Orbán wychodzi z Unii? Prof. Plecka ostrzega przed efektem domina
Te słowa nie miały paść, ale gdy już padły, w całej Europie zawrzało. Węgierski minister podczas oficjalnego wystąpienia niespodziewanie zadeklarował, że Węgry opuszczą Unię Europejską, co natychmiast wywołało lawinę pytań o przyszłość wspólnoty i bezpieczeństwo Polski. Prof. Danuta Plecka wprost analizuje, czy grozi nam polityczny efekt domina, który uderzy w portfele zwykłych obywateli.
- Prawda o „przejęzyczeniu” ministra: Co naprawdę myśli rząd Viktora Orbána?
- Widmo roku 2027 - ta data może być kluczowa dla przyszłości Polski w UE
- Co jeszcze trzyma Węgry przy unijnej kasie?
Szokujące słowa na szczytach władzy. Czy to koniec Unii, jaką znamy?
Wystarczyła jedna chwila nieuwagi, by na światło dzienne wyszło to, o czym w kuluarach Budapesztu mówi się od dawna. Wypowiedź węgierskiego ministra, Péter Szijjarto, na temat Ukrainy nagle skręciła w stronę, której nikt się nie spodziewał. Padły słowa o wyjściu z Unii Europejskiej. Choć oficjalnie mówi się o „niefortunnym przejęzyczeniu”, nie brakuje głosów: to badanie gruntu.
Prof. Danuta Plecka w rozmowie o tej sytuacji zauważa:
- Ja uważam, że to było przejęzyczenie, natomiast to oddaje istotę sprawy, w którym miejscu rząd Viktora Orbana się w tej chwili znajduje. Oni nie ukrywają swoich sympatii proputinowskich, prorosyjskich, nie ukrywają swojej niechęci do Unii Europejskiej - mówi wprost politolożka.
Choć rząd węgierski nie ukrywa wcale swoich upodobań politycznych, po tej wypowiedzi, zawrzało. Czy to możliwe, że państwo, które od lat korzysta z ogromnych dotacji, realnie planuje „rozwód” z Brukselą? Sytuacja jest o tyle groźna, że Węgry stały się swoistym poligonem doświadczalnym dla ruchów antyunijnych w całej Europie.

Pieniądze, które trzymają Orbána w szachu. „Niechęć hipokrytyczna”
Dla przeciętnego mieszkańca mniejszego miasta, który widzi nowe drogi budowane z unijnych funduszy, wizja wyjścia ze wspólnoty wydaje się samobójstwem. I tak też widzą to eksperci. Problem polega jednak na tym, że pieniądze z Brukseli nie zawsze trafiają tam, gdzie powinny.
- Jest to niechęć, powiedziałabym taka, hipokrytyczna. Bo po pieniądze unijne chętnie sięgają, środki chętnie wykorzystują, przy czym nie do celów, na które są przeznaczone te środki. To jest mocno skorumpowane państwo - podkreśla ekspertka.
Zatem z jednej strony mamy twardą retorykę wymierzoną w „brukselskich urzędników”, a z drugiej wyciągniętą rękę po miliardy euro, które ratują słabą węgierską gospodarkę. To układ, który może trwać tak długo, jak długo płynie strumień gotówki. Co się jednak stanie, gdy kurek zostanie zakręcony? To pytanie, które powinno spędzać sen z powiek również polskim podatnikom.
Czy Polska jest bezpieczna? Kluczowa data 2027
Wielu Polaków zadaje sobie dziś pytanie: czy jeśli Węgry wyjdą, my będziemy następni? Na ten moment prof. Plecka uspokaja, ale stawia jeden bardzo ważny warunek. To, co dziś wydaje się niemożliwe, za kilka lat może stać się tematem numer jeden przy niedzielnym obiedzie.
- W tej chwili to byłaby sytuacja dosyć neutralna dla Polaków. Natomiast za chwilę mogłoby się okazać, że jest to sytuacja kluczowa, bo na przykład zakładamy (teoretycznie), że prawica przejmuje w 2027 roku władzę i idzie ścieżką węgierską – ostrzega ekspertka.
To właśnie rok 2027 pojawia się w analizach jako potencjalny punkt zwrotny. Choć obecnie poparcie dla obecności w Unii jest w Polsce wysokie, mechanizmy polityczne są bezlitosne. Prof. Plecka zauważa, że w naszym systemie prawnym wyjście z UE mogłoby być teoretycznie prostsze, niż nam się wydaje:
- U nas jest dosyć łatwo przeprocedować wystąpienie z Unii, bo w zasadzie wystarczy większość parlamentarna i podpis prezydenta - podsumowuje Profesor.
Scenariusz „Huxit”: Czy mamy się czego bać już teraz?
Mimo alarmujących słów ministra, realne wyjście Węgier z Unii Europejskiej – czyli tzw. Huxit – napotyka na jeden potężny opór: wolę samych obywateli. Węgrzy, podobnie jak Polacy, w większości nie chcą rezygnować z przywilejów, jakie daje im wspólnota.
- W praktyce, jeżeli spojrzymy na sondaże, to to się w ogóle nie wydarzy. Bo [red. Orbán] przegra te wybory. Po prostu – ucina spekulacje prof. Plecka.
Jednak sam fakt, że takie tematy są „testowane” przez rządzących, powinien być sygnałem ostrzegawczym. Unia Europejska nie jest dana raz na zawsze. Każde takie „przejęzyczenie” wysokiego urzędnika to mała rysa na fundamentach naszego wspólnego bezpieczeństwa i stabilności finansowej. Dla mieszkańca Polski oznacza to jedno: warto trzymać rękę na pulsie, bo polityka wielkiego formatu prędzej czy później zapuka do naszych portfeli.
Źródło: BiznesInfo