem. Dopiero po tym odkryciu w izbie przyjęć miało dojść do zamieszania, a chory w stanie krytycznym został przewieziony na OIOM.

W zawiadomieniu, które trafiło do prokuratury, pojawiły się także poważne zarzuty dotyczące zachowania lekarza po zdarzeniu. Jak przekazał prok. Cezary Ołtarzewski, z pisma wynikało, że lekarz miał podać pacjentowi leki, co mogło pogorszyć jego stan zdrowia, a także grozić personelowi konsekwencjami służbowymi, jeśli sprawa ujrzy światło dzienne.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci pacjenta, który trafił na SOR w Radomiu 10 stycznia. Śledztwo to ruszyło po anonimowym piśmie podpisanym jako "ratownicy medyczni". Śledczy analizują dokumentację medyczną i ustalają, kto pełnił wówczas dyżur oraz czy doszło do nieprawidłowości. W sprawie pojawia się też poważny zarzut, że przez około 20 minut mężczyzna miał nie otrzymać właściwej pomocy oraz że nie został podłączony do monitora

Prokurator Rejonowy Cezary Ołtarzewski cytowany przez “Fakt”.

Emocje bliskich i stanowisko placówki

Tragiczna śmierć Mikołaja wstrząsnęła jego rodziną i otoczeniem. Reporter „Faktu” dotarł do bliskich zmarłego, jednak – jak przekazano – najbliżsi nie mieli siły na rozmowy o zdarzeniu. 

Nie mamy siły na rozmowy 

powiedziała siostra mężczyzny w rozmowie z „Faktem”.

Z ustaleń dziennika wynika także, że szpital nie miał od razu poinformować rodziny o przebiegu zdarzeń. 

Nie udzielamy żadnych informacji w tej sprawie. Trwa postępowanie wyjaśniające

mówiła dla “Faktu” Elwira Piechota, rzecznik Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu.

Jak podaje “Fakt” wstrząśnięci tragedią są także sąsiedzi 45-latka. Jak opowiadają, prowadził warsztat odziedziczony po ojcu i uchodził za człowieka spokojnego oraz sumiennego. W ostatnim czasie jego życie naznaczyła seria trudnych wydarzeń: pół roku wcześniej zmarł jego ojciec, później pogorszył się stan zdrowia matki, a dodatkowo doszło do rozstania z żoną. Bliscy z otoczenia wskazują, że kumulacja tych problemów i pogarszająca się kondycja psychiczna wyraźnie go przytłoczyły.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji