Uczestniczka "Sanatorium miłości" miała wypadek w drodze na program. "Auto do kasacji"

Uczestniczka “Sanatorium miłości" przeżyła chwilę grozy tuż przed przyjazdem na miejsce kręcenia programu. Okazuje się, że o mały włos wcale nie wzięłaby w nim udziału, ponieważ, podróżując z koleżanką, miała poważny wypadek – auto trafiło do kasacji, natomiast jej na szczęście nic się nie stało. Pomógł jeden z kierowców, decydując się ją podwieźć na autobus. Gdy w trakcie jazdy wyjawił, kim tak naprawdę jest, seniorka zdębiała.
Uczestniczka "Sanatorium miłości" zadbała o emocje widzów
W 7. sezonie “Sanatorium miłości” wzięła udział m.in. Grażyna z Krzcznowic, która od pierwszych chwil skradła serca fanów programu. Kuracjuszka może pochwalić się bogatym doświadczeniem życiowym, a co za tym idzie, także bardzo ciekawymi historiami.
Kilka dni temu, po emisji odcinka, poznaliśmy jej wstrząsającą relację o tym, jak potraktował ją inny z uczestników – Bogdan. Choć reality show Telewizji Polskiej nie słynie z wyuzdania, a tym bardziej wulgarnego języka, mężczyzna miał stracić nad sobą panowanie i skierować w stronę Grażyny wyjątkowo nieprzyjemne słowa: “Jesteś p**********a, puknij się w ten głupi łeb”. Bogdan, rzecz jasna, zaprzeczył doniesieniom o tej sytuacji.
Na łamach Plejady kuracjuszka, którą dotknął niewybredny komentarz, opisała kulisy wstrząsającego zajścia. Zdradziła, że po sprzecznym zachowaniu seniora postanowiła go ignorować.
Ja mu tylko powiedziałam: “Bogdan, pamiętaj, jeżeli ci moje towarzystwo nie odpowiada i nie chcesz ze mną rozmawiać, to w ogóle nie musisz. Ja tego nie żądam”. A on tak głupio się odezwał do mnie, palcem pokazał, że jestem p**********a i mam się stuknąć w ten głupi łeb. A potem się tego wyparł. [Po tym, co zaszło] po prostu się już do niego nie odezwałam. W pewnym momencie on powiedział do mnie: “No chodź”, bo tam grała muzyka. Mówi: “Chodź, zatańczymy” – opowiadała.
Dalsza część artykułu pod zdjęciem.

Grażyna doświadczyła traumy jeszcze przed przyjazdem do "Sanatorium miłości"
Spięcie w “Sanatorium miłości” nie było jedynym trudnym przeżyciem, jakiego Grażyna doświadczyła w związku z uczestnictwem. Prawdziwe chwile grozy – takie, których praktycznie nie da się wymazać z pamięci – zdarzyły się przed przyjazdem na miejsce. W drodze do Mikołajek towarzyszyła jej przyjaciółka, która zgodziła się odwieźć ją na przystanek autobusowy. Niedługo przed północą uległy wypadkowi, doprowadzając pojazd do drastycznego stanu – dalsza podróż stała się niemożliwa.
Bardzo się cieszę, że się dostałam do programu, naprawdę, bo miałam też jeszcze taki kłopot. O mały włos bym w ogóle nie dojechała do tego sanatorium. Koleżanka mnie odwoziła na autobus do Kielc, który odjeżdżał o wpół do drugiej w nocy. No i krótko przed Kielcami żeśmy miały wypadek. Auto poszło do kasacji, nam się nic nie stało – zaczęła w rozmowie z Plejadą.
Panie miały mało czasu na znalezienie zastępczego środka transportu. Jednakże z każdą upływającą minutą szanse na powodzenie malały, a zegar tykał coraz głośniej.
Niesamowity zbieg okoliczności stał się wybawieniem dla Grażyny z "Sanatorium miłości"
Auto stało rozwalone przy drodze, a Grażyna z “Sanatorium miłości” czekała na dobrodusznych przejezdnych, którzy udzieliliby jakiejkolwiek pomocy. Chwilę trwało, nim zjawił się empatyczny kierowca.
Pierwsze auto nie zatrzymało się w ogóle. Potem jechał dostawczak, taki jakiś żuk czy coś. Oni zatrzymali się i facet mówi: “Stało się wam coś?”. Ja odpowiedziałam, że nie, nic się nie stało. "A co się dzieje?" – pyta. Wyjaśniłam, że mam autobus do Warszawy, a już jest 24:00. “To na co pani czeka?” – wspomina tamten wieczór.
Już w trakcie jazdy mężczyzna zapytał kuracjuszkę, dokąd się wybiera. Od słowa do słowa wyszło na jaw, że on sam jest z Krakowa, a jako że akurat przebywa na urlopie, to podróżuje po Polsce. Nie było konieczności pytania go o zawód – bez owijania w bawełnę zdradził, że jest policjantem.
Wzięli i zawieźli mnie na przystanek autobusowy. Ja wysiadłam, za chwilę autobus podjechał, a w międzyczasie jak jechaliśmy do tych Kielc, to ten facet mówi: “A gdzie pani jedzie?”. A ja, że jadę do Mikołajek, do “Sanatorium miłości”. “Wie pani, to policjant z Krakowa panią wiezie. Jestem na urlopie, jadę do kuzyna na budowę”.
Policjant z Krakowa, szczęśliwie, wybawił Grażynę z niebywałej opresji i uratował jej występ w randkowym programie.
Może bym bez niego dojechała, ale nie wiem, o której godzinie. Ale tak się szczęśliwie złożyło, że jednak Pan Bóg mi postawił dobrych ludzi na drodze. No i szczęśliwie dojechałam do Mikołajek – podsumowała w wywiadzie z Plejadą.
Zobacz: Zamiast odpowiadać na plotki, przeczytał wiersz. Tak Filip Gurłacz rozprawił się z mediami
Czytaj także: Dramatyczny wypadek, uwielbiany ksiądz walczy o życie. Wierni modlą się o jego zdrowie





































