Ostre starcie Dworczyka z Błaszczakiem. Nawet nie uwierzycie, o co poszło
W obozie Zjednoczonej Prawicy doszło do niespodziewanego i wyjątkowo ostrego konfliktu między byłymi bliskimi współpracownikami. Sprawa jest o tyle zaskakująca, że dotyczy fundamentalnych kwestii obronności i nietypowych okoliczności wykrycia potencjalnego zagrożenia.
- Kluczowy departament w centrum szpiegowskiego skandalu
- Alarmujący wpis Dworczyka i obawa o bezpieczeństwo
- Błaszczak uderza w partyjnego kolegę za "rządową narrację"
- Kuriozalny powód wpadki podejrzanego urzędnika
Kluczowy departament w centrum szpiegowskiego skandalu
Wszystko zaczęło się od komunikatu Ministerstwa Obrony Narodowej o zatrzymaniu wieloletniego pracownika cywilnego podejrzanego o współpracę z obcym wywiadem. Mężczyzna pracował w Departamencie Strategii i Planowania Obronnego, który Michał Dworczyk określił mianem „mózgu” resortu. To właśnie tam powstają kluczowe dokumenty dotyczące rozwoju Sił Zbrojnych RP oraz plany reagowania kryzysowego.
Senator Krzysztof Kwiatkowski zauważył, że ostatnią weryfikację kontrwywiadowczą podejrzany przeszedł w 2021 roku, za czasów ministra Błaszczaka. Fakt, że tak wrażliwa komórka mogła zostać spenetrowana przez agenturę, wywołał lawinę komentarzy i stał się zarzewiem konfliktu między prominentnymi politykami opozycji.
Alarmujący wpis Dworczyka i obawa o bezpieczeństwo
Michał Dworczyk opublikował obszerny wątek w serwisie X, w którym szczegółowo opisał zadania realizowane przez wspomniany departament i ostrzegł przed „druzgocącymi” skutkami wycieku informacji. Jego zdaniem wiedza o planach strategicznych Polski, którą mógł posiąść przeciwnik, stanowi fundamentalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.
Były szef kancelarii premiera nie szczędził krytyki systemowi planowania, nazywając go archaicznym i postulując natychmiastowe zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Polityk podkreślił, że obecna sytuacja wymaga ścisłej współpracy prezydenta z rządem, aby naprawić błędy, które doprowadziły do tak niebezpiecznego incydentu. Takie postawienie sprawy spotkało się jednak z błyskawiczną i bardzo ostrą reakcją kolegi.
Paradoksalnie, to co nas ratuje to archaiczny system planowania strategicznego w Polsce i fakt, że w coraz większym stopniu bieżące działania MON są oderwane od jakiegokolwiek myślenia strategicznego, jak nowy Program Rozwoju Sił Zbrojnych nie mający podstawy w aktualnej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego RP. Marne to jednak pocieszenie w tej sytuacji.
Błaszczak uderza w partyjnego kolegę za "rządową narrację"
Mariusz Błaszczak zareagował na te wpisy z ogromnym dystansem, oskarżając Dworczyka o bezkrytyczne przyjmowanie narracji obecnego rządu. Były szef MON stwierdził, że sprawa jest celowo wyolbrzymiana przez ekipę Donalda Tuska, aby uderzyć w dziedzictwo Prawa i Sprawiedliwości i ogłosić sukces służb.
“Dziwię się Michale, że tak gładko wchodzisz w narrację, którą narzuca rząd. Nie widzisz, że wyolbrzymianie tej sprawy ma na celu wyłącznie uderzenie w rząd Prawa i Sprawiedliwości?” - Napisał Mariusz Błaszczak na X.
Według Błaszczaka zatrzymany mężczyzna był jedynie „pożytecznym idiotą” zajmującym się sprawami administracyjnymi, a nie kluczowym szpiegiem o statusie Jamesa Bonda. Polityk bronił dokonań swojego resortu i zarzucił Dworczykowi, że jego krytyka departamentu jest zupełnie nie na miejscu. Ten publiczny spór obnażył różnice w postrzeganiu odpowiedzialności za stan polskiego kontrwywiadu i lojalności wobec własnego ugrupowania.
Kuriozalny powód wpadki podejrzanego urzędnika
Najbardziej zdumiewający w całej sprawie jest sposób, w jaki podejrzany wpadł w ręce polskich służb, co rzuca nowe światło na spór polityków. Według ustaleń dziennikarskich, urzędnik sam nakierował na siebie uwagę, informując przełożonych o swoim urlopie spędzonym na terytorium Białorusi.
Mężczyzna miał tam utknąć z powodu zamknięcia granic i, chcąc uniknąć kary za nieobecność, szczerze przyznał, gdzie przebywa. To właśnie ten groteskowy element stał się argumentem dla Mariusza Błaszczaka, który powątpiewa w profesjonalizm i wagę działań domniemanego agenta. Z kolei dla obserwatorów sceny politycznej ten incydent jest dowodem na to, że w obliczu kryzysu jedność Zjednoczonej Prawicy bywa bardzo krucha.