Do RBN zostały godziny, a tu takie wieści. Szykuje się nagłe zwrot ws. oferty Trumpa?
Zbliżające się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego budzi ogromne emocje w obozie władzy. Jak wynika z naszych źródeł, zaproszenie do Rady Pokoju Donalda Trumpa stało się dla koalicji prawdziwym testem jedności. Czy polityczny „gorący kartofel” doprowadzi do przełomu w relacjach z Waszyngtonem, czy raczej do głębokiego pęknięcia w rządzie?
- Lewica i KO: Między asertywnością a grą na zwłokę
- PSL walczy o sojusz, ale liczy każdy grosz
- Rada Bezpieczeństwa Narodowego jako pole bitwy
- Polska w pułapce dyplomatycznego pata
Lewica i KO: Między asertywnością a grą na zwłokę
Lewica zajmuje najbardziej radykalne stanowisko, kategorycznie odrzucając członkostwo w Radzie Pokoju ze względu na obecność Rosji i Białorusi. Ich zdaniem Polska nie powinna legitymizować inicjatyw uderzających w jedność NATO i UE w tak niepewnych czasach.
Z kolei Koalicja Obywatelska przyjmuje bardziej zniuansowaną postawę, starając się balansować między lojalnością wobec struktur unijnych a strategicznym sojuszem z USA. Formacja Donalda Tuska po cichu liczy na to, że sprawa wygaśnie samoistnie, zwłaszcza że oficjalny wniosek od prezydenta Karola Nawrockiego wciąż nie wpłynął do rządu, co skutecznie blokuje procedury sejmowe.
PSL walczy o sojusz, ale liczy każdy grosz
Na drugim biegunie znajduje się PSL, które stawia na chłodny pragmatyzm i ochronę relacji z Pentagonem. Ostatnie rozmowy z ambasadorem Tomem Rose’em uspokoiły nastroje, potwierdzając, że strategiczna współpraca obronna pozostaje nienaruszona, a USA doceniają Polskę jako lidera wydatków na zbrojenia w NATO.
“Rozmowa z Tom Rose potwierdziła, że nasza współpraca na rzecz bezpieczeństwa nie ulegnie żadnej zmianie.”
Ludowcy przekonują, że ignorowanie propozycji kluczowego sojusznika byłoby błędem, choć nie zamierzają bezkrytycznie akceptować warunków Trumpa. Mimo to wewnątrz koalicji iskrzy, gdyż PiS kusi liderów PSL wizją nowego rządu, a gigantyczny koszt miliarda dolarów wpisowego do Rady Pokoju wciąż budzi ogromny opór finansowy resortów.
Rada Bezpieczeństwa Narodowego jako pole bitwy
Zaplanowana na 11 lutego Rada Bezpieczeństwa Narodowego ma być kluczowym sprawdzianem dla polskiej dyplomacji. Radosław Sikorski zapowiedział już, że przedstawi prezydentowi Nawrockiemu listę zagrożeń wynikających z wejścia do Rady Pokoju, wskazując na fatalny kontekst towarzyski w postaci Władimira Putina.
Spotkanie to będzie areną konfrontacji dwóch wizji polityki zagranicznej: prezydenckiej chęci bycia „modelowym sojusznikiem” oraz rządowego sceptycyzmu wobec transakcyjnego stylu Donalda Trumpa. Brak konsensusu wewnątrz koalicji sprawia, że wynik tych rozmów pozostaje wielką niewiadomą dla obserwatorów sceny politycznej, a napięcie wciąż rośnie.
Polska w pułapce dyplomatycznego pata
Sytuacja, w której znalazła się Polska, jest określana jako klasyczny dyplomatyczny pat. Odrzucenie oferty może zostać odebrane przez administrację Trumpa jako gest nieprzyjazny, co grozi ochłodzeniem relacji obronnych, o czym w mediach społecznościowych wspominał już ambasador Tom Rose.
Z drugiej strony, wejście do gremium zdominowanego przez autokratów podważyłoby zaufanie do Polski w Europie. Rządzący mają pełną świadomość, że każdy ruch niesie ze sobą ryzyko wizerunkowe i strategiczne. Najbliższe godziny pokażą, czy Polska wybierze drogę twardej asertywności, czy też spróbuje wynegocjować „trzecią drogę”, unikając płacenia miliarda dolarów.