Wyszukaj w serwisie
Goniec.pl > Zdrowie > Tragiczna śmierć pacjentki w bytomskim szpitalu. Odesłano ją z Izby Przyjęć
Anna Badurska
Anna Badurska 13.02.2026 12:13

Tragiczna śmierć pacjentki w bytomskim szpitalu. Odesłano ją z Izby Przyjęć

Tragiczna śmierć pacjentki w bytomskim szpitalu. Odesłano ją z Izby Przyjęć
Fot. FB WSS nr 4 w Bytomiu/ Materiały prasowe

To miała być rutynowa pomoc w upalny, czerwcowy dzień, a stała się początkiem tragicznego końca. Pan Krzysztof z Bytomia od dwóch lat walczy o sprawiedliwość po śmierci swojej ukochanej mamy, która – według jego relacji i opinii innych pacjentów – została potraktowana w sposób urągający godności człowieka. Czy system ochrony zdrowia w Bytomiu zawiódł w najbardziej krytycznym momencie?

W niniejszym artykule przyglądamy się wstrząsającej relacji syna, który na własnych oczach widział gasnące życie najbliższej osoby.

  • Jak miało dojść do tego, że pacjentka w stanie „agonalnym” została wypisana do domu jako zdrowa?
  • Co ukrywają szpitalne mury i dlaczego prokuratura umorzyła postępowanie?
  • Szokujące głosy mieszkańców Bytomia – czy „szpital górniczy” to rzeczywiście, jak piszą internauci, „umieralnia”?

„Przywieźli mi do łóżka oddychające zwłoki”

Wszystko zaczęło się w czerwcu 2023 roku. Mama pana Krzysztofa, 81-letnia wówczas kobieta, z dnia na dzień zaczęła słabnąć. Kiedy przestała pić i jeść, a jej stan psychofizyczny gwałtownie się pogorszył, syn wezwał pomoc. To, co miał usłyszeć od ratowników, a później w szpitalu, do dziś nie pozwala mu spać. Relacjonuje, że od początku miał spotykać się z niechęcią i agresją słowną.

- Pan był od razu nastawiony wrogo do mojej osoby. Zaczął po mnie krzyczeć, że to moja wina, że mama tak wygląda i że nie będzie jej brał do szpitala, bo ja tak chcę – wspomina pan Krzysztof.

Mimo początkowych oporów, kobieta trafiła na Izbę Przyjęć Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu (WSS4). Tam, zamiast natychmiastowej diagnostyki, miały nastąpić godziny wyczekiwania. Pan Krzysztof spędził na korytarzu siedem godzin, podczas których przez uchylone drzwi miał widzieć mamę jedynie śpiącą na kozetce. W tym czasie, jak relacjonuje, miał nie otrzymać żadnej informacji o stanie mamy. O godzinie 19:00 usłyszał, że może wracać do domu, bo mama zostanie odwieziona transportem medycznym.

- O 21:30 dojechała. Położyli mi – ja to w tej chwili tak nazywam – oddychające zwłoki do łóżka. Dostałem tylko kartkę z lekarstwami, żadnej karty wypisowej, nic – twierdzi z bólem syn zmarłej.

Tragiczna śmierć pacjentki w bytomskim szpitalu. Odesłano ją z Izby Przyjęć
SOR fot. KAPiF

"Mamuś, to ja przyjdę później"

Pan Krzysztof specjalnie dla naszej Redakcji, pokazał pisemne poświadczenia jakie posiada. Kiedy przyjrzymy się dokumentacji medycznej z tamtego dnia, obraz staje się jeszcze bardziej niepokojący. Karta informacyjna z Izby Przyjęć z dnia 23.06.2023 r. (którą Pan Krzysztof miał otrzymać dopiero po śmierci mamy) zawiera adnotację o braku wskazań do hospitalizacji. To samo pismo potwierdza jednak, że u pacjentki stwierdzono migotanie i trzepotanie przedsionków. Wyniki badań laboratoryjnych także mogły budzić niepokój. Poziom troponiny T był cztero lub pięciokrotnie wyższy od dopuszczalnej normy. 

Mimo takich parametrów pacjentka została odesłana do domu. Kolejnej doby jej stan miał stać się krytyczny. Ciśnienie miało spaść tak nisko, że domowy aparat nie był w stanie go odczytać. Ponowne wezwanie pogotowia i transport do innego szpitala, Szpitala Specjalistycznego nr 1 przy ul. Żeromskiego w Bytomiu.

- Pani dyżurna stwierdziła: ‘Kto panu wypisał mamę w takim stanie z izby przyjęć? Przecież tu jest stan zagrożenia życia wręcz krytyczny’ – relacjonuje pan Krzysztof swoją rozmowę z personelem kardiologii w innej placówce.

Z relacji syna wynika, że w drugim szpitalu u kobiety miało dojść do stwierdzenia ostrej niewydolności serca. Niestety, lawina zdarzeń już ruszyła. Doszło do pęknięcia tętniaka aorty brzusznej, o którym od początku miał informować personel syn pacjentki. Niestety i w tym przypadku miało dojść do nieprawidłowości:

- Potem się okazało, że zamiast zrobić najpierw TK (tomografię komputerową), to oni zrobili mamie gastroskopię. [...] Jak mama wróciła z tego badania, miała zakrwawioną całą buzię. Może ten tętniak pękł wtedy, a oni już nie wiedzieli co zrobić? – zastanawia się głośno syn zmarłej.

Po badaniu kontakt z pacjentką miał być utrudniony. Pan Krzysztof zatem pożegnał się z mamą słowami “mamuś, przyjdę później” i udał się do domu. W tym czasie jednak zapadła decyzja o pilnej operacji. Pacjentkę przewieziono z powrotem na oddział wewnętrzny szpitala górniczego. Pan Krzysztof twierdzi, że nie został poinformowany ani o transporcie ani o planowanym zabiegu, dopóki ten już się nie skończył.

- Wieczorem, zadzwonił pan doktor stwierdzając, że w trakcie operacji wstawili stent, zabezpieczając tętniaka, ale mama zmarła na zawał pooperacyjny  – relacjonuje z goryczą.

Głos ludu: „To nie jest odosobniony przypadek”

Sprawa pana Krzysztofa, którą nagłośnił w mediach społecznościowych, wywołała lawinę komentarzy. Mieszkańcy Bytomia dzielą się swoimi doświadczeniami, które rzucają cień na sposób funkcjonowania placówki. Internauci nie szczędzą mocnych słów, budując obraz miejsca, w którym pacjent miałby nie zawsze otrzymywać należytą pomoc.

„Wcale bym się nie zdziwiła, jeśli by chodziło o szpital Górniczy w Bytomiu... takiego chamskiego zachowania pani doktor to już dawno nie widziałam” – pisze jedna z internautek w komentarzu pod postem.

Inni użytkownicy w swoich opiniach używają jeszcze ostrzejszych określeń.

„Szpital górniczy to umieralnia, już ma taką nazwę... powinni go zamknąć lub wymienić cały personel” – czytamy w innej zamieszczonej opinii.

Pan Krzysztof zapowiada, że nie spocznie, dopóki sprawa nie zostanie w pełni wyjaśniona, choć prokuratura zdecydowała o umorzeniu śledztwa. „Zabili mi mamę i nie ma winnych” – kończy swoją opowieść, przygotowując się do kolejnej batalii na drodze cywilnej.

Prokuratorski mur: „Zamiatają to wszystko pod dywan”

Batalia prawna pana Krzysztofa przypomina walkę z wiatrakami. Jak relacjonuje, sprawą w Katowicach zajmowało się aż trzech prokuratorów, a postępowanie dotyczyło m.in. nieumyślnego spowodowania śmierci. Przesłuchano wielu świadków, w tym personel medyczny, jednak zdaniem syna zmarłej, ich zeznania miały na celu jedynie przerzucenie winy na rodzinę.

- Wszystko zamiatają pod dywan. Ja się zrobiłem bardzo mściwy w tym temacie. [...] Powiedziałem, że nie odpuszczę, chcę dowieść, że on [red. lekarz z Izby Przyjęć] jednak zabił mamę i powinien być ukarany za to, co zrobił - relacjonuje emocjonalnie Pan Krzysztof.

Ostatecznie postępowanie zostało umorzone w kwietniu 2025 roku, głównie na podstawie opinii biegłych z Sochaczewa, którzy uznali, że działania medyków były rzekomo poprawne. Pan Krzysztof nie zgadza się z tym wyrokiem.

Strata, której nie da się opisać słowami

Rozmowa z Panem Krzysztofem była trudna także dla nas. Osobista tragedia, jaka spotkała mieszkańca Bytomia, pokazuje nam, że dokumentacja medyczna to nadal tylko papier, a życie ludzkie to nie jedynie parę zapisanych zdań. Dla pana Krzysztofa największym ciężarem pozostaje jednak ostatnie spotkanie z mamą. Jak pisaliśmy, po badaniu gastroskopii był w szpitalu u mamy. Jak twierdzi nasz rozmówca, wtedy jej stan miał być już krytyczny.

- Jak przyjechałem następnego dnia rano do szpitala, mamę akurat przywieźli z gastroskopii i ona już była półprzytomna [...]. Już nie umiała się ze mną dogadać. Powiedziałem: 'dobra mamuś, to ja przyjdę później'. - Pan Krzysztof zamilkł na chwilę.

- No i już nie przyszedłem. [...] – załamanym głosem, powstrzymując łzy wykrztusił Pan Krzysztof. 

Dopisek redakcyjny

Ważne: Redakcja Goniec.pl wystosowała oficjalne prośby o komentarz do obu wspomnianych w artykule placówek – zarówno do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4, jak i do Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu. Do chwili publikacji materiału żadna z instytucji nie odpowiedziała na nasze pytania. Jak tylko otrzymamy jakiekolwiek stanowisko ze strony szpitali, niezwłocznie poinformujemy o tym naszych czytelników.

Apel redakcji: Jeśli Ty lub Twoi bliscy również doświadczyliście sytuacji, które budzą Wasz niepokój w powyższych placówkach, prosimy o kontakt z naszą redakcją. Każdy sygnał jest dla nas niezwykle ważny w dążeniu do prawdy.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji
Wybór Redakcji