Nowe uprawnienia PIP dzielą rząd. Ostre komentarze polityków po głosowaniu
Sejm uchwalił nowelizację ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, która rewolucjonizuje zasady zatrudnienia w Polsce. Zgodnie z przyjętymi przepisami, inspektorzy PIP zyskali prawo do samodzielnego przekształcania umów cywilnoprawnych i kontraktów B2B w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej, jeśli relacja między stronami wyczerpuje znamiona stosunku pracy. Mamy w tej sprawie komentarz posłanki Kingi Gajewskiej, która nie ma wątpliwości w sprawie słuszności tego projektu oraz opinię “zbuntowanych” posłów KO.
- Decyzja administracyjna zamiast sądu – inspektor nakłada obowiązek zatrudnienia etatowego natychmiast, bez konieczności wytaczania wieloletniego powództwa przed sądem pracy przez państwo lub pracownika
- Rygor natychmiastowej wykonalności – zaskarżenie decyzji do sądu przez pracodawcę nie zawiesza jej skutków; zatrudniony od razu nabywa pełnię praw pracowniczych
- Wsteczne zobowiązania finansowe – przekwalifikowanie umowy B2B na etat generuje wobec firmy obowiązek wyrównania zaległych składek na ubezpieczenia społeczne oraz zaliczek na podatek dochodowy, z możliwością kontroli skarbowej obejmującej 5 lat wstecz
Na czym polega mechanizm przekształcania umów?
Nowelizacja fundamentalnie zmienia model egzekwowania prawa pracy, oddając niespotykane dotąd kompetencje władzy wykonawczej. Do tej pory Państwowa Inspekcja Pracy, w przypadku podejrzenia zastąpienia etatu umową cywilnoprawną, mogła jedynie wystąpić do sądu pracy z powództwem o ustalenie istnienia stosunku pracy.
Procesy te trwały latami, a w międzyczasie podmiot zatrudniający kontynuował współpracę ze zleceniobiorcą na starych zasadach. Obecnie, badając na miejscu spełnienie przesłanek z art. 22 Kodeksu pracy (wykonywanie pracy określonego rodzaju, pod kierownictwem pracodawcy oraz w wyznaczonym przez niego miejscu i czasie), inspektor samodzielnie dokonuje oceny stanu faktycznego i wydaje wiążący nakaz.
Dokument wystawiany przez kontrolera PIP jest wysoce precyzyjny i całkowicie ingeruje w relację gospodarczą podmiotów. Inspektor nie tylko narzuca zmianę formy współpracy na etat, ale w dokumencie kontrolnym od razu ustala kluczowe parametry narzuconego zatrudnienia.
Decyzja administracyjna wydana przez PIP obligatoryjnie określa:
- rodzaj narzuconej umowy o pracę (z reguły na czas nieokreślony, jeśli współpraca miała charakter ciągły),
- wymiar czasu pracy (część etatu lub pełen etat przeliczony na podstawie historii rachunków),
- miejsce i precyzyjny rodzaj wykonywanych obowiązków,
- wysokość miesięcznego wynagrodzenia (nie niższą niż minimalna krajowa w danym roku, podlegającą pełnemu oskładkowaniu).
Najbardziej dotkliwym mechanizmem z perspektywy procedury prawnej jest nadanie decyzjom PIP rygoru natychmiastowej wykonalności na przyszłość. Firma może w ciągu 7 dni złożyć odwołanie od decyzji do sądu pracy, jednak wniesienie skargi nie wstrzymuje wykonania nakazu kontrolera.
Do momentu ewentualnego prawomocnego uchylenia decyzji przez sąd, podmiot zamawiający usługę musi traktować kontrahenta jako pracownika etatowego – udzielać mu płatnych urlopów, ewidencjonować czas pracy i opłacać pełne składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Dlaczego strona rządowa i związki zawodowe chwalą reformę?
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej argumentuje nowelizację bezwzględną koniecznością eliminacji z rynku tzw. umów śmieciowych oraz ukrócenia zjawiska wymuszonego samozatrudnienia. Minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wielokrotnie wskazywała publicznie, że model biznesowy oparty na masowym wypychaniu pracowników na jednoosobowe działalności gospodarcze (JDG) stanowi patologię rynkową. Pozbawia to setki tysięcy osób pracujących w handlu, gastronomii czy transporcie ochrony przed z dnia na dzień wręczonym zwolnieniem, prawa do płatnego chorobowego oraz elementarnego zabezpieczenia emerytalnego.
Wsparcie dla nowych przepisów aktywnie wyraża Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych (OPZZ). Związkowcy z OPZZ tłumaczą, że przeniesienie inicjatywy dowodowej i ciężaru procesowego z pojedynczego pracownika na aparat państwowy jest niezbędne dla wyrównania szans. W dotychczasowym systemie osoba zarabiająca minimalną krajową na umowie zleceniu rzadko decydowała się na wieloletni, kosztowny proces sądowy przeciwko dysponującej budżetem prawnym korporacji, co czyniło prawo pracy de facto martwym.
- Celem projektu jest realne wzmocnienie pozycji Państwowej Inspekcji Pracy w zakresie egzekwowania przepisów prawa pracy oraz wypełnienie kamieni milowych zawartych w Krajowym Planie Odbudowy. Nowy mechanizm pozwala skutecznie i natychmiastowo chronić pracowników przed nieuczciwymi praktykami optymalizacyjnymi firm - tłumaczą związkowcy.
Mamy w tej sprawie komentarz posłanki KO Kingi Gajewskiej:
- Nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy jest potrzebna z kilku powodów. Po pierwsze, ma realnie wzmocnić egzekwowanie podstawowych praw pracowniczych tam, gdzie dziś są one obchodzone poprzez nadużywanie umów cywilnoprawnych czy B2B zamiast etatu – szczególnie w branżach o dużej rotacji i niskim bezpieczeństwie zatrudnienia. To krok w stronę bardziej uczciwej konkurencji między firmami: ci, którzy zatrudniają zgodnie z prawem, nie będą przegrywać z tymi, którzy budują przewagę na obchodzeniu przepisów i niższych składkach.
- Po drugie, nowe narzędzia – takie jak możliwość szybszego ustalenia stosunku pracy w drodze decyzji administracyjnej, wyższe kary za rażące naruszenia oraz lepsze wykorzystanie analizy ryzyka przy planowaniu kontroli – mają skrócić czas reakcji państwa i uporządkować rynek pracy bez konieczności angażowania sądów w każdą oczywistą sprawę. To zwiększa poczucie bezpieczeństwa prawnego pracowników, a jednocześnie daje pracodawcom bardziej przewidywalne, przejrzyste zasady gry.
- Jak każda duża reforma, ten projekt wymaga uważnego monitorowania w praktyce, ale kierunek – ograniczenie patologii, wzmocnienie PIP i wyrównanie warunków konkurencji – uważam za krok we właściwą stronę dla polskiego rynku pracy.
Jakie są zarzuty i dlaczego organizacje biznesowe biją na alarm?
Środowiska zrzeszające pracodawców, w tym Konfederacja Lewiatan oraz Business Centre Club (BCC), traktują nowelizację jako radykalne uderzenie w elastyczność polskiej gospodarki i wolność działalności gospodarczej. Organizacje te podkreślają, że nadanie urzędnikowi państwowemu kompetencji arbitra, który z pominięciem procedury cywilnej zrywa legalnie zawarte kontrakty handlowe, jest złamaniem trójpodziału władzy.
Biznes wskazuje na archaiczność przepisów, dowodząc, że przy nowoczesnych formach pracy, na przykład w sektorze technologii informacyjnych (IT) czy konsultingu, współpraca bywa realizowana na sprzęcie zamawiającego i w ramach jego systemów teleinformatycznych, co wynika z technicznych wymogów bezpieczeństwa danych (NDA), a nie z klasycznego pracowniczego podporządkowania.
- Wyposażenie inspektorów PIP w prawo arbitralnego zmieniania umów gospodarczych w drodze decyzji administracyjnej narusza konstytucyjną swobodę zawierania umów. Decyzje te wykreują gigantyczne ryzyko finansowe dla małych i średnich przedsiębiorstw operujących na niskich marżach, które opierają się na terminowych kontraktach projektowych - zaznacza w swoim oficjalnym apelu legislacyjnym zarząd Konfederacji Lewiatan.
Z perspektywy księgowej, przekwalifikowanie kilkuletniego kontraktu B2B na etat oznacza dla pracodawcy obowiązek ubruttowienia dotychczas wypłaconych kwot netto i uiszczenia z własnego kapitału zakładowego potężnych zaległości do ZUS oraz zaliczek na podatek PIT za cały okres uznany przez inspektora za stosunek pracy.
Reforma spotyka się również z potężnym oporem ze strony samych wysokowykwalifikowanych specjalistów pracujących na własny rachunek.
Klaudia Jachira i Robert Dowhan, powiązani z KO, nie zagłosowali “zgodnie z zespołem”. Udało nam się zdobyć ich komentarz w tej sprawie:
- Podjęłam decyzję, by głosować przeciwko reformie Państwowej Inspekcji Pracy zwiększającej jej kompetencje, ponieważ uważam, że zakres działaności PIPu powinno się ograniczać, a tym samym ułatwiać przedesiębiorcom, w tym mikroprzedsiębiorcom, prowadzenie biznesu i działalności w państwie. Nie jestem za prawem, które sprawia, że firmy mają tłumaczyć się przed urzędnikiem, bo to urzędnicy powinni być dla obywateli, nie na odwrót. W tej sprawie wielokrotnie wyrażałam swoje negatywne stanowisko z mównicy zarówno za rządów PiS-u jak i obecnie, więc nie mogłam poprzeć tego projektu, gdyż jest jawnie sprzeczny z moimi liberalnymi poglądami - powiedziała Klaudia Jachira.
- Uważam to za złe rozwiązanie i ingerencję osób trzecich i instytucji między pracownikiem a pracodawcą - dodał Robert Dowhan.
Źródło: Goniec.pl