Ekspert o przyczynach katastrofy lotniczej w Nowym Jorku. Ujawnia nowe fakty
Rozpędzony do niemal 200 km/h samolot pasażerski linii Air Canada zderzył się z potężnym wozem strażackim na nowojorskim lotnisku LaGuardia. W wyniku tej niewyobrażalnej tragedii śmierć poniosło dwóch doświadczonych pilotów, a maszyna została bardzo zniszczona. Specjalnie dla portalu Goniec.pl ekspert lotniczy Grzegorz Brychczyński ujawnia szokujące kulisy tego wypadku i analizuje nagrania z wieży kontrolnej.
- Katastrofa na lotnisku w USA
- Ekspert lotniczy ocenia przyczyny wypadku
- Kto jest winny zderzenia samolotu z wozem strażackim?
Katastrofa na lotnisku w USA
Dramatyczne sceny rozegrały się pod osłoną nocy, paraliżując jedno z najważniejszych lotnisk w Nowym Jorku. Maszyna linii Air Canada, kończąc swój rejs i dobiegając po wyznaczonym pasie, uderzyła z potężnym impetem w pędzący po płycie wóz strażacki. Siła zderzenia była tak olbrzymia, że z kabiny pilotów niemal nic nie zostało,
Służby ratunkowe, które ruszyły na ratunek, zastały przerażający widok zniszczonych szczątków. W wyniku odniesionych na miejscu obrażeń zginęło tragicznie dwóch pilotów samolotu, co wywołało spore poruszenie na całym świecie. Choć pasażerowie cudem uniknęli najgorszego scenariusza, wiele osób trafiło pod opiekę medyczną, a praca całego portu lotniczego została natychmiast wstrzymana.
Ta nocna katastrofa na lotnisku LaGuardia wywołała błyskawiczną lawinę pytań o to, jak w ogóle mogło dojść do takiego zderzenia na w pełni kontrolowanym i monitorowanym obiekcie. Śledczy błyskawicznie zabezpieczyli czarne skrzynki oraz kluczowe nagrania z wieży, aby krok po kroku ustalić, dlaczego ciężki pojazd ratowniczy przeciął drogę potężnemu samolotowi pasażerskiemu.

Ekspert lotniczy ocenia przyczyny wypadku
Specjalnie dla Goniec.pl sprawę wziął pod lupę Grzegorz Brychczyński, uznany ekspert lotniczy ze Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Komunikacji RP oraz członek Warszawskiego Klubu Seniorów Lotnictwa.
- Otóż tam była taka sytuacja, że to była czarna noc, można powiedzieć, pogoda absolutnie nie sprzyjająca, bo padał deszcz. I samolot podchodzący do lądowania otrzymał zgodę na lądowanie na pasie do lądowania, bo tam są dwa pasy startowe. Taki pas, który jest oznaczony w nomenklaturze lotniczej 04, to jest kierunek geograficzny północny wschód. No i kontroler wydał zgodę, samolot wylądował już na pasie startowym i kończył, można powiedzieć, dobiegł do miejsca, w którym miał wyznaczone, czyli pod terminal albo pod rękaw, mówiąc bardziej kolokwialnie, bo tam są rękawy na lotnisku La Guardia – szczegółowo tłumaczy.
Aby pojąć ten dramat, trzeba zrozumieć też rygorystyczne procedury, które panują na tamtejszym nowojorskim porcie lotniczym.
- Zarządzanie ruchem na lotnisku jest zarządzane w dwojaki sposób, czyli zarządza się ruchem lotniczym, czyli wszystkie doloty i odloty są z pasa startowego. To jest jeden kontroler ruchu tak zwanego lotniczego, ale również jest kontroler ruchu naziemnego – wskazuje Brychczyński.
Zbieg fatalnych okoliczności zaczął się od problemów zupełnie innej maszyny.
- Po nocy to jest taka pora na lotnisku takim jak La Guardia gdzie jest bardzo duży ruch związany z logistyką, czyli przemieszczenie ładunków, podstawianie ich pod miejsca, gdzie będą samoloty pakowały sobie te bagaże i tak dalej. No i w międzyczasie doszło do takiej niespodziewanej sytuacji, że została wezwana do jednego z samolotów który zaciął swoją trasę odkołowując od rękawa, czyli będąc już w ruchu, że kapitan samolotu poczuł dym na pokładzie samolotu, więc zgodnie z procedurami wyhamował, nie doprowadził do startu, więc wezwał straż pożarną – dodaje Grzegorz Brychczyński, obnażając początek tragicznego zdarzenia.
Jak podkreśla ekspert lotniczy – to ten alarm był iskrą zapalną całej katastrofy.
- No i dyżurny wezwał strażaków. Strażacy, wyjeżdżając ze swojej remizy, można powiedzieć, strażackiej, zapytali tego kontrolera ruchu naziemnego, którą drogą kołowania będą mogli przekroczyć pas startowy 04, bo oni mają lokalizację swojej remizy w takim miejscu, że po prostu aby dojechać do tego wezwania, które nastąpiło, musieli przekroczyć pas startowy 04 – relacjonuje krok po kroku Brychczyński.
Kto jest winny zderzenia samolotu z wozem strażackim?
Jednak o całej katastrofie jak wskazuje znany ekspert lotniczy decydowały ułamki sekund i ludzki, niespodziewany błąd.
- I w tej sytuacji procedura jest taka, że mam zgodę na przekroczenie pasa 04, ale przed przekroczeniem pasa muszę się zatrzymać i się upewnić czy rzeczywiście pas jest wolny. I ten wóz strażacki dojeżdżając do tego pasa startowego zapytał kontrolera czy może go przekroczyć. I w tym momencie nie uzyskał natychmiastowej odpowiedzi – „możesz lub nie możesz”. Bo na zadane pytanie nastąpiło tak zwane „zawieszenie się” tego kontrolera, który kontrolował ruch na ziemi, ten cały ruch, tą całą logistykę. – zaznacza stanowczo.
Brak reakcji okazał się być wyrokiem tragicznym w skutkach.
- No i w tym momencie ten dowódca straży, jak nie usłyszał tej odpowiedzi, przyjął domniemanie, że jeżeli nie ma odpowiedzi, to jest zgoda i powiedział do kierowcy prawdopodobnie: „jedź” – analizuje Brychczyński.
Ekspert opisuje również specyfikę pojazdu, który zderzył się z samolotem.
- To jest bardzo ciężki wóz, ale również bardzo zwinny wóz. Czas dojazdu od tej remizy do najdalszego punktu lotniska to jest tylko 90 sekund. W związku z tym no te samochody strażackie no muszą być no mówiąc krótko bardzo zwinne i szybkie szybkie, żeby dojechać. No i tutaj nastąpiła kolizja, bo samolot, który już kołował, można powiedzieć, po drodze startowej, bo wylądował, miał w momencie, kiedy się spotkał z wozem strażackim, prędkość około 200 km/h. I w związku z tym tutaj jest w tej chwili w mojej ocenie potwierdzenie winy, kto spowodował ten ten wypadek – tłumaczy.
Co więcej zapisy z wieży kontrolnej ujawniają dramatyczną próbę naprawienia błędu przez kontrolera.
- W tym takim krytycznym momencie, kiedy ten kontroler, który zarządzał tym ruchem naziemnym, jak się zorientował, co się dzieje, zaczął krzyczeć: „Stop, stop, stop”. No ale samochód strażacki już wjechał i się zderzył, mówiąc krótko. I w jakieś kilka sekund potem to słychać wyraźnie na nagraniu, bo przesłuchałem nagranie z rozmów tego kontrolera. On się przyznał do tego, mówiąc: „Moja wina, moja wina”." – zdradza wstrząsające szczegóły wypadku członek Warszawskiego Klubu Seniorów Lotnictwa.
Ekspert lotniczy nie ukrywa więc kto jego zdaniem poniesie prawną i moralną odpowiedzialność.
- Sytuacja wygląda tak, że komisja badań wypadków lotniczych będzie dokładnie analizowała warunki pogodowe. Warunki nagrania które zostały, bo one są zapisywane dla celów bezpieczeństwa nagrania rozmów między samolotem a kontrolerem tego ruchu naziemnego jak i ruchu powietrznego, gdzie dostał zgodę na lądowanie od kontrolera ruchu, który zarządzał ruchem lotniczym – mówi Grzegorz Brychczyński, po czym stanowczo podsumowuje analizę katastrofy w Nowym Jorku.
- Reasumując, wina jest w mojej ocenie przynajmniej na dzień dzisiejszy, a ostateczną decyzję wyda NTSB amerykańska, czyli ta komisja do spraw badań wypadków lotniczych i leży po stronie kontrolera ruchu naziemnego, który jak ja to nazywam, na chwilę się zawiesił. Nie wiem co się stało, że on nie odpowiedział natychmiast na pytanie: „Czy ja mogę przekroczyć pas startowy?”, a dowódca tej jednostki strażackiej ten moment zawieszenia przyjął jako domniemaną zgodę na przekroczenie pasa startowego. No i w tym momencie nastąpiło zdarzenie – kończy ekspert lotniczy.