Zaczęło się "polowanie" po awanturze Kaczyńskiego i Giertycha. Posypią się kary
W Sejmie rozgrywa się poważny kryzys wizerunkowy i dyscyplinarny, który może zakończyć się dotkliwymi konsekwencjami dla kilkudziesięciu posłów Prawa i Sprawiedliwości. Kancelaria Sejmu wraz ze Strażą Marszałkowską prowadzi intensywne działania mające na celu ustalenie tożsamości parlamentarzystów, którzy dopuścili się wulgarnego zachowania podczas awantury, w której główne role odegrali Jarosław Kaczyński i Roman Giertych.
Poszukiwania sprawców
Wszystko zaczęło się od środowej sesji Sejmu , podczas której – w reakcji na słowa Jarosława Kaczyńskiego - doszło do ostrej wymiany zdań i nieakceptowalnych zachowań na sali plenarnej. Kancelaria Sejmu oraz Straż Marszałkowska od środy do piątkowego poranka analizowały nagrania i materiały stenograficzne, by zidentyfikować posłów, którzy skandowali " morderca " pod adresem Romana Giertycha.
Jak wynika z informacji Wirtualnej Polski, lista ma trafić do wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego oraz całego prezydium. To właśnie na jej podstawie mają być formułowane wnioski o ukaranie konkretnych posłów PiS .
Choć oficjalny stenogram sejmowy wskazuje jedynie Iwonę Arent, która miała krzyknąć „ złaź, morderco ”, w dokumencie pojawia się również adnotacja, że „ głos z sali ” skandował „ morderca ” już wcześniej, a później hasło to powtarzała cała grupa posłów.
„Część posłów skanduje: Morderca! Morderca! Morderca!” – zapisano w stenogramie.
Tego typu zachowanie stanowi poważne naruszenie zasad prowadzenia obrad, co wywołało zdecydowaną reakcję zarówno ze strony władz Sejmu, jak i posłów opozycji.

Kary finansowe i możliwe sankcje
Zgodnie z regulaminem Sejmu, prezydium ma możliwość ukarania parlamentarzystów za zachowania naruszające powagę izby. Kara może wynieść nawet połowę miesięcznego uposażenia lub całą dietę parlamentarną, na okres nie dłuższy niż trzy miesiące.
W praktyce oznacza to, że każdy z posłów biorących udział w skandowaniu może stracić nawet kilkanaście tysięcy złotych. Taki obrót sprawy nie tylko może nadwyrężyć budżety posłów, ale też stanowi istotny sygnał polityczny: w Sejmie nie ma miejsca na agresję słowną i brutalne ataki osobiste.
Do zdecydowanych działań wzywa klub Koalicji Obywatelskiej oraz sam Roman Giertych. Polityk KO poinformował, że złoży zawiadomienia do prokuratury.
“Wyzywał mnie, nazwał mnie śmierdzielem, kanalią i coś tam jeszcze powiedział” – relacjonował Giertych w programie "Kropka nad i" w TVN24.
Monika Olejnik dopytywała:
“Czyli powiedział: ty śmierdzielu, kanalio?".
“Tak, takich słów użył ” – potwierdził Giertych.
ZOBACZ TAKŻE: Dramat w szkole podstawowej. 9-latek dotkliwie pobity przez kolegów
Geneza awantury
Do całej sytuacji doszło po kontrowersyjnych słowach Jarosława Kaczyńskiego, który bez żadnych dowodów oskarżył Romana Giertycha o związek ze śmiercią Barbary Skrzypek – wieloletniej współpracowniczki PiS. Kobieta zmarła trzy dni po przesłuchaniu w charakterze świadka w sprawie tzw. „dwóch wież”.
“Ten pan to sadysta. W wyniku jego działań zmarła kobieta” – stwierdził prezes PiS, co wywołało natychmiastową reakcję ze strony Koalicji Obywatelskiej.
To właśnie po tych słowach na sali sejmowej rozległy się krzyki , które doprowadziły do obecnego kryzysu. Zachowanie części posłów PiS zostało uznane za nieakceptowalne nawet przez część komentatorów sympatyzujących z prawicą.
Choć sprawa ma wyraźny kontekst polityczny , może też mieć realne konsekwencje prawne. W najbliższych dniach prezydium Sejmu ma zająć się sprawą formalnie, a decyzje dotyczące kar mogą zostać podjęte już niebawem.
