Piorun uderzył w alpinistę z Polski. Dramatyczna akcja ratunkowa w masywie Mont Blanc
Dwaj polscy alpiniści zostali uwięzieni na wysokości czterech tysięcy metrów w masywie Mont Blanc, po tym jak jednego z nich poraził piorun. Nagłe załamanie pogody uniemożliwiło natychmiastowe użycie śmigłowca ratunkowego, a służby ratunkowe musiały przeprowadzić skomplikowaną nocną akcję w skrajnie trudnych warunkach.
Wypadek na Zębie Giganta
Do groźnego zdarzenia doszło we wtorek około godziny 18:00 w rejonie szczytu Dente del Gigante. To charakterystyczna, wąska i niemal pionowa turnia na granicy włosko-francuskiej, powszechnie uchodząca w środowisku wspinaczkowym za jeden z najtrudniejszych celów w Alpach.
Podczas gwałtownego załamania pogody jeden z polskich wspinaczy został trafiony piorunem w ramię. Choć nie doznał najpoważniejszych obrażeń, obaj mężczyźni utracili możliwość bezpiecznego kontynuowania wspinaczki. Ze względu na trudny teren, wstrząs i pogarszające się warunki nie byli w stanie samodzielnie wycofać się ze ściany. Wezwali na pomoc ratowników wysokogórskich.
Mgła i burza uziemiły śmigłowiec
Służby ratunkowe nie mogły natychmiast wysłać w rejon wypadku śmigłowca. Gęsta mgła, ograniczona widoczność oraz realne zagrożenie kolejnymi wyładowaniami atmosferycznymi zmusiły koordynatorów akcji do zmiany planów. Podjęto decyzję o przeprowadzeniu akcji lądowej. Pieszy zespół ratowników wysokogórskich wyruszył w kierunku poszkodowanych, pokonując trudny, górski teren.
W tym samym czasie uwięzieni Polacy nie czekali biernie. Zdołali samodzielnie zejść na niższą wysokość. To decyzja, która okazała się kluczowa dla powodzenia całej akcji, bo znacząco ułatwiła ratownikom dotarcie do nich. Ratownicy dotarli do alpinistów wieczorem.
Nocne zejście i schronisko Torino
Gdy ratownicy odnaleźli alpinistów, wspólnie ruszyli w kierunku schroniska Torino. Noc nie ułatwiała zadania. Strome, oblodzone fragmenty trasy były prawdziwą pułapką dla zmęczonych ludzi.
Godziny spędzone na ścianie i uderzenie pioruna zrobiły swoje. Ratownicy dostosowali tempo marszu do ich możliwości, nie spiesząc się i dokładnie asekurując każdy krok. Stopniowo, metr po metrze, zespół schodził w dół. Około północy cały skład dotarł bezpiecznie do schroniska. Poszkodowani mogli w końcu usiąść, ogrzać się i odetchnąć po tym, co przeżyli.
Kolejka linowa i szpital w Aoście
Nocny odpoczynek był jednak krótki. Ze schroniska Torino, dzięki awaryjnemu uruchomieniu kolejki linowej, obaj alpiniści zostali niezwłocznie przetransportowani do Courmayeur. Na miejscu przejęły ich włoskie służby medyczne, które skierowały mężczyzn do szpitala w Aoście na szczegółowe badania i obserwację lekarską.
Lekarze ocenili stan obydwu wspinaczy jako stabilny. Pomimo dramatycznego przebiegu zdarzenia poszkodowani uniknęli najpoważniejszych obrażeń i nie zagraża im bezpośrednie niebezpieczeństwo.
