Echa wywiadu premiera w dobie kryzysu. Profesor Gruszczak: „Tusk zerwał z hipokryzją”
Donald Tusk w głośnym wywiadzie dla brytyjskiego „Financial Times” bije na alarm: Rosja może zaatakować państwo członkowskie NATO „raczej w miesiące niż lata”. Premier stanowczo wezwał Unię Europejską do stworzenia pełnowymiarowego sojuszu obronnego i powątpiewał w automatyzm amerykańskich gwarancji. Jakie są prawdziwe powody i skutki tej retoryki w świetle niedawnych, radykalnych żądań administracji Donalda Trumpa wobec europejskich sojuszników? Skomentował to w rozmowie z naszym portalem ekspert i kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Narodowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor Artur Gruszczak.
- Ostrzeżenie Donalda Tuska w brytyjskiej prasie obnaża kruchość sojuszniczych gwarancji w obliczu zbliżającej się rosyjskiej ofensywy na wschodnią flankę
- Amerykańska dyplomacja wywiera bezprecedensową presję na kraje takie jak Hiszpania, dopuszczając w wewnętrznych dokumentach Pentagonu możliwość zawieszenia sojuszników za brak wsparcia w operacjach militarnych przeciwko Iranowi
- Jak wskazuje politolog profesor Artur Gruszczak, europejscy przywódcy muszą przestać bezrefleksyjnie wierzyć w bezwarunkową obronę kontynentu ze strony Stanów Zjednoczonych
Napięcia na linii Waszyngton-Europa i realne intencje premiera
Wywiad Donalda Tuska dla dziennika „Financial Times” z końca kwietnia 2026 roku odbił się szerokim echem w światowych stolicach. Polski premier otwarcie zwątpił w niezawodność amerykańskich gwarancji zapisanych w traktatach obronnych i ostrzegł, że rosyjski atak zbrojny na europejskie terytorium to perspektywa nadchodzących miesięcy, a nie lat. Stanowcze wezwanie szefa rządu do budowy prawdziwego europejskiego sojuszu obronnego zbiega się z bezprecedensowym chaosem w relacjach transatlantyckich, spotęgowanym twardą polityką Donalda Trumpa.
Zrozumienie słów polskiego premiera wymaga spojrzenia na najnowsze doniesienia agencji Reuters, z których wynika, że administracja waszyngtońska analizuje radykalne kroki wobec państw sprzeciwiających się amerykańskim operacjom militarnym na Bliskim Wschodzie. Na celowniku znalazła się w szczególności Hiszpania. Plany odwetowe Departamentu Obrony mają obejmować:
- zawieszenie członkostwa Hiszpanii w strukturach Paktu Północnoatlantyckiego,
- naciski na bezwarunkowe udostępnienie kluczowej infrastruktury wojskowej na kontynencie poza standardowymi procedurami,
- wykorzystanie historycznych roszczeń terytorialnych do wywierania nacisku politycznego na europejskich partnerów.
Tłem tych wydarzeń jest bezkompromisowa polityka zagraniczna USA. Jak diagnozuje profesor Artur Gruszczak, stanowisko szefa rządu jest ścisłą reakcją na te zjawiska:
- Ta wypowiedź odnosi się do narastającego napięcia w stosunkach między USA a europejskimi członkami NATO, wywołanego aroganckimi i nieodpowiedzialnymi wypowiedziami prezydenta Trumpa i członków jego administracji w sprawie roli NATO w kryzysie wywołanym przez amerykańsko-izraelską agresję na Iran. Próba wymuszenia przez administrację Trumpa na europejskich sojusznikach różnych form wsparcia dla sił amerykańskich w rejonie Zatoki Perskiej, przede wszystkim oddania do dyspozycji USA infrastruktury wojskowej na terytorium wybranych państw NATO, takich jak Hiszpania i Włochy, z pominięciem formalnych zasad i procedur stała się powodem rosnącego zaniepokojenia państw europejskich.
- Eskalacja gróźb ze strony USA, m.in. zawieszenia Hiszpanii w prawach członka NATO, pokazuje, jak nieprzewidywalna jest polityka administracji Trumpa. Sądzę, że Donald Tusk chce uświadomić opinii publicznej w Polsce i za granicą, że administracja Trumpa jest zdolna do najbardziej niespodziewanych kroków, ryzykownych dla jedności Sojuszu i niebezpiecznych z punktu widzenia interesów państw położonych na wschodniej flance NATO. Tusk chce pokazać, że poprawność polityczna zwolenników Trumpa, szczególnie w Polsce, podkreślająca konieczność utrzymania więzi transatlantyckich "na dobre i na złe", bez względu na koszty polityczne i ekonomiczne, jest przejawem krótkowzroczności i naiwności.
KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI
Koniec politycznej hipokryzji i gorzka prawda o Artykule 5.
Dotychczasowa taktyka wielu państw Starego Kontynentu opierała się na niezachwianej wierze w amerykański parasol militarny. Dziś coraz silniejsze staje się uzależnianie wsparcia wojskowego od zysków ekonomicznych, co wymusza gruntowną redefinicję polskiej i europejskiej polityki obronnej. Jak wskazuje profesor Artur Gruszczak, Donald Tusk swoją postawą zrywa z dotychczasowym pudrowaniem rzeczywistości przez europejskie stolice:
- Tusk zerwał z hipokryzją w podejściu wielu europejskich rządów, a także proamerykańskich partii politycznych, do USA: zamykaniem oczu i zatykaniem uszu w trakcie coraz bardziej prorosyjskich i antyeuropejskich - a tym samym antynatowskich - wypowiedzi przedstawicieli administracji Trumpa. USA nie zagwarantują bezpieczeństwa Europie, jeśli nie osiągną z tego tytułu określonych zysków ekonomicznych. Artykuł 5. traktatu waszyngtońskiego nie narzuca obowiązku oddania przez sojuszników kluczowych zasobów i zdolności wojskowych na wypadek agresji na którekolwiek z państw członkowskich.
- Hipotetycznie, w razie agresji ze strony Rosji na Polskę albo któreś z krajów bałtyckich, USA mogą poprzestać na zapewnieniu pewnych zdolności, głównie w zakresie rozpoznania i wywiadu, przerzucając ciężar obrony przed agresorem na państwa europejskie. Dlatego należy poważnie zastanowić się nad przygotowaniem odpowiedzi na rosyjską agresję bez udziału wojsk amerykańskich, a to wymaga "europeizacji" NATO w znaczeniu planowania, dowodzenia, logistyki i świadomości sytuacyjnej.
- Polska od dłuższego czasu stara się pokazać, że budowa potencjału odstraszania poprzez modernizację i rozbudowę sił zbrojnych musi mieć bezpośrednie przełożenie na zdolności przyjęcia uderzenia agresora i związania jego sił do czasu uruchomienia mechanizmów sojuszniczej pomocy, w domniemaniu art. 5 NATO. Takie stanowisko, wyrażone przez premiera Tuska, zdaje się przeważać w państwach wschodniej flanki NATO, a także w Niemczech i Francji.
Niemieckie przywództwo jako prowokacja i pułapka dla Europy
Polski ruch na szachownicy geostrategicznej należy oceniać w oderwaniu od ewentualnej reakcji dyplomacji z Waszyngtonu. Amerykanie jednoznacznie faworyzują w Polsce ośrodek prezydencki, spychając gabinet premiera na margines swoich interesów, co tworzy wewnętrzne napięcia. Zamiast zabiegać o względy tego nieprzewidywalnego sojusznika, państwa regionu muszą mierzyć się z próbami skłócenia Europy. Według profesora Gruszczaka, wyjątkowo niebezpieczne są tu zrzutki medialne zza oceanu dotyczące Niemiec:
- Nieporozumieniem jest patrzenie na wypowiedź Tuska przez pryzmat zadowolenia administracji Trumpa lub jego braku. Ekipa Trumpa - jak wiadomo - wspiera zdecydowanie pałac prezydencki i często ostentacyjnie pomija rząd Tuska lub ocenia go mniej lub bardziej krytycznie. Przypodobanie się Trumpowi nie jest receptą na pozbawioną wiarygodności i przewidywalności politykę jego administracji.
- Pojawiające się ostatnio wypowiedzi przedstawicieli administracji USA o przejęciu przez Niemcy wiodącej roli w NATO nie należy traktować jako wiążące. Raczej wprowadzające zamęt wśród państw europejskich, podzielonych na te, które obawiają się odbudowy niemieckiej potęgi militarnej (co jest motywem przewodnim narracji PiSu) oraz te, które widzą w niej szansę na odwrócenie tendencji do degradacji Europy na geopolitycznej mapie świata.
- W Sojuszu na rzecz obrony Europy wymagana jest solidarność, a nie rywalizacja o status przywódcy. Niemcy są tego świadome i podchodzą sceptycznie do takiej wizji, dlatego amerykańskie sugestie trzeba widzieć jako swego rodzaju prowokację w stosunku do pogardzanej przez ludzi Trumpa Europy. Niewykluczone, że wspomniany wyżej warunek solidarności odsunie na wiele lat projekt samodzielności obronnej Europy, co będzie niekorzystne dla Polski i zachęci Rosję do agresywnych posunięć w stosunku do zachodnich sąsiadów.
Źródło: Goniec.pl