Goniec.pl
Wypadek polskiego autokaru w Chorwacji. Organizator pielgrzymki: "To nie był wyjazd dla każdego"

DAMIR SENCAR/AFP/East News

Wypadek polskiego autokaru w Chorwacji. Organizator pielgrzymki: "To nie był wyjazd dla każdego"

12 Sierpnia 2022

Autor tekstu:

Ada Rymaszewska

Organizator tragicznej pielgrzymki do Medjugorie, w której zginęło 13 osób, przerywa milczenie. Jarosław Miłkowski, w rozmowie z "Wirtualną Polską" tłumaczy, że wyjazd miał charakter prywatny i koordynowała go siostra zakonna. - Nie było żadnych umów - zastrzega.

Jutro minie dokładnie tydzień od niewyobrażalnego dramatu na Chorwackiej autostradzie A4, którą do znanego ośrodka kultu religijnego w Medjugorie jechał autokar z grupą polskich pielgrzymów. Po tym, jak autobus z nieznanych przyczyn zjechał do rowu, śmierć poniosło 12 osób, a ponad 30 zostało rannych, w tym wiele ciężko.

Niemcy wykryli w Odrze śmiertelną rtęć i żądają wyjaśnień. "To poważne zagrożenie"

Niemcy wykryli w Odrze śmiertelną rtęć i żądają wyjaśnień. "To poważne zagrożenie"

CZYTAJ DALEJ

Pogrążone w smutku rodziny ofiar każdego dnia przeżywają przeszywające na wskroś serca cierpienie. Niektórzy z nich nie byli w stanie unieść ciężaru tragedii, inni z niecierpliwością oczekują na wyjaśnienie szczegółowych okoliczności wypadku.

W tym samym czasie chorwackie i polskie służby robią wszystko, co w ich mocy, by dociec, co wydarzyło się w sobotni poranek. Śledztwo bezzwłocznie wszczęła warszawska Prokuratura, a także mazowiecki urząd wojewódzki, z którego napłynęły szokujące doniesienia.

W czwartek poinformowano, że odpowiedzialna za wyjazd firma "U Brata Józefa" nie była w rejestrze organizatorów turystyki. W związku z tym sprawę zgłoszono do organów ścigania. Nieoczekiwany zwrot akcji spotkał się z reakcją organizatora pielgrzymki, pana Jarosława.

Organizator pielgrzymki przerywa milczenie

- Nikt z urzędu się ze mną nie kontaktował, wczoraj byłem tylko na przesłuchaniu na policji. Od 2017 roku miałem podpisaną umowę o współpracy z biurem podróży z Lublina. To oni oficjalnie byli organizatorami wycieczek i widnieli w dokumentach - powiedział zaskoczony pan Jarosław Miłkowski w rozmowie z WP.

Mężczyzna utrzymuje, że wyjazd "nie był dla każdego" i miał charakter prywatny, a o jego organizację poprosiła jedna z sióstr zakonnych.

Siostra zakonna poprosiła mnie o pomoc. Ona wszystkim się zajmowała. Ja pomogłem tylko zorganizować ubezpieczenie, które załatwiła wspomniana firma z Lublina. Z kolei autokar wzięliśmy na fakturę na podstawie odrębnych wcześniejszych umów o współpracy - twierdzi.

Radca prawny: "Odszkodowania mogą iść w dziesiątki milionów złotych"

Badający sprawę dziennikarze WP nie zdołali potwierdzić słów pana Jarosława we wskazanym biurze podróży, gdyż telefon w siedzibie firmy milczy. O ocenę poprosili jednak radcę prawnego, który wskazuje na liczne znaki zapytania.

Na podstawie ogólnodostępnych informacji nie wiemy, kto z kim zawierał umowy i jaką one miały treść. To z punktu widzenia, kto ponosi odpowiedzialność, powinno zostać wyjaśnione - uważa dr Piotr Cybula.

wypadek autokaru w chorwacji

Wypadek autokaru w Chorwacji. Organizator pielgrzymki zdruzgotany. "Taka była wola Pana Boga"

CZYTAJ DALEJ

Jak zaznacza, sam fakt niewpisania do rejestru organizatora wycieczki nie jest jeszcze podstawą do wyciągania wniosków o bezpośrednim związku niedopełnienia formalności z wypadkiem.

- Wymóg ma charakter administracyjny, ale organizowanie imprez bez wpisu do rejestru jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do lat trzech, karą ograniczenia wolności lub karą grzywny - dodaje.

Radca wskazuje również na bardzo skomplikowaną kwestię samej "gwarancji", obowiązującej wyłącznie w przypadku niewypłacalności biura.

- W tym przypadku nie mamy takiej sytuacji. Gwarancja nie obejmuje odszkodowania za "normalne" wypadki. Wiemy, że 12 osób zmarło. Nie jest wykluczone, że odszkodowania mogą iść w dziesiątki milionów złotych. Ale to zapewne będzie wypłacane przede wszystkim z OC przewoźnika - podsumowuje.

Strażacy byli bezradni. Kierowca zginął, a silnik jego auta znaleziono 30 metrów dalej. Fot.: OSP Cedry Wielkie

Sekundy przesądziły o tragedii. Nie żyje 36-latek, strażacy nie mogli uwierzyć, co leżało 30 metrów dalej

Kierowca nie miał żadnych szans, a służby wezwane na miejsce mogły tylko bezradnie rozłożyć ręce. Tragiczna noc z wtorku na środę w woj. pomorskim. W miejscowości Trutnowo doszło do wypadku. Auto osobowe wypadło z drogi, a siłę zderzenia z drzewem pokazują zdjęcia udostępnione przez straż.

Zobacz galerię >

Artykuły polecane przez Goniec.pl:

Źródło: WP

Tagi:

Ada RymaszewskaAutor

Redaktor portalu Goniec.pl. Wcześniej pracowałam w redakcjach TVN24, Kontakt24 oraz b2-biznes.pl. Jestem absolwentką dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, a obecnie studiuję politologię. Interesuję się polityką, lubię być na bieżąco z wydarzeniami z kraju i ze świata.

Chcesz się ze mną skontaktować?

Napisz adresowaną do mnie wiadomość na mail: adrianna.rymaszewska@goniec.pl

Podobne artykuły

Wiadomości

Pacjentka zmarła przez pomyłkę farmaceutki. Jest wyrok

Czytaj więcej >
Dofinansowanie dla TVP

Wiadomości

PiS wykorzystało nieuwagę Polaków przed meczem. Jest decyzja ws. TVP

Czytaj więcej >
Mateusz Morawiecki

Wiadomości

Jacek Ozdoba o Mateuszu Morawieckim: "Konsekwencje ponosi Polska"

Czytaj więcej >
Trafiła na czarną listę Putina

Wiadomości

Trafiła na czarną listę Putina. "Nie mogę wrócić do Rosji, bo będę tam prześladowana"

Czytaj więcej >
Rosjanie mają dość wojny w Ukrainie?

Wiadomości

Rosjanie mają dość? Sondaż na zlecenie Kremla nie pozostawia złudzeń

Czytaj więcej >

Wiadomości

Rosja zapowiada gigantyczną podwyżkę wydatków na broń. 50 proc więcej w 2023 roku

Czytaj więcej >