Śmiertelny wypadek w kopalni w Bytomiu. Nie żyje górnik, są ranni
Akcja ratownicza w prywatnej kopalni „Eko-Plus" w Bytomiu dobiegła końca. Po silnym wstrząsie pod ziemią, do którego doszło podczas pracy dziewięciu górników, jeden z nich zginął. Pozostali ewakuowali się o własnych siłach, a część załogi trafiła do szpitala.
Silny wstrząs na głębokości 650 metrów
Do wypadku doszło w środę, 17 czerwca, około godziny 15:30. Wstrząs wystąpił na głębokości 650 metrów w prywatnej kopalni węgla kamiennego, a jego siła była na tyle duża, że wstrząsy odczuli nie tylko górnicy w wyrobisku, lecz także mieszkańcy Bytomia i sąsiedniej Rudy Śląskiej. W chwili zdarzenia w strefie zagrożenia przebywało dziewięciu pracowników.
Ośmiu z nich zdołało o własnych siłach opuścić wyrobisko i dotrzeć w bezpieczne miejsce, choć część z nich odniosła obrażenia. W znacznie trudniejszej sytuacji znalazł się dziewiąty górnik. Wstrząs uszkodził i częściowo zasypał chodnik stanowiący drogę ewakuacji, odcinając mu możliwość wyjścia. Kontakt z mężczyzną urwał się niemal natychmiast, co od pierwszych minut akcji budziło poważne obawy o jego życie.
Ranni górnicy pod opieką medyków
Ewakuowani górnicy od razu trafili pod opiekę służb medycznych. Jak przekazał Łukasz Pach, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, ratownicy zbadali na miejscu trzech pracowników. Dwóch z nich wymagało dalszej obserwacji, dlatego przewieziono ich do szpitala. Jeden górnik doznał urazu głowy, drugi obrażeń uda, jednak lekarze ocenili stan obu mężczyzn jako dobry.
Na teren kopalni przyleciał również śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, gotowy do szybkiego transportu rannych. Ostatecznie maszyna wróciła do bazy bez pacjenta. Ratownicy ocenili bowiem, że dotarcie do uwięzionego pod ziemią górnika potrwa jeszcze wiele godzin, a tym samym nie było wówczas nikogo, kto wymagałby pilnego przewiezienia drogą powietrzną.

Walka z czasem i sejsmicznym ryzykiem
Poszukiwania nie mogły ruszyć od razu. Centralna Stacja Ratownictwa Górniczego skierowała na miejsce specjalistów, ale kierownik akcji początkowo zakazał wchodzenia do uszkodzonego korytarza. Eksperci ostrzegali, że ryzyko kolejnych wstrząsów jest zbyt duże. Bazę zorganizowano 200 metrów od przypuszczalnego miejsca, w którym mógł znajdować się zaginiony.
Dopiero gdy sytuacja sejsmiczna się uspokoiła, ratownicy ruszyli w głąb wyrobiska. Jak poinformował Polską Agencję Prasową sztab akcji, do mężczyzny udało się dotrzeć wieczorem. Niestety, było już za późno. Dyspozytor urzędu górniczego potwierdził, że po przeniesieniu górnika do bazy lekarz stwierdził zgon około godziny 22:00.
Druga śmiertelna ofiara w tym roku
Według informacji przekazanych przez przedstawicieli kopalni, zmarły górnik miał około 40 lat. Zakład „Eko-Plus", w którym doszło do tragedii, działa od 2010 roku i zatrudnia blisko 400 osób. W odróżnieniu od wielu dużych zakładów, które pozostają w rękach Skarbu Państwa, „Eko-Plus" opiera się w całości na prywatnym kapitale.
Środowy wypadek wpisuje się w niepokojące statystyki branży. Z danych Wyższego Urzędu Górniczego wynika, że było to już drugie zdarzenie ze skutkiem śmiertelnym w kopalniach węgla kamiennego w tym roku. Jeśli natomiast wziąć pod uwagę całą polską branżę wydobywczą, obejmującą także wydobycie innych surowców, od początku roku podczas pracy zginęły dotąd cztery osoby.