Tragedia w szwajcarskim kurorcie. Do sieci trafiły zdjęcia - od tego rozpoczął się pożar
Jak donoszą brytyjski "The Sun", a także francuska stacja informacyjna BFMTV, znana jest już przyczyna pożaru, który wybuchnął w noc sylwestrowa w prestiżowym kurorcie Crans-Montana w Szwajcarii. Na udostępnionych fotografiach widać, jak pożar sufitu rozpoczyna się od odpalonych zimnych ognii.
- Piekło w sercu Alp
- Zabójcze iskry w zamkniętym pomieszczeniu
- Tragiczny bilans ofiar
- Kontrowersje wokół dowodów i śledztwo
Piekło w sercu Alp
Zdarzenie miało miejsce krótko po północy w jednym z popularnych lokali w Crans-Montana, gdzie setki turystów świętowały nadejście Nowego Roku. Według relacji świadków i lokalnych służb, atmosfera świętowania została przerwana przez nagłe pojawienie się ognia, który z błyskawiczną prędkością objął całe wnętrze budynku. Panika, jaka wybuchła wśród zgromadzonych, utrudniła ewakuację, a gęsty, toksyczny dym wypełnił pomieszczenie w zaledwie kilkanaście sekund, odcinając drogę ucieczki osobom znajdującym się w głębi lokalu.
Zabójcze iskry w zamkniętym pomieszczeniu
Za najbardziej prawdopodobną przyczynę katastrofy uznaje się użycie pirotechniki wewnątrz baru. Fotografia opublikowana przez BFMTV dokumentuje moment, w którym uczestnicy imprezy trzymają w górze odpalone race i zimne ognie. Iskry z urządzeń pirotechnicznych najpewniej weszły w kontakt z wysoce łatwopalnymi materiałami wykończeniowymi – podejrzewa się, że mogła to być pianka akustyczna na suficie lub noworoczne dekoracje. Kombinacja ciasnej przestrzeni i łatwopalnego wystroju doprowadziła do zjawiska tzw. rozgorzenia, nie dając szans na skuteczną interwencję z użyciem podręcznych gaśnic.
Tragiczny bilans ofiar
Dane spływające z kurortu są wstrząsające. Brytyjski dziennik „The Sun” potwierdził śmierć co najmniej 20 osób, jednak polskie źródła, powołując się na lokalne media, mówią o „dziesiątkach ofiar”. Wiele osób przebywa w szpitalach z ciężkimi oparzeniami oraz objawami silnego zatrucia dymem. Służby ratunkowe pracowały przez całą noc, a identyfikacja wszystkich ofiar może potrwać wiele dni, gdyż w lokalu bawiło się wielu zagranicznych turystów, co komplikuje procedury urzędowe.
Eksperci próbują zidentyfikować zmarłych na podstawie danych stomatologicznych i DNA, ale poważne oparzenia utrudniają dokonanie tej czynności - Czytam na ,,The Sun”.
Kontrowersje wokół dowodów i śledztwo
W cieniu tragedii narasta dyskusja dotycząca autentyczności kluczowych dowodów. Zdjęcie udostępnione przez BFMTV, mające przedstawiać moment bezpośrednio poprzedzający pożar, zostało poddane analizie przez internautów i ekspertów od technologii cyfrowych. Pojawiły się zarzuty, że obraz może być wygenerowany przez sztuczną inteligencję, na co wskazywać mają błędy w detalach, takich jak widok na ekranie telefonu jednego z gości. Niezależnie od autentyczności zdjęcia, szwajcarska prokuratura wszczęła już śledztwo, które ma wykazać, czy w obiekcie przestrzegano norm przeciwpożarowych i kto wydał zgodę na użycie pirotechniki w tak skrajnie niebezpiecznych warunkach.