Krzyki na sejmowym korytarzu. Posłanka PiS nie wytrzymała i wypaliła do dziennikarza TVN24
Środowe posiedzenie Sejmu przerodziło się w scenę pełną emocji, oskarżeń i gorących sporów. Posłowie wymieniali ostre słowa, a w centrum zamieszania znaleźli się Jarosław Kaczyński i Roman Giertych. W tle pojawiła się również śmierć Barbary Skrzypek, co stało się punktem zapalnym do kolejnych oskarżeń.
Awantura w Sejmie. W rolach głównych Jarosław Kaczyński i Roman Giertych
W trakcie obrad padły niezwykle mocne słowa. Prezes PiS Jarosław Kaczyński wprost oskarżył Romana Giertycha o przyczynienie się do śmierci Barbary Skrzypek.
"Mamy tutaj na sali głównego sadystę, Giertycha". — Grzmiał z mównicy Kaczyński, wywołując natychmiastową reakcję.
W odpowiedzi poseł KO, nie kryjąc oburzenia , wzywał go do uspokojenia się:
“Jarku, siadaj spokojnie. Uspokój się”.
Słowa te jeszcze bardziej podgrzały emocje na sali. Wybuchła gwałtowna wymiana zdań , a politycy PiS zaczęli skandować w kierunku Giertycha:
“Złaź z mównicy, złaź, morderco!”
Cała sytuacja doprowadziła do chwilowego chaosu, w którym trudno było usłyszeć jakąkolwiek merytoryczną wypowiedź.
Ostre słowa Iwony Arent. Tak nazwała Romana Giertycha
Jedną z najbardziej zdecydowanych osób w tej sprawie okazała się posłanka PiS Iwona Arent . W rozmowie z dziennikarzem TVN 24 Radomirem Witem oskarżyła Giertycha o przyczynienie się do śmierci Barbary Skrzypek, mówiąc:
“Jest pośrednio mordercą. Jego adwokaci doprowadzili do takiego stanu panią Barbarę Skrzypek, że niestety zmarła”.
Gdy dziennikarz dopytywał o dowody na poparcie tak mocnych oskarżeń , Arent odpowiedziała:
"Oczywiście. Wystarczy, że pani Basia Skrzypek mówiła, że po tym przesłuchaniu źle się czuła".
Posłanka stanowczo podtrzymywała swoje zarzuty i zapowiedziała, że przedstawi więcej informacji na posiedzeniu komisji, które odbędzie się jeszcze tego samego dnia. Atmosfera rozmowy była napięta , a posłanka PiS nie ukrywała emocji, często podnosząc głos i domagając się, by dziennikarz nie przerywał jej wypowiedzi.
ZOBACZ TAKŻE: Andrzej Duda nie wytrzymał po starciu Giertycha i Kaczyńskiego. Ma pretensje do Tuska
Kontrowersje wokół Iwony Arent
Tymczasem sama posłanka Arent znalazła się w centrum innego skandalu , który może rzucić cień na jej wiarygodność. Jak ujawniono, miała ona bliskie relacje z Tomaszem J., oszustem, który przez lata dzięki kontaktom w PiS miał dostęp do kluczowych osób w państwie.
"Ta niebywała kariera była możliwa, bo Tomasz J. miał romans ze znaną posłanką PiS Iwoną Arent, która otworzyła przed nim drzwi na salony". — Podano w mediach.
Dzięki tym relacjom oszust nawiązał kontakt z politykami, członkami zarządów spółek skarbu państwa oraz biznesmenami, co umożliwiło mu wieloletnie działanie.
Tomasz J. przez długi czas pozostawał nietykalny , co budzi pytania o skalę wpływów i protekcji, jaką mógł otrzymać. Sprawa ta rzuca cień na osobę posłanki, szczególnie w kontekście jej oskarżeń wobec Romana Giertycha.