Wypadek awionetki na Bemowie. Świadek: "mogło dojść do dużo większej tragedii"
Tragiczne sceny rozegrały się w czwartek 25 czerwca na warszawskim Bemowie. Niewielka awionetka runęła na ziemię w pobliżu zabudowań i natychmiast stanęła w płomieniach. Według wstępnych informacji na pokładzie znajdowały się dwie osoby, które zginęły na miejscu. Wstrząśnięci świadkowie relacjonują, że pilot do ostatnich chwil próbował opanować samolot i uniknąć zderzenia z ziemią.
Katastrofa awionetki w Warszawie. Dwie osoby nie żyją
Do katastrofy doszło w czwartek 25 czerwca po godzinie 13 na terenie warszawskiego Bemowa, w rejonie ul. Powstańców Śląskich. Niewielka awionetka spadła w pobliżu płyty manewrowej i jeszcze przed przyjazdem pierwszych zastępów straży pożarnej stanęła w ogniu. Gdy strażacy dotarli na miejsce, maszyna była już całkowicie objęta płomieniami.
W wyniku zdarzenia zginęły dwie osoby znajdujące się na pokładzie. Jak przekazują służby, samolot rozbił się tuż obok płyty manewrowej.
Poszkodowana została również jedna osoba postronna, której stan nie zagraża życiu. Straż pożarna informuje, że nie było konieczności ewakuacji okolicznych budynków, a ogień nie rozprzestrzenił się na pobliskie obiekty.
Dramatyczne relacje świadków wypadku na Bemowie
Świadkowie katastrofy relacjonują, że awaria była słyszalna już z dużej odległości, co od początku wzbudziło niepokój wśród osób obserwujących lot. Jedna z kobiet, która rozmawiała z Radiem Eska, opisała przebieg zdarzeń tuż przed uderzeniem maszyny o ziemię.
- To była awionetka dwuosobowa. Miała jakieś problemy z silnikiem, strasznie charczał. Nagle przechyliła się na jedną stronę i uderzyła centralnie za Carrefourem, obok zabudowań - powiedziała Radiu Eska kobieta, która była świadkiem tragedii.
Jej zdaniem pilot do ostatnich chwil próbował opanować maszynę i uniknąć uderzenia w zabudowania.
- Było widać, że pilot próbował się ratować i nie chciał uderzyć w budynki. Wyglądało, jakby walczył o każdy metr. Gdyby maszyna spadła kilkadziesiąt metrów dalej, mogło dojść do dużo większej tragedii - dodała.
Po zderzeniu z ziemią doszło do eksplozji, a miejsce katastrofy szybko stanęło w ogniu.
- Od razu pojawił się słup ognia i gęsty, czarny dym. To był straszny widok. Serce mnie rozbolało. Mój mąż natychmiast wykręcił 112 i zawiadomił służby - powiedziała rozmówczyni.
Świadkowie podkreślają również, że bardziej prawdopodobną przyczyną zdarzenia mogła być usterka techniczna niż błąd ludzki.
- Raczej wyglądało to na usterkę techniczną. Ten dźwięk silnika był nienaturalny - stwierdziła.
Służby zabezpieczyły teren. Trwa ustalanie przyczyn katastrofy
Na miejscu pracują już służby, a teren został zabezpieczony przez odpowiednie organy. Do wyjaśnienia dokładnych przyczyn katastrofy przystąpią eksperci z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych wspólnie ze śledczymi. Ich zadaniem będzie ustalenie, co doprowadziło do tak tragicznego finału zdarzenia.