Mąż Beaty Klimek ujawnia, co miało stać się przed jej zaginięciem. Jest reakcja rodziny
Trwają intensywne poszukiwania Beaty Klimek, która zniknęła bez ślady ponad 5 miesięcy temu. Rodzina zaginionej jest przekonana, że kobieta padła ofiarą poważnego przestępstwa, a wszelkie podejrzenia kierowane są w stronę jej męża, z którym jest w trakcie rozwodu. Tymczasem Jan K. przedstawił właśnie swoją zaskakującą teorię.
Trwają poszukiwania Beaty Klimek
Beata Klimek z niewielkiego Poradza w województwie zachodniopomorskim, zaginęła ponad 5 miesięcy temu. Była wówczas widziana podczas odprowadzania swoich dzieci do szkoły. Pojawiła się z nimi na przystanku autobusowym, a sama miała jechać do pracy. Od tamtej pory słuch po niej zaginął. Samochód 47-latki znaleziono pod jej domem, choć że regularnie z niego korzystała.
Zaniepokojona rodzina nie czekała długo i zgłosiła sprawę na policję. Od tamtej pory trwają poszukiwania kobiety, jednak w sprawie pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi.
Mąż zaginiony w ogniu oskarżeń
W Poradzu pojawiło się mnóstwo plotek na temat męża pani Beaty. Mężczyzna kategorycznie zaprzecza, jakoby miał jakikolwiek związek z tą sprawą, ale nie ukrywa, że ma nową partnerkę. Co ciekawe, kobieta ma za sobą bardzo mroczną przeszłość. Według ustaleń “Faktu” Agnieszka B. odsiadywała wyrok w związku z zabójstwem jej pierwszego męża Romualda T. Zbrodnia wydarzyła się pod koniec 1999 roku, a motywem miał być romans kobiety z przyrodnim bratem ówczesnego mężczyzny. Agnieszka B. została skazana na 3 lata więzienia, jednak opuściła je po 1,5 roku przez wzgląd na wychowywanie małego dziecka.
ZOBACZ: Nie żyje 11-miesięczna dziewczynka, rodzice zostali zatrzymani. Tragedia w polskim mieści
Na początku poszukiwań Jan K. przedstawił zaskakującą teorię na temat zniknięcia swojej żony. Zbudował ją na podstawie tego, co “powiedzieli mu ludzie”. “Dowiedziałem się niedawno, że moja żona prawdopodobnie przed zaginięciem rozmawiała ze swoją siostrą o tym, że odda jej nasze dzieci. Powiedzieli mi to ludzie. Wygląda to tak, jakby wszystko planowała od dawna. Te informacje przekazałem policji” - mówił Jan K. w rozmowie z "Faktem".
W najnowszym wywiadzie mężczyzna przedstawił jednak nieco inną hipotezę, która wydaje się przeczyć temu, co sugerował do tej pory.
Mąż Beaty Klimek ma zaskakującą teorię
Zdaniem Jana K., jego żona ma być potężnie zadłużona. “Jak zacząłem pracować w Niemczech w 2021 r., to moja żona załatwiła sobie Kindergeld (niemiecki zasiłek na dzieci - przyp. red.), a ja jej dostarczyłem wszystkie potrzebne do tego dokumenty. Ale oprócz tego, załatwiła sobie też 500 plus w Polsce i pobierała świadczenie na dzieci zarówno polskie, jak i niemieckie” - powiedział w rozmowie z “Faktem”.
Mężczyzna twierdzi, że nie miał świadomości tego, iż jego żona pobiera dwa dodatki. “Dowiedziałem się o tym dopiero w sierpniu 2023 r., czyli w momencie, jak zrezygnowałem z niemieckiego świadczenia. Żona nie powinna była w ogóle otrzymywać polskiego 500 plus, ponieważ ja dostawałem całe świadczenie niemieckie, tj. 250 euro na dziecko, czyli w sumie otrzymywaliśmy 750 euro na troje dzieci (prawie 3 tys. 200 zł). I jak w 2023 r. zrezygnowałem z pracy u Niemca, to zgłosiłem w niemieckim urzędzie, że rezygnuję też z Kindergeld. Wyjaśniłem, że wyprowadziłem się z domu i że mam z żoną rozdzielność majątkową” - przekonuje Jan K.
ZOBACZ: PKO BP z ważnym komunikatem do klientów. Te usługi będą niedostępne
Beata Klimek mimo wszystko miała dalej pobierać świadczenie. “Po czterech miesiącach, czyli jakoś na początku 2024 r., Niemcy się do mnie odezwali z informacją, że do zwrotu jest około 7,5 - 8 tys. euro, ponieważ ustalili, że żona pobierała w Polsce 500 plus. I Niemcy zażyczyli sobie zwrotu. Wysłałem im wtedy wszystkie dokumenty , również te o rozdzielności majątkowej i oni wtedy dali mi spokój” - twierdzi mąż zaginionej. Mężczyzna miał też dostać potwierdzenie z niemieckiego urzędu, że nie będzie od niego pobierać zadłużenia, ale miał wskazać osobę, która pobierała świadczenie w Polsce.
Wtedy wzięli ode mnie adres żony w Poradzu i prawdopodobnie zaczęli wysyłać do niej te upomnienia o zwrot pieniędzy. Ale ja żadnych dokumentów w domu nie znalazłem i nie wiem, co się dalej działo. Czy żona się zapożyczyła, żeby oddać te pieniądze? Nie wiem. Nie wiem też, czy ona w ogóle zwróciła te pieniądze, bo nie rozmawiałem z nią na ten temat. Ale może to ma jakiś związek z jej zniknięciem, bo - tak jak mówiła jedna z sąsiadek - ktoś podobno obserwował dom. Ja zgłosiłem to wszystko policji. Nie wiem, jak to odbierać, bo jeśli Niemcy domagali się od niej tych pieniędzy, tj. w przeliczeniu na polską walutę około 30 tys. zł, to skąd ona mogła mieć takie pieniądze? Nie wiem, czy się gdzieś zapożyczała, ale słyszałem, że żona żaliła się komuś na wsi, że ma długi u mojego brata. Może tutaj trzeba szukać rozwiązania, może tu jest klucz - ocenia w rozmowie z “Faktem” Jan K.
Siostrzenica Beaty Klimek przedstawia jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. “Po tym jak Jan odszedł od rodziny, przez pewien czas nie płacił cioci pieniędzy na dzieci. Wychodzi na to, że Jan pobierał wtedy Kindergeld i nie przelewał tych pieniędzy właśnie dla dzieci. W związku z tym ciocia, nie dostając gotówki, po pewnym czasie złożyła dokumenty o 500 plus i znalazła pracę. Więcej nie wiem na temat finansów w tej kwestii. Dziwi mnie tylko fakt, dlaczego dopiero teraz wyszła informacja od Jana, że niemiecki urząd zażądał zwrotu 30 tys. zł? Czyżby dopiero teraz przyszło do niego pismo, że ma oddać Kindergeld, które pobierał, a nie płacił na dzieci? To by właśnie wyjaśniało kwestię podanych przez niego teraz informacji. Janek sugerował na początku, że ciocia wsiadła do białego busa, później, że uciekła do Niemiec do kochanka, a teraz, że miała uciec przez problemy finansowe. Niedorzeczne dla mnie są te zmiany tłumaczeń” - twierdzi Ola Klimek.