Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Fakty > Nie żyje pan Eugeniusz. Wozili go od szpitala do szpitala
Bartłomiej  Binaś
Bartłomiej Binaś 06.06.2024 11:26

Nie żyje pan Eugeniusz. Wozili go od szpitala do szpitala

karetka
fot. materiały własne (zdj. ilustracyjne)

Pan Eugeniusz zmagał się z rozległym tętniakiem uda. Mężczyzna trafił do szpitala w Poznaniu, jednak nie został przyjęty na oddział. Wkrótce jego stan zdrowia drastycznie się pogorszył. Konieczna była pilna operacja, którą przeprowadzono w szpitalu w Pile, mimo iż większe szanse na przeżycie panu Eugeniuszowi dawał zabieg w Poznaniu. Mężczyzna zmarł. Rodzina domaga się wyjaśnień.

Pan Eugeniusz nie został przyjęty do szpitala w Poznaniu

Pan Eugeniusz w maju br. otrzymał od lekarza przykrą diagnozę – tętniak udowy. Jednocześnie został poinformowany, że tętniaki powyżej dwóch centymetrów (w przypadku mężczyzny 7,5 cm na 4 cm) są śmiertelnie niebezpieczne i zagrażające życiu, dlatego najlepszym rozwiązaniem w jego przypadku będzie laparoskopowy zabieg bezinwazyjny w poznańskim szpitalu.

W materiale "Interwencji" przekazano, że Pan Eugeniusz został przewieziony karetką pogotowia do szpitala w Poznaniu. Późnym wieczorem trafił na SOR.

No i czekaliśmy godzinę, zanim w ogóle ktoś się zjawił, mimo że nikogo innego na SOR-ze wówczas nie było. Po tej godzinie zjawiło się dwóch lekarzy - opowiada córka mężczyzny. - Żadnego tomografu, żadnych badań. Mój tata cały czas leżał - trzy godziny na tym łóżku transportowym. I tylko go popukali po brzuchu, to całe badanie było - dodaje druga z córek pana Eugeniusza.

Rodzina informuje, że lekarze "wrócili po dwóch godzinach i dali kartę odmowy przyjęcia na oddział".

Napisano na niej, że tata ma brzuch niebolesny, bez cech pęknięcia tętniaka i że ma sobie przyjść na planowane przyjęcie do szpitala - przekazała córka mężczyzny.

Paweł Wojtunik: Byłem psem, który miał odwagę ugryźć. Dlatego na mnie polowano

Konieczna była pilna operacja

Pan Eugeniusz został odesłany z powrotem do szpitala w Pile, po dwóch kolejnych godzinach spędzonych w karetce. Jego stan znacznie się pogorszył. Lekarze natychmiast zdecydowali o konieczności operacji.

Doktor od razu na wejściu stwierdził, że musi tatę operować, by ratować życie. Ale stwierdził, że tu jest tylko 5 procent szans, a w Poznaniu miał 70 procent. Zadzwonili chwilę przed ósmą, że pan doktor skończył operację, stan jest krytyczny, że tata jest na OIOM-ie - opowiada córka na łamach "Interwencji".

ZOBACZ: 16-latek wyszedł z domu i przepadł. Policja pilnie apeluje

Jak zaznacza Jan Wolszczak, pełnomocnik do spraw praw pacjenta Szpitala Specjalistycznego w Pile, schorzenie pana Eugeniusza wiązało się z koniecznością natychmiastowego leczenia w specjalistycznej placówce, jaką był właśnie Szpital Kliniczny w Poznaniu. 

Rodzina domaga się wyjaśnień

Pan Eugeniusz zmarł po trzech dniach od operacji. Rodzina żąda wyjaśnień. Córki zamierzają złożyć doniesienie do prokuratury w związku z zachowaniem lekarzy w poznańskim szpitalu.

W tej sprawie zostaje prowadzone postępowanie wyjaśniające. Oczywiście my sami musimy określić, czy doszło do jakiegoś błędu lekarskiego, czy nie. To zostanie poddane wnikliwej analizie - przyznaje dr Szczepan Cofta, naczelny lekarz Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu. - Każde odesłanie pacjenta związane jest z indywidualną decyzją lekarską. Takich decyzji lekarskich w ciągu doby w szpitalu podejmowanych jest kilkanaście tysięcy w ciągu doby - dodaje.

ZOBACZ: Od dziś wielkie zmiany w szpitalach. Placówki nie będą mogły odmówić

Lekarz wyraził "olbrzymie współczucie" rodzinie zmarłego. Córki pana Eugeniusza domagają się wyjaśnień i jak zapewniają, zamierzają "doprowadzić tę sprawę do końca".

Lekarz nam powiedział, że przed operacją w Pile tętniak u taty już pękł. Mamy opisane to w papierach. I mamy, że przyczyną śmierci był pęknięty tętniak. Wiem, że muszę doprowadzić tę sprawę do końca. Tu nie chodzi o żadne odszkodowanie, bo to nam taty nie zwróci. Chodzi o to, żeby oni więcej nikogo nie skrzywdzili - zaznacza Urszula Kowalska.

 

Źródło: "Interwencja"