Niepokojące informacje o sytuacji w polskich szpitalach. Eksperci biją na alarm
Zachorowań przybywa z tygodnia na tydzień, a lekarze coraz częściej mówią o napiętej sytuacji w szpitalach. Wiele osób wciąż traktuje grypę jak typową, sezonową infekcję, którą „trzeba po prostu przechorować”. Tymczasem specjaliści wskazują, że problem wcale nie kończy się na samym wirusie.
- Wzrost zachorowań na grypę a brak miejsc w szpitalach
- Przepełnione oddziały zakaźne i problem z izolacją pacjentów
- Grypa typu A dominuje w sezonie. Lekarze apelują o szczepienia
Wzrost zachorowań na grypę a brak miejsc w szpitalach
W wielu regionach kraju liczba przypadków grypy wyraźnie rośnie. Zmienna aura – raz mroźna, raz niemal wiosenna – sprzyja infekcjom dróg oddechowych i powoduje, że kolejne osoby trafiają do lekarzy z wysoką gorączką, osłabieniem i kaszlem.
O sytuacji mówi wprost prof. Krzysztof Simon, specjalista chorób zakaźnych z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Gromkowskiego we Wrocławiu. W rozmowie z „Faktem” zwraca uwagę, że skala problemu jest większa, niż mogłoby się wydawać.
– I tu nie chodzi o samą grypę, bo grypa była, jest i będzie, tylko o liczbę dostępnych miejsc w szpitalach – mówi prof. Krzysztof Simon w rozmowie z „Faktem”.
Lekarz podkreśla również wpływ pogody na obecną sytuację.
– Przy takiej pogodzie, jaką mamy: raz zimno, raz ciepło, przypadków grypy przybywa. Ale największym problemem nie jest sama grypa, tylko liczba miejsc w szpitalach – dodaje.
Jednocześnie zaznacza, że nie każda osoba z rozpoznaną grypą powinna trafiać do lecznicy.
– To absurd, żeby z samą gorączką od razu pędzić do szpitala. Grypę leczy się w domu, są dostępne tabletki przeciwwirusowe – podkreśla specjalista w rozmowie z „Faktem”.
Hospitalizacji wymagają przede wszystkim seniorzy, pacjenci z ciężkimi schorzeniami towarzyszącymi oraz osoby z powikłaniami.
– I na to trzeba mieć miejsca. A z tym jest coraz trudniej – dodaje lekarz.
Sytuację dodatkowo komplikuje sezon urlopowy.
– Do tego mamy sezon wyjazdów i powrotów z krajów tropikalnych i wielu z tych pacjentów też trzeba hospitalizować. Ludzie wracają z najróżniejszymi chorobami – ostatnio była u nas malaria, dur brzuszny i denga – mówi „Faktowi” prof. Simon.

Przepełnione oddziały zakaźne i problem z izolacją pacjentów
Na oddziale kierowanym przez prof. Simona nie brakuje pacjentów z potwierdzoną grypą.
– Mamy teraz 9 pacjentów z grypą na 37-38 łóżek. Głównie są to osoby niezaszczepione, choć zdarzają się też pojedyncze przypadki wśród zaszczepionych – relacjonuje w rozmowie z „Faktem”.
Ekspert zaznacza przy tym, że żadna szczepionka nie daje stuprocentowej ochrony, szczególnie u osób w podeszłym wieku i obciążonych licznymi chorobami przewlekłymi. Najczęstszym powikłaniem grypy pozostaje zapalenie płuc, które w wielu przypadkach wymaga hospitalizacji.
Prof. Simon nie ukrywa, że poziom wyszczepialności ma realne znaczenie dla obciążenia oddziałów.
– Gdyby pacjenci się szczepili, połowa z nich nie trafiłaby do szpitala, a ci, co zmarli, być może by przeżyli – mówi w rozmowie z „Faktem”.
Dodatkowym wyzwaniem jest konieczność izolowania chorych. Nie każdy pacjent może leżeć na wspólnej sali.
– Nie mogę położyć osoby z niewyrównaną marskością wątroby — najczęściej niestety poalkoholową, nieszczepionej na grypę, do tego z objawami psychotycznymi, z kimś innym chorym na grypę starszym wiekowo i niezaradnym. Do tego dochodzą pacjenci bezdomni, wyziębieni, bardzo często pijani, z objawami takiej czy innej infekcji, którzy trafiają do nas zwykle w bardzo złym stanie higienicznym, na przykład ze świerzbem czy z wszami. Takie osoby trudno położyć z innymi – przyznaje lekarz w rozmowie z „Faktem”.
Problemem pozostaje niewystarczająca liczba jednoosobowych sal.
– Od lat mówi się o tym, że musimy być gotowi na kolejne epidemie, jak COVID. Bez odpowiednich warunków lokalowych nie da się bezpiecznie segregować chorych – podkreśla rozmówca “Faktu”.
Grypa typu A dominuje w sezonie. Lekarze apelują o szczepienia
W obecnym sezonie dominują zakażenia wywołane przez wirusa grypy typu A.
– Typ B praktycznie nie występuje. Głównie mamy do czynienia z różnymi wariantami typu A – wyjaśnia prof. Simon.
Jednocześnie uspokaja, że z punktu widzenia pacjenta kluczowe znaczenie ma nie tyle wariant, ile ochrona przed ciężkim przebiegiem choroby.
– Grypa to grypa, nie ma większego znaczenia, który wariant dominuje. Najważniejsze, by się chronić, a tu najskuteczniejsze są szczepienia przeciwko grypie.
Dostępna jest też farmakoprofilaktyka. Zaleca się też stosowanie standardowych zasad ochrony biernej (maseczki ochronne, mycie rąk, unikanie zatłoczonych miejsc) – wylicza lekarz w rozmowie z „Faktem”.
Na oddziale pojawiają się także pojedyncze przypadki COVID-19 oraz RSV, które stanowią szczególne zagrożenie dla osób z astmą czy przewlekłą obturacyjną chorobą płuc.
Specjalista nie ma wątpliwości, że sezon infekcyjny jeszcze się nie kończy.
– Zdecydowanie tak, zawsze warto się szczepić! – podkreśla prof. Simon. – Zakażenia nie skończą się w tydzień czy dwa, sezon potrwa jeszcze miesiąc, półtora, może dwa. Każdy, kto się teraz zaszczepi, ma mniejsze szanse na zachorowanie i duże szanse na łagodniejszy przebieg choroby.
Lekarz przypomina, że grypa stanowi szczególne zagrożenie dla kobiet w ciąży, seniorów oraz osób z chorobami płuc, nerek, serca czy nowotworami. W ich przypadku nawet pozornie typowa infekcja może zakończyć się ciężkimi powikłaniami. Zdarza się, że po zapaleniu płuc będącym następstwem grypy pacjenci wymagają stałego leczenia tlenem w warunkach domowych. To pokazuje, że konsekwencje sezonowej infekcji mogą być długotrwałe i poważne – zwłaszcza gdy system ochrony zdrowia działa na granicy wydolności.
